AKG N90Q

AKG N90Q Test

Słuchawki z wbudowanym DAC-iem, wzmacniaczem i procesorem DSP powoli zaczynają wpisywać się w krajobraz branży audio. Sprawdzamy, jak radzi sobie wyposażony we wszystkie te "bajery" topowy model marki AKG N90Q

  • Data: 2017-06-20

Opisywane w numerze 5/17 HFC&HC słuchawki Audeze SINE, oferowane m.in. z kablem Cipher dla posiadaczy iPhone'a (ze zintegrowanym wzmacniaczem, przetwornikiem cyfrowo-analogowym i cyfrowym układem DSP) skłoniły mnie do przejrzenia oferty innych producentów pod kątem podobnych rozwiązań, ale dla smartfonów z Androidem. Niestety, tego typu słuchawki, przynajmniej na razie, są rzadkością. Jednym z chlubnych wyjątków jest flagowy model AKG – N90Q. Jak się okazało, nie tylko wbudowany DAC odbiega tu od normy...

Budowa

To zdecydowanie najbardziej osobliwe słuchawki, z jakimi miałem do tej pory do czynienia. Zapakowane w masywną walizeczkę z gniazdem micro-USB i znajdującym się wewnątrz powerbankiem o pojemności 2400mAh (tzw. Power case), w pierwszej chwili wywołują lekką konsternację. O co chodzi? Otóż N90Q nie grają w trybie pasywnym, w związku z czym akumulatorek może okazać się bardzo przydatny. W ogóle wyposażenie tego modelu robi wrażenie: w komplecie otrzymujemy trzy kable z minijackami, dwa o długości 1,2m (w tym dedykowany do urządzeń z Androidem) i jeden 3-metrowy, do tego przejściówkę lotniczą oraz na 6,3mm, przewód USB i znakomitej jakości skórzane futerały, zarówno na słuchawki, jak i baterię. A same słuchawki? Są stosunkowo ciężkie (460g) i "twarde", z pewnością nie tak komfortowe, jak porównywalne cenowo modele konkurencji, ale za to naszpikowane najnowszymi technologiami. Funkcja tłumienia zakłóceń (Noise Cancelling) to w tym wypadku tylko zwyczajny dodatek w porównaniu z autokalibracją parametrów, za sprawą której pojęcie "personalizacji dźwięku" nabiera należytego znaczenia. Do tej pory określenie to oznaczało po prostu możliwość skorzystania z takiego czy innego equalizera (np. za pośrednictwem aplikacji), ale tu chodzi o coś innego. Wbudowany w prawą muszlę przycisk trybów DSP pozwala uruchomić procedurę "skanującą" uszy słuchacza. System składa się z mikrofonów (po dwa w każdej muszli) oraz generatorów impulsów i analizatorów, a jego zadaniem jest określenie cech indywidualnych narządów słuchu i dobranie do nich odpowiedniej korekcji częstotliwościowej. Generowane dźwięki przypominają to, co pojawia się na różnego rodzaju płytach testowych, acz są całkowicie bezpieczne, zaś cała procedura trwa kilkanaście sekund.

Wspomniałem o trybach DSP. Do wyboru mamy trzy ustawienia: "Standard" wyłącza wszystkie efekty, "Studio" prezentuje neutralną charakterystykę, a "Surround" uprzestrzennia przekaz. Przy każdej zmianie (jednokrotne naciśniecie przycisku) pojawia się sygnał dźwiękowy, najpierw w lewym, a potem w prawym kanale, ale zabrakło opisania/oznaczenia aktualnie włączonego trybu, co mogłoby ułatwić sprawę zwłaszcza przy korzystaniu ze smartfona (podczas osłuchu na PC z odróżnieniem trybów nie ma większego problemu), bo wprowadzane zmiany czasami są całkiem wyraźne, a innym razem już nie tak oczywiste i poniekąd zależne od nagrania. Podobne odczucia towarzyszyły mi podczas korzystania z wbudowanego w lewą muszlę equalizera, mającego postać płaskiego pokrętła. Kręcąc w jedną stronę, wzmacniamy zarówno bas, jak i soprany; kręcąc w drugą – zmniejszamy ich natężenie. Przejście kolejnych "progów" jest sygnalizowane krótkimi dźwiękami o różnej wysokości, a pokrętło kręci się w kółko (przydałaby się jednak jakaś blokada). Działa to z jednej strony skutecznie, a z drugiej na tyle subtelnie, że żadne z tych ustawień nie "przewala" brzmienia, zatem w zależności od nagrania każde może okazać się przydatne.

