Denon AH-D7200

Denon AH-D7200 Test

Nowe flagowe słuchawki Denona nawiązują do klasycznych modeli tej marki. A jak grają?

  • Data: 2017-07-13

Jak na firmę z ponad 100-letnią tradycją, Denon zajął się słuchawkami stosunkowo niedawno, mniej więcej dekadę temu. Aktualna oferta liczy 15 modeli i obejmuje kilka serii: Music Maniac, sportową, podróżną oraz audiofilską. Co ciekawe, do tej ostatniej należą wyłącznie modele douszne. W Denonowej hierarchii najważniejsza jest ta pierwsza, reprezentowana m.in. przez topowe AH-D7200. Nauszniki te to spadkobiercy takich klasycznych modeli tej japońskiej marki, jak AH-D2000, AH-D5000 i AH-D7000. Ich znakiem rozpoznawczym są drewniane muszle, w nowej odsłonie orzechowe, i konstrukcja zamknięta. Najważniejsze jak zawsze pozostaje pytanie, jak grają te nowe flagowce. Odpowiedź zamieszczamy poniżej.

Budowa

AH-D7200 to bez wątpienia produkt luksusowy. Do jego budowy użyto zarówno wysokiej jakości materiałów (naturalna i syntetyczna skóra, aluminium i drewno), jak i zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Te ostatnie dotyczą głównie przetworników, które umieszczono w przegrodach z żywicy redukującej wibracje. 50-milimetrowe jednostki mają membrany uformowane z gęsto sprasowanych nanowłókien w technologii FreeEdge, dzięki czemu są zarazem sztywne i lekkie, a ponadto zapewniają brak zniekształceń i niwelują niepożądane rezonanse. Skoro już o membranach mowa, to wykorzystują one C.C.A.W. (Copper-Clad Aluminium Wire), rodzaj przewodnika stosowany do budowy cewek akustycznych w przetwornikach, gdzie aluminiowy przewód powleka się miedzią. Dzięki temu, jak twierdzi producent, cała energia układu kierowana jest na dostarczenie muzyki wprost do uszu słuchacza.

To, co widać z zewnątrz, robi imponujące wrażenie. Elastyczny pałąk wyprofilowano zgodnie z zasadami ergonomii, odlew wykonano z aluminium. Z tego samego materiału wykonano także obejmy muszli, widelce i niewielkie elementy wykańczające. Połączenia wykonano niezwykle starannie, nie zapominając o drobiazgach – przeszyciu spodu pałąka wzorkiem w karo, starannym wkomponowaniu liter logo (każda osobno) w orzechowe muszle czy numerowanej skali na podwójnych szynach, na których opiera się system regulacji. Nauszniki zaprojektowano z miękkiej skóry i pianki z efektem pamięci, dzięki czemu dostosowują się do kształtu głowy. Odpowiedni dobór grubości poduszek (z przodu są cieńsze, a z tyłu grubsze) służy "odchyleniu" przetwornika, co zapewnia realistyczne oddanie sceny dźwiękowej.

Ważną częścią AH-D7200 jest odłączany kabel z miedzi beztlenowej o czystości 7N (99,99999%). Identycznego użyto do połączeń wewnętrznych. Z kolei połączenie między kablem i nausznikami, jak podaje producent, zapobiega przenoszeniu hałasu mechanicznego z kabla do uszu. Nie do końca jednak udało się ten hałas wyeliminować – odcinki od muszli do splittera czasami przenoszą szum. Szkoda też, że producent nie zdecydował się dorzucić kabla z minijackiem od strony odtwarzacza. Słuchawki mają tak przyjazne parametry, że spokojnie poradziłby sobie z nimi niejeden smartfon (wypróbowałem połączenie z Galaxy S7 Samsunga), o DAP-ie nie wspominając. Fakt, że AH-D7200 są przeznaczone do odsłuchu stacjonarnego, nie musi przecież oznaczać, że nie może się on odbywać z wysokiej jakości przenośnym odtwarzaczem plików. Podczas testu często korzystałem z Questyle'a QP1R, który ze słuchawkami Denona stworzył wyjątkowo zgrany duet. W takiej sytuacji musiałem jednak korzystać z przejściówki 6,3mm na 3,5mm, a i długi, 3-metrowy kabel nie ułatwiał zadania (pod ręką miałem co prawda krótki kabel z minijackiem, dedykowany do słuchawek Audeze SINE, ale podmiana przyniosła pogorszenie dźwięku, co oznacza, że trzeba by skorzystać z oferty którejś ze specjalistycznych firm zajmujących się produkcją kabli dedykowanych do konkretnych modeli słuchawek).

Warto także podkreślić, że AH-D7200 są bardzo wygodne. Nie dość, że lekkie (co również przemawia za tym, by stosować je poza systemami stacjonarnymi), to jeszcze doskonale wyważone – ucisk na uszy i czubek głowy jest optymalny. Nie zapominajmy również o tym, że jest to konstrukcja zamknięta. Teoretycznie obszar wokół uszu i same małżowiny powinny się grzać, ale w tym wypadku niczego takiego nie stwierdziłem nawet po kilku godzinach odsłuchów. Równie korzystnie należy ocenić tłumienie hałasów z zewnątrz.

Jakość brzmienia

Jest taka scena w "Avatarze", w której Jake Sully "musi wytrzymać do rana" sam w dżungli – zapada zmrok, a główny bohater jako "chodzący we śnie" jest narażony na wiele niebezpieczeństw. Tłem dla kolejnych wydarzeń, m.in. walki z wężowilkami, jest nadzwyczajna, pełna niepokojących odgłosów przyroda... Spokojnie, wiem, że ta część recenzji dotyczy brzmienia. Zacząłem od tego opisu, bo czasami, w sprzyjających warunkach, muzyka potrafi ewokować tak sugestywne obrazy, że kiedy jej słuchamy, to niemal widzimy. U mnie podobna do Pandory planeta, z zadziwiającymi okazami flory i fauny, "zmaterializowała się" podczas odsłuchu utworu "Mysterious Twilight On A Twin Earth" z płyty "Music For Stargazing" Przemysława Rudzia (WAV, 16/44,1), artysty o niezwykłej muzycznej wyobraźni. A te sprzyjające warunki, o których wspomniałem, jak łatwo się domyślić, w dużym stopniu stworzyły opisywane tu słuchawki. Sugestywność i namacalność przekazu łączą one ze świetnym jego uprzestrzennianiem, z oddechem, swobodą i precyzją ogniskowania, a także z przekonującym "układaniem" dźwięku w płaszczyźnie poziomej, w głąb sceny – to właśnie połączenie tych cech sprawia, że odsłuch za ich pośrednictwem jest tak wciągający. Ale nie tylko – właściwie każdy aspekt ich brzmienia jest nieprzeciętny, dając dobre pojęcie na temat tego, czym różnią się "zwykłe" słuchawki od tych, które można w zasadzie zaliczyć do hi-endu.

Przy okazji recenzowania innego modelu tego samego producenta, AH-GC20 (zob. nr 1/2017), które są dobrym przykładem takich właśnie "zwykłych" nauszników (acz przeznaczonych przede wszystkim dla osób podróżujących), pisałem o firmowym sznycie produktów Denona (nie tylko słuchawek), przejawiającym się w silnym nasyceniu barw, dobrym połączeniu analityczności z muzykalnością i swego rodzaju miękkości brzmienia – nie wycofuję się z tego, jednak z modelem AH-D7200 osiągamy zdecydowanie wyższy poziom "wtajemniczenia". Myślę, że różnica w cenie między tymi słuchawkami w pełni odzwierciedla różnice brzmieniowe, bo z droższymi dostajemy dźwięk lepszy przynajmniej o dwie klasy. Mimo to flagowe Denony nie są idealnie neutralne – decyduje o tym przede wszystkim zaokrąglona, wyraźnie ciepła barwa i stosunkowo umiarkowana dynamika (przykładowo recenzowane na sąsiednich stronach Audeze SINE są pod tym względem bardziej neutralne). Paradoksalnie jednak właśnie te cechy sprawiają, że AH-D7200 są tak fantastycznie muzykalne. Ich odsłuch potrafi być równie fascynujący co odprężający; z Denonami na uszach nie siedzi się jak na szpilkach w oczekiwaniu na kolejne atomowe uderzenie basu, tylko chłonie się muzykę, zupełnie nie myśląc o analizowaniu jej składu.

Przejdźmy do opisu poszczególnych zakresów pasma AH-D7200. Nie jest to wcale łatwe, bo słuchawki te mogą służyć za wzorzec liniowego, szerokopasmowego przekaźnika dźwięku, w którym "zszycie" poszczególnych podzakresów jest niemal modelowe. Z pewnością można jednak wskazać pewne aspekty wiodące tego brzmienia. I tak, basowe impulsy mają w sobie sporo "mięcha", zawiesistości i gorącego pulsu – uderzenia bębna w "Identikid" Radiohead ("A Moon Shaped Pool", FLAC 24/48) zostały pokazane jako solidne, głębokie tąpnięcia o odpowiedniej sile i energii, dobrym skupieniu i kontroli. Skomplikowane podziały rytmiczne też nie stanowią dla słuchawek Denona większego problemu – szybkość niskich tonów w "First Regret/3 Years Old" Stevena Wilsona ("Hand. Cannot. Erase.", FLAC 24/96) nie pozostawiała wiele do życzenia, a gitara basowa była całkiem zwinna, choć zabrakło jej odrobinę sprężystości i siły przebicia.

Średnica jest soczysta, ale zachowuje bardzo dobrą przejrzystość. Z przyjemnością wysłuchałem nowej płyty "nowojorskiego" kwartetu Tomasza Stańko "December Avenue" (FLAC 24/88,2), zwracając uwagę nie tyle nawet na trąbkę, ile na fortepian – jego brzmienie było czyste, klarowne, czasem szkliste, niekiedy mało "emocjonalne" i chłodne ("Cloud", "The Street of Crocodiles"), a innym razem ("Bright Moon") przenikliwe, jedwabiste i śpiewne. David Vireless to bez wątpienia znakomity pianista potrafiący wydobyć z instrumentu głębię i dużą rozpiętość dynamiczną, co słuchawki Denona pokazały właściwie bezbłędnie.

A co z górą? Naturalna i precyzyjna, niesie mnóstwo szczegółów, ale nie kłuje w uszy. Talerze perkusji są dźwięczne i ekspresyjne, ale też łagodne i gładkie. Wybrzmiewają długo i naturalnie, co najlepiej słychać w nagraniach live, tych prawdziwych, a nie podrasowanych w studiu, z autentycznym "ambientem", czego doskonałym przykładem jest "Monday Night Live At The Green Mill Volume 3" (FLAC 24/96) Patricii Barber, gdzie aż roi się od dodatkowych odgłosów, stukania filiżanek, skrzypnięć drzwi wejściowych, tłumionych rozmów siedzącej przy stolikach publiczności, przejeżdżającego na sygnale samochodu itp. AH-D7200 potrafią z jednej strony pięknie naświetlić takie drobiazgi, jak np. praca mechanizmu dźwigni i klapek saksofonu Jima Gailloreto (np. w utworze "Romanesque") – a z drugiej wszystkie te drobiazgi są częścią większej, organicznej, fenomenalnie spójnej całości.

Podsumowanie

Fenomen tych słuchawek polega na umiejętnym połączeniu ilości i jakości każdego z zakresów pasma. Jak już wspomniałem, AH-D7200 nie są wzorcem neutralności, ale, szczerze mówiąc, mam to gdzieś. Rzadko używam określenia "smakowite brzmienie", ale tym razem trudno się oprzeć. W tym dźwięku można się niemal zanurzyć i smakować je godzinami, dowolnie głośno i bez sąsiada walącego chochlą w kaloryfer. Krótko mówiąc, bajka.

Werdykt: Denon AH-D7200

★★★★★ Nie do zdarcia i nie do znudzenia – po prostu świetne słuchawki