B&O PLAY BeoPlay H8

B&O PLAY BeoPlay H8 Test

Nie ulega wątpliwości, że słuchawki BeoPlay H8 wykonano ze znajomością zagadnień wzornictwa przemysłowego – to jedne z najbardziej stylowych "nauszników" na rynku

  • Data: 2017-01-17

Duńska ikona designu, firma Bang & Olufsen stworzyła markę B&O PLAY z myślą o przenośnych, intuicyjnych w użytkowaniu i pięknych wzorniczo produktach – słuchawkach, głośnikach oraz współpracujących z nimi akcesoriach. Jej oferta jest już całkiem pokaźna, a każde z urządzeń wygląda co najmniej zachwycająco. Projektanci zwracają uwagę na każdy detal, o czym świadczy chociażby niezwykle staranny sposób opakowania opisywanych tu "nauszników" BeoPlay H8. Same słuchawki zaś to małe dzieło sztuki, w które zawinięto niezły kawałek technologii.

Konstrukcja

"Stuknij, aby rozpocząć lub wstrzymać odtwarzanie. Wykonaj ruch koła zgodnie ze wskazówkami zegara lub przeciwnie do wskazówek zegara, aby wyregulować głośność. Przesuń naprzód lub wstecz, aby przełączyć na następny lub poprzedni utwór"... Już te kilka zdań z instrukcji obsługi zdradza, że BeoPlay H8 obsługuje się gestami. Panel dotykowy w kształcie koła umieszczono w prawej muszli. W jej rancie znalazł się suwak z trzema pozycjami (wyłączony, włączony i do parowania Bluetooth) oraz zintegrowana z nim niewielka dioda LED, a ponadto gniazda micro-USB i minijack. Baterię o pojemności 770mAh ukryto w lewej muszli. Niezwykłe jest to, że można ją wyjąć i zastąpić inną (sprzedawaną osobno). Jeden w pełni naładowany akumulator wystarcza na 14 godzin korzystania w trybie bezprzewodowym z włączoną funkcją ANC, 16 godzin w trybie BT bez funkcji ANC lub 35 godzin, jeśli skorzysta się z kabla i włączy ANC. Układ wyciszający szumy tła działa na tyle subtelnie, że nie ingeruje w muzykę, koncentrując się na wycinaniu części niskich częstotliwości. W słuchawki wbudowano też mikrofon, dzięki któremu działają de facto jako bezprzewodowy zestaw do rozmów telefonicznych.

Wygląd modelu H8 to kwestia zasługująca na osobny akapit i nie chodzi nawet o to, że za design odpowiada znany projektant Jakob Wagner. Słuchawki te wykonano z najlepszych materiałów (nie znajdziemy tu żadnych ekoskór, imitacji, atrap etc.), wszystko pasuje do siebie jak ulał i po prostu widać, za co się płaci. Na zewnętrzną stronę pałąka naklejono pasek garbowanej bydlęcej skóry, który przy krawędziach dla ozdoby przeszyto nicią. Dolna część pałąka jest tekstylna – materiał jest nieco szorstki, ale sprawia wrażenie odpornego na ścieranie, a poza tym ma zapewnić dobre "oddychanie" – i podzielona na kilka wyraźnych segmentów. Równie dobre wrażenie robią pady, rzecz jasna ze skóry, ale gładszej, delikatniejszej i przyjemniejszej w dotyku. Wysuwana część pałąka, pięknie obrobione półwidelce i muszle (ze stali i anodyzowanego aluminium) to klasa sama dla siebie – nawet znacznie droższe "nauszniki" nie robią tak korzystnego wrażenia. 225 gramów wagi to również bardzo dobry wynik, a do komfortu noszenia H8 na głowie nie można mieć większych zastrzeżeń.

Jakość brzmienia

Teoretycznie rzecz biorąc, kabel dołączany do słuchawek bezprzewodowych powinien być czymś w rodzaju szalupy ratunkowej, po którą sięga się tylko wtedy, gdy wymaga tego sytuacja. W przypadku BeoPlay H8 z wymienną baterią można by nawet zaopatrzyć się w dodatkowy akumulatorek i o kablu w zasadzie zapomnieć. Byłby to jednak błąd. Dlaczego? Otóż H8 "po kablu" grają – przynajmniej w mojej opinii – lepiej niż w trybie bezprzewodowym. Oczywiście znajdą się pewnie tacy, którzy to moje "lepiej" zakwestionują. Tego jednak, że grają inaczej, ukryć się nie da. Krótko mówiąc, H8 to bodaj pierwsze znane mi słuchawki bezprzewodowe, które prezentują tak wyraźne różnice w brzmieniu w zależności od wykorzystanego trybu pracy.

W trybie bezprzewodowym w przekazie dominują niskie składowe – wykorzystują do tego masę, objętość, ciężar... słowem wszystko to, co kojarzy się z dużą ilością. Są potężne i donośne. To typowa "poduszka basowa", stale obecna, choć niespecjalnie urozmaicona, bo np. separowanie pojedynczych dźwięków instrumentów operujących w najniższym paśmie częstotliwości, jak np. kontrabas, jest trochę trudniejsze niż w porównaniu z konkurencją. W nieco mniejszym stopniu podkręcono także wyższą średnicę i górę, wycofując przy tym główny zakres średnicy. I wszystko to pięknie, przynajmniej dopóty, dopóki nie zagramy czegoś bardziej "heavy". Bo wtedy gitary rytmiczne grają jak gdyby w... pomieszczeniu obok. Oczywiście po pewnym czasie można się do tego przyzwyczaić, a nawet zacząć odkrywać walory H8. Na przykład dużą ilość detali obecnych w górze pasma. Pogłosów czy akcentów związanych z przestrzenią nagrań nie trzeba tu jakoś specjalnie szukać – są obecne i wystarczająco czytelne. Na pewno warto też rozejrzeć się za jakimś programowym equalizerem, by w ten sposób wyrównać brzmienie pod względem tonalnym.

Sytuacja zmienia się, gdy H8 podłączymy do źródła dźwięku (w czasie testu był to iPad 2 oraz komputer PC z kartą Bluetooth 4.0) za pośrednictwem kabla. Z poduszki basowej schodzi wówczas nieco powietrza, niskie tony stają się trochę bardziej zwarte, energiczne i urozmaicone. Inaczej odczuwane są skoki dynamiki, mocniej zaznaczony jest też atak dźwięku. No i gitary nareszcie są obecne i przycinają aż miło – "Ride the Lightning" Metalliki w trybie bezprzewodowym i przewodowym to jakby dwie różne płyty. Z kablem nie trzeba też "filtrować" basu, żeby usłyszeć w przekazie rozmaite smaczki, akomodacja słuchu jest w takiej sytuacji znacznie szybsza i zdecydowanie bardziej naturalna.

Podsumowanie

H8 to słuchawki dla konkretnego odbiorcy – przede wszystkim takiego, który lubi otaczać się pięknymi, eleganckimi przedmiotami. Dwa tryby pracy oferują różne brzmienie, więc dostajemy jakby dwa modele słuchawek w jednym i tylko od nas zależy, który w danym momencie wybierzemy. Brzmienie w trybie bezprzewodowym, mimo przesunięcia równowagi tonalnej w kierunku niskich tonów, z pewnością znajdzie swoich zwolenników. Nie ulega też wątpliwości, że ze słuchawkami BeoPlay H8 na głowie można zaimponować innym.

Werdykt: B&O PLAY BeoPlay H8

★★★★½ W trybie bezprzewodowym nie olśniewają, ale przez kabel grają już zdecydowanie ciekawiej, głównie za sprawą lepszej równowagi tonalnej