To nie wszystkie niespodzianki, jakie czekają na użytkowników N90Q. Wracamy do prawej muszli – ulokowano tu główny włącznik, który uaktywnia także tłumienie zakłóceń (i znowu: działa efektywnie, a jednocześnie delikatnie, aczkolwiek wprowadza do przekazu delikatny szum), gniazdo micro-USB, za którego pomocą ładujemy akumulator umieszczony bezpośrednio w słuchawkach i korzystamy z wbudowanego DAC-a (do 24bit/96kHz), a także wejście analogowe na kabel z wtykiem 2,5mm. Jakby tego było mało, w tejże prawej muszli (ściślej rzecz ujmując, w jej zewnętrznej części) umieszczono kolejne płaskie pokrętło z ułatwiającymi operowanie nim rowkami – tym razem służące do regulacji głośności.

Pomijając wszystkie te "dodatki", N90Q wyglądają już całkiem zwyczajnie. Szeroki pałąk obszyto owczą skórą i zakończono złotymi (bez względu na wersję kolorystyczną słuchawek) spinkami. Mechanizm regulacji tworzą metalowe taśmy z podziałką na zewnątrz, wsuwane w elementy z tworzywa (poliwęglan). Aluminiowe zawiasy pozwalają obrócić muszle na płasko, o 90 stopni. Poduszki oraz muszle o owalnym kształcie mają niejednakową grubość – z przodu są nieco cieńsze, co "odchyla" przetworniki i korzystnie wpływa na scenę dźwiękową. Całość, jak już wspomniałem, jest ciężka i twardawa – chyba nie do końca stricte mobilna, może raczej "do domu i na miasto", ale z naciskiem na to pierwsze, najlepiej z laptopem w roli źródła dźwięku.

Konfiguracja i jakość brzmienia

Miały być do Androida, ale równie dobrze (jeśli nie lepiej) sprawdziły się podłączone kablem USB do komputera, z wbudowanym DAC-iem zaprzęgniętym do odsłuchu plików hi-res. Nie trzeba przy tym zawracać sobie głowy ściąganiem sterowników – wszystko dzieje się samo. Podłączenie do PC z Windowsem 10 Pro sprowadza się do wyświetlenia dwóch informacji: "Trwa dodatkowa konfiguracja urządzenia AKG N90" i kilkanaście sekund później "Konfiguracja urządzenia zakończona". Potem wystarczy już tylko wybrać w używanym odtwarzaczu programowym (np. Foobarze) stosowny "device". Podczas testu N90Q pracowały również z Samsungiem Galaxy S7 (zarówno przez wejście analogowe, jak i port USB) oraz z DAP-em Questyle'a QP1R (przez wejście analogowe). Z wbudowanego DAC-a warto korzystać – z Galaxy S7 różnica między wejściem analogowym (słuchawkowym), a cyfrowym (USB) była bardzo wyraźna. Brzmienie staje się wówczas konkretniejsze, dokładniejsze, ma lepszą dynamikę i "drive".

Z tak nietypowymi słuchawkami odsłuchy zacząłem inaczej niż nakazywał zdrowy rozsądek, bo z plikami... AAC. Biorąc pod uwagę zarówno cenę, jak i możliwości N90Q, wybór formatu stratnego, bliskiego krewnego MP3, może się wydawać co najmniej dziwny. Całkiem słusznie, ale okazje ku temu były dwie. Po pierwsze artykuł w internecie na temat odejścia na emeryturę "empetrójek", wypartych rzekomo właśnie przez format spopularyzowany przez firmę Apple (Instytut Fraunhofer-Gesellschaft ogłosił, że patenty oraz oprogramowanie, którymi objęty był format MP3, wygasają); w sumie nie wiadomo, śmiać się czy płakać, jeden stratny kodek-zombie wyparty przez inny stratny, żeby chociaż chodziło o FLAC-i albo, niechby nawet w wersji Apple'a, ALAC-i... Po drugie pojawienie się w serwisie Apple Music dwóch nowych utworów Rogera Watersa z nadchodzącej płyty "Is This the Life We Really Want?". 25 lat czekania na nową muzykę tego gościa jest chyba wystarczającym usprawiedliwieniem dla pogwałcenia niepisanych reguł audiofilskiej społeczności. Zresztą potem było już jak Pan Bóg przykazał, czyli rządziły "hajresy", bo to właśnie z gęstymi plikami słuchawki N90Q lubią się najbardziej. Niemniej z "Déj? Vu" i "Smell the Roses" Watersa udało się wycisnąć na tyle znośne brzmienie, że upór Apple'a w promowaniu AAC 256kbps jako najlepszego formatu do streamingu przestaje dziwić, acz idę o zakład, że ważniejsza od samego brzmienia jest niewielka objętość takiego pliku i w efekcie łatwiejsze jego strumieniowanie.

Wróćmy jednak do właściwych odsłuchów. Moją uwagę od początku przykuły trzy rzeczy: dające się łatwo i jednoznacznie zrozumieć głosy (wokale), bardzo dobra dynamika w obu skalach i wyborny, niemal monumentalny bas.

Pierwsza z wymienionych cech ma być może związek z lekkim uprzywilejowaniem wyższego podzakresu średnicy – jest ono wystarczająco subtelne, by nie psuć ogólnego wrażenia dobrego uporządkowania przekazu, a przy tym na tyle wyraziste, by N90Q nie gubiły np. niedoskonałości artykulacji wokalistów czy wokalistek. W trybie Standard nauszniki AKG są odważne w górze pasma i nie gaszą sybilantów (tryb Studio zmiękcza nieco soprany, ale dodaje też lekki pogłos), co wyraźnie słychać na najnowszej płycie Diany Krall "Turn Up the Quiet" (FLAC 24/192; DAC w słuchawkach przyjmuje taki sygnał), gdzie bez większych problemów udało mi się wychwycić różne dodatkowe świszczenia, mlaśnięcia i inne "boki". Oczywiście zwiększa to realizm prezentacji, choć z nieodpowiednio zrealizowanymi nagraniami, z wyraźnie podbitą górą (Hadouk Trio "Live ? FiP"; ALAC 16/44,1) może być po prostu męczące. Ogólnie rzecz biorąc, najwyższa część pasma słuchawek N90Q dba o żywość i swobodę prezentacji; jest dokładna, choć – biorąc pod uwagę cenę tego modelu – mogłaby być nieco bardziej kunsztowna i wysmakowana.

Skoki dynamiki w całym paśmie akustycznym są wyśmienicie różnicowane, N90Q bezbłędnie ukazują zarówno "małe", jak i "duże" dźwięki. Impulsy basowe są gwałtowne i zwinne, bark tu śladu spowolnienia. Uderzenie w klawisz fortepianu w 1'09" utworu "Soul of Things I" kwartetu Tomasza Stańki (płyta "Soul of Things", FLAC 16/44,1) wydobywa odpowiednio przeszywający, świdrujący, głośny i nieco szklisty dźwięk. Sporo dzieje się też w głębi planu, choć same z siebie (pomijając rzecz jasna tryb Surround) słuchawki AKG jakoś specjalnie nie intensyfikują wrażeń przestrzennych. W sumie bardziej zależy to od konkretnego nagrania, w związku z czym np. w "Opium" Dead Can Dance z płyty "Anastasis" (WAV 24/44,1) przestrzeń będzie miała nieomal format stadionowy, ale już w takim "Now That We're Dead" Metalliki z "Hardwired...To Self-Destruct" (FLAC 24/96) dostaniemy po głowie skompresowaną ścianą dźwięku.

I jeszcze najniższa część pasma. Potęga tego zakresu jest wystarczająca, by z takimi nagraniami, jak "Children of the Sun", "Kiko" czy przywołane już "Opium" Dead Can Dance popaść w ekscytację (w tym ostatnim świetnie uchwycono daf, czyli perski instrument ludowy, rodzaj bębna obręczowego). W zasadzie jest tu wszystko, czego po basie należy oczekiwać: swoboda, energia, zdecydowanie, moc. Bez względu na repertuar nagraniom nie brakuje ani masy, ani ciśnienia, co sprawia, że akcenty rytmiczne są wystarczająco wyraźne i zaczepne. Nie jest to może najbardziej sprężysty, konturowy i najniżej schodzący bas na świecie, ale proporcje między wszystkimi jego składnikami dobrano w taki sposób, że efekt robi przygniatające wrażenie.

Warto wiedzieć

Podobnie jak wielu innych producentów (nie tylko z branży audio), AKG postanowiło promować swoje produkty, wykorzystując znaną osobistość – wielokrotnego laureata nagrody Grammy Quincy'ego Jonesa (stąd litera Q w oznaczeniu modelu N90). Co ciekawe, w produkcję słuchawek N90Q zaangażowana była również córka Quincy'ego, Kidada Jones, która na co dzień pracuje jako projektantka dla Disneya. Pomogła ona opracować wizualną stronę opisywanego tu modelu i wybrała materiały do jego wykończenia. W walizeczce, w której dostarczane są słuchawki, znajduje się także faksymila autografu słynnego muzyka.

Podsumowanie

Jeśli zdecydujecie się wyjść z N90Q na miasto, to uważajcie, bo naprawdę trzeba się pilnować, by nie skończyć jak Jake Gyllenhaal (filmowy Davis) słuchający kawałka "Mr. Big" zespołu Free w "Destrukcji". Szczera rekomendacja!

Werdykt: AKG N90Q

★★★★★ Słuchawki z wbudowanym DAC-iem, wzmacniaczem i procesorem DSP – to może być zapowiedź zmian, jakie czekają nas w najbliższym czasie w tym segmencie audio