Denon D-M41

Denon D-M41 Test

Sprawdzamy nowy mikroset od Denona, na który składa się amplituner CD z wbudowanym modułem Bluetooth RCD-M41 oraz kolumny podstawkowe SC-M41

  • Data: 2017-06-20

Nową mikrowieżę Denona D-M41 zbudowano na bazie wcześniejszego modelu D-M40. Gołym okiem widać, że producent idzie z duchem czasu – gniazdo USB na panelu przednim, charakterystyczne dla poprzednika, ustąpiło teraz miejsca przyciskowi Bluetooth. Jak widać, bez możliwości bezprzewodowego przesłania muzyki ze smartfonu albo tabletu nie może się dzisiaj obejść żadne nowoczesne urządzenie. Zmieniło się też położenie napędu optycznego względem wyświetlacza, co jest związane z nową architekturą wnętrza i udoskonaleniami w zakresie brzmienia, m.in. z nowym wzmacniaczem sygnałów analogowych skracającym ścieżkę sygnału. Sprawdzamy, jak to wszystko działa w praktyce.

Budowa i funkcjonalność

RCD-M41 to, podobnie jak jego poprzednik, niewielka metalowa skrzyneczka (dostępne są dwie wersje kolorystyczne tej jednostki: srebrna i czarna), niemal tak głęboka, jak większość komponentów hi-fi, ale zdecydowanie węższa. Aluminiowa czołówka, jak zwykle u Denona, jest wykonana perfekcyjnie. Nieco z lewej umieszczono szufladę napędu i matrycowy wyświetlacz, a gałkę wzmocnienia i większość przycisków funkcyjnych (eject, start/pauza, stop, wybór źródła, wybór poprzedniej/następnej ścieżki; wszystkie powtórzono na pilocie zdalnego sterowania) na prawo. Pod wyświetlaczem umieszczono główny włącznik, przycisk parowania Bluetooth oraz gniazdo słuchakowe (3,5mm minijack).

Z tyłu znalazło się typowe dla tej klasy urządzeń gniazdo zasilające (popularna "ósemka"), pojedyncze gniazda głośnikowe, jedno analogowe wejście RCA, dwa wejścia cyfrowe optyczne, wyjście dla subwoofera i gniazdo anteny FM.

Wnętrze zagospodarowano w sposób optymalny, stosując architekturę piętrową. Większą jego część zajmuje napęd optyczny dostarczony przez azjatyckiego Asatecha. Za nim umieszczono sporych rozmiarów trafo sieciowe na kształtkach EI (nad nim jest jeszcze jeden transformator, znacznie mniejszy, obsługujący tryb standby) i duże kondensatory filtrujące. Z prawej strony napędu umieszczono radiator (urządzenie nagrzewa się podczas pracy) oraz płytkę z końcówką mocy – tranzystory i stabilizatory przykręcono do metalowej sztabki od spodu. Wśród elementów biernych uwagę zwracają m.in. wysokiej jakości elektrolity Elny. Oznaczeń DAC-a, podobnie jak wykorzystanego modułu Bluetooth nie udało się odczytać (bez poważniejszego demontażu jest to niemożliwe, gdyż główny laminat w nowej wersji amplitunera umieszczono pod napędem).

Dedykowane do RCD-M41 zestawy głośnikowe SC-M41 to minimonitory, które wyposażono w 12cm przetwornik średnio-niskotonowy i tekstylną kopułkę o średnicy 2,5cm (ta ostatnia ma porządny, podwójny magnes ferrytowy). Skrzyneczki wykonano z MDF-u, bardzo starannie oklejono folią drewnopodobną (do wyboru wersja czarna lub wiśniowa) i wyposażono w ładne, montowane na kołkach maskownice. Na tylnej ściance, powyżej pojedynczych terminali głośnikowych, akceptujących zarówno "gołe" kable (takie znajdziemy w zestawie, z zalutowanymi końcówkami), jak i widełki oraz banany, umieszczono niewielki otwór bas-refleksu. Na wypadek, gdyby zestaw Denona miał grać w pomieszczeniu silnie akcentującym dolne oktawy, albo gdyby kolumny wylądowały w regale, producent dołączył do kolumienek zatyczki do BR wykonane z gąbki. Najlepiej jednak ustawić SC-M41 na podstawkach o wysokości ok. 70cm.

Magnesem przyciągającym do nowej mikrowieży Denona ma być Bluetooth. Trzeba przyznać, że producent poważnie podszedł do tematu, bo po pierwsze zastosowany w D-M41 moduł posiada automatyczny wyłącznik, który uaktywnia się, kiedy urządzenie korzysta z innych źródeł dźwięku (eliminuje to zakłócenia), a po drugie parowanie przebiega błyskawicznie. Ze smartfonem Galaxy S7 Samsunga trwało to dosłownie kilka sekund. Na pochwałę zasługuje również to, że można w ten sposób ze smartfona przesłać do mikrosystemu Denona pliki hi-res (nawet 24/192), choć z pewnością są one "przycinane" do wartości akceptowalnych przez Bluetooth.

Jakość brzmienia

Wyraźnie słychać, że systemik Denona zaprojektowano jako całość, bo charakteryzuje go fantastyczna spójność brzmienia. Amplituner z innymi kolumnami (ATC SCM7) potrafi pokazać więcej szczegółów i lepszą dynamikę, a nawet bardziej precyzyjną lokalizację źródeł, ale z przekazu wyparowuje wówczas jednoznacznie ciepła barwa firmowego zestawienia, która sprzyja długim, odprężającym sesjom odsłuchowym. RCD-M41 w połączeniu z kolumnami SC-M41 nie jest ani neutralny tonalnie, ani specjalnie rozdzielczy, ale ma to coś, co zwykło się nazywać muzykalnością. Ciężko to zdefiniować – cecha ta powoduje, że muzyki słucha się z prawdziwą przyjemnością, czasem nawet (dotyczy to zwłaszcza tzw. urządzeń budżetowych) pomimo pewnych ewidentnych niedostatków, odstępstwa od równowagi tonalnej itp.

Punkt ciężkości brzmienia D-M41 bez wątpienia przeniesiono ku dolnym rejestrom, w których przypadku zastosowano sprytny trick polegający na podkreśleniu harmonicznych niższego basu. Sprawia to, że choć kolumienki nie są w stanie zagrać tak niskich dźwięków, to nie czuje się specjalnie ich niedosytu; mało tego, czasami wydaje się nawet, że bas ma niezłe "zejście". I choć bas Denona nie ma ani wykopu, ani wyraźnych konturów, subiektywnie jest łagodny, zaokrąglony i należy to tych raczej "misiowatych", to jednak potrafi przykuć uwagę. Podobną konstatację można poczynić względem dynamiki. Jej ograniczenie jest wpisane już choćby w wielkość przetworników, ale całościowo ten aspekt brzmienia mikrosystemu Denona także nie wzbudza większego niedosytu – pulsujący elektroniczny beat z początku utworu "Are You Going With Me" Pata Metneny'ego i Anny Marii Jopek nie był rzecz jasna tak mocny i bezwzględny, jak na "dużym" systemie, ale jego intensywność była bardzo przyzwoita.

Bardzo spodobała mi się też góra pasma. Spodziewałem się raczej usłyszeć przesadny, podkreślony detal próbujący oszukać ucho z uwagi na słabe nasycenie najwyższej części pasma, a tymczasem soprany Denona okazały się, że tak to ujmę, dojrzale stonowane. Wprawdzie najważniejsze szczegóły nie umykają, ale nie można powiedzieć, by jakoś szczególnie przykuwały uwagę, zupełnie jakby chciały przede wszystkim... nie przeszkadzać w odbiorze muzyki.

Na koniec celowo zostawiłem to, co robi największe wrażenie. Głębia przekazu, jego namacalność, gęstość, nasycenie barwy jest – jak na tak przystępne cenowo urządzenie – pierwszorzędna. Jest to zapewne związane z delikatnym odfiltrowaniem najwyższego pasma, które pozwoliło "odsunąć" scenę. Ładnie pokazane są zwłaszcza naturalne pogłosy, jak choćby ten z koncertu Patricii Barber "Monday Night Live At The Green Mill Volume 3" (FLAC 24/96 przez Bluetooth) z przekonującym autentycznym "ambientem", w tym z całym mnóstwem dźwięków pozamuzycznych – wszystko to jest oparte na właściwych proporcjach, zharmonizowane, a przez to wciąga jak diabli.

Podsumowanie

To może być świetny system do sypialni, biura czy pracowni. Z takim przeznaczeniem nie rezygnowałbym z dedykowanych zestawów głośnikowych. W firmowej konfiguracji D-M41 pozwoli się zrelaksować, uprzyjemni pracę, czasami mocniej zaangażuje w odsłuch, ale nigdy nie zmęczy. I o to chodzi.

Werdykt: Denon D-M41

★★★★½ Świetny drugi system audio albo całkiem sensowne uzupełnienie dla TV i odtwarzacza płyt wizyjnych