Heed Elixir

Heed Elixir Test

Model Elixir nawiązuje bezpośrednio do kultowej konstrukcji Obelisk, jednak został przeprojektowany i wyposażony w kilka udogodnień

  • Data: 2017-06-20

Wytwarzane przez węgierskiego Heeda urządzenia są na tyle oryginalne, że od zawsze wzbudzały spore zainteresowanie, nie tylko wśród początkujących adeptów dobrego brzmienia, ale również audiofilów siedzących znacznie dłużej w tematyce audio. Wszystkie urządzenia z katalogu tej firmy charakteryzują się wąskimi frontami – jednak Heed to nie tylko obudowy o ciekawych dla oka proporcjach, ale również nietuzinkowa konstrukcja, oferująca spore możliwości. O ile kultowy już Obelisk (jego najnowsza odsłona to model Si III) od wielu lat zajmuje stałą pozycję w katalogu marki Heed, o tyle model Elixir jest najnowszym dziełem węgierskich konstruktorów. Owszem, Elixir nawiązuje do wzmacniacza Obelisk, ale został on "ucywilizowany" względem protoplasty, co w znacznym stopniu ma przyczynić się do zwiększenia popularności kolejnego zintegrowanego wzmacniacza marki Heed.

Elixir ma wszystko, co wzmacniacz średniej klasy mieć powinien, więc na jego pokładzie oprócz wzmacniacza słuchawkowego znalazł się przedwzmacniacz phono obsługujący gramofony wyposażone we wkładki magnetyczne typu MM. Nie zabrakło również wyjść z przedwzmacniacza audio, co pozwoli w przyszłości stosować monobloki lub po prostu dwukanałową końcówkę mocy w bardziej wymagających instalacjach stereo. A dla miłośników słuchawek przewidziano nawet wzmacniacz słuchawkowy pracujący w klasie A.

Różnice na plus

Elixir został wyposażony w zupełnie nowy front, przy czym jego wymiary praktycznie się nie zmieniły – jest to nadal wąski panel, ale tym razem wyposażony w bardziej czytelny wskaźnik aktualnie obsługiwanych wejść. Z przodu znalazło się jedno pokrętło, ponieważ rolę drugiego, tego od selektora źródeł, przejął praktyczny przycisk na mikrostyku. Tak czy inaczej, przedni panel Elixira prezentuje się zdecydowanie atrakcyjniej niż u jego protoplasty, a więc wzmacniacza Obelisk.

Elixir dysponuje rozbudowanym, wysokiej klasy wzmacniaczem słuchawkowym pracującym w klasie A, więc miłośnicy słuchania muzyki za pośrednictwem słuchawek z pewnością będą z tego faktu zadowoleni. Również przedwzmacniacz gramofonowy prezentuje się nadzwyczaj dobrze – podczas gdy we wzmacniaczach w tej cenie w obwodzie przedwzmacniacza phono najczęściej ląduje jakiś układ scalony, tutaj zastosowano rozbudowany układ oparty na elementach dyskretnych, co zasługuje na pochwałę, ponieważ widać, że producent postarał się o to, by Elixir prezentował się ponadprzeciętnie nawet w najdrobniejszych detalach, wydawałoby się, że na pierwszy rzut oka mało znaczących. Układ zasilający bazuje na wydajnym transformatorze toroidalnym o mocy wystarczającej do napędzania tranzystorów zarówno lewego, jak i prawego kanału. Istotną zmianą w stosunku do modelu Obelisk jest fakt, że w Elixirze zastosowano dodatkowy bufor prądowy, który w przypadku wcześniej produkowanego wzmacniacza występował w postaci dodatkowej skrzynki, zwiększającej pojemność magazynu prądowego. Jest to na tyle wygodne rozwiązanie, że klient nie musi dokupować dodatkowego modułu, jak miało to miejsce w przypadku wzmacniacza Obelisk, żeby zwiększyć jego wydajność, więc tym bardziej można uznać, że cenę wzmacniacza Elixir skalkulowano na niezwykle atrakcyjnym poziomie. Wspomniany bufor prądowy bazuje po prostu na dodatkowym pojedynczym kondensatorze o pojemności 10.000µF, wpiętym w tor zasilający między prostownikiem a kolejnymi kondensatorami, osobnymi już dla lewego i prawego kanału (każdy z nich charakteryzuje się pojemnością 4.700µF). Jest to więc taki dwustopniowy układ gwarantujący dodatkowe ampery w momentach zwiększonego zapotrzebowania stopni końcowych na prąd – wtedy też transformator nie jest obciążany ponad siły, podczas gdy wzmacniacz otrzymuje zmagazynowany prąd z dodatkowego kondensatora.

Stopnie końcowe oparto oczywiście na elementach dyskretnych, a w ich obrębie można znaleźć między innymi tranzystory końcowe Darlingtona BDV64BG oraz BDV65B. Tranzystory współpracują z dwuczęściowym radiatorem składającym się z masywniej aluminiowej sztaby połączonej z właściwym użebrowanym już radiatorem. W okolicy transformatora toroidalnego widać stalowe ekrany, a wszystkie pełnowymiarowe elementy elektroniczne zainstalowano na płytce drukowanej w postaci typowej dla klasycznego montażu przewlekanego. Selektor źródeł bazuje na aktywnym układzie sterującym pracą hermetycznych przekaźników.

Dynamika i naturalność

Elixir zaskakuje i to już od pierwszych muzycznych taktów. To, co uderza od samego początku, to wrażenie, że ten niewielki przecież wzmacniacz dysponuje olbrzymią mocą. Mimo że stopnie końcowe do cherlawych nie należą, to producent spotęgował przyrost mocy poprzez zastosowanie potencjometru ślizgowego o oporności niższej niż standardowa, a dodatkowo stopnie końcowe pracują przy nieco wyższym napięciu niż zazwyczaj. Nie zmienia to jednak faktu, że Heed Elixir o wymiarach niewielkiego pudełka na buty już na samym wstępie potrafi oszołomić ilością amperów, jakie jest w stanie z siebie wydobyć, co oczywiście znalazło bezpośrednie przełożenie na efektowne i energiczne brzmienie. Dźwięk jest wielki, z niemal pełnowymiarowymi źródłami pozornymi na scenie budowanej między kolumnami. Heed dorzuca jeszcze do tego sporo oddechu i swobody, co kojarzy mi się trochę ze stylem prezentacji znacznie droższych konstrukcji, jak Accuphase czy Octave. Oczywiście Heed dysponuje od nich znacznie niższą mocą, ale można odnieść wrażenie, że Elixir wyciska energię niemal z każdego wata dostarczanego z układu zasilającego do stopni końcowych. Model Elixir śmiało można porównać z H80 norweskiej marki Hegel, który jest dla mnie punktem odniesienia wśród amplifikacji w podobnej cenie. Dużym zaskoczeniem jest więc dla mnie, że nie aż tak bardzo popularna węgierska firma wypuszcza na rynek wzmacniacz niemal o połowę tańszy, a dorównujący dźwiękiem norweskiemu mistrzowi neutralności. Heed ma wiele podobieństw z tą świetnie brzmiącą skandynawską integrą, ponieważ tak jak H80, potrafi wydobyć z muzyki jej naturalny koloryt i plastykę, a co najważniejsze, skupia się na charakterze barwy, typowej dla konkretnych instrumentów czy też właściwie oddanym kontraście dynamicznym.

Podczas sesji odsłuchowej ze znakomicie brzmiącym albumem "Merry Go Round" z wokalem Freddy'ego Cole'a moją uwagę zwrócił nie tylko pełny, namacalny i wyraźnie kreślony wokal, ale przede wszystkim naturalnie brzmiący jazzowy band towarzyszący artyście podczas nagrań w studiu dźwiękowym. Szczególnie do gustu przypadło mi brzmienie instrumentów dętych – trąbka zagrała z blaskiem, cechując się przy tym niezwykłą naturalnością. Heed w połączeniu z moimi referencyjnymi dwudrożnymi podłogowymi kolumnami własnej konstrukcji stworzył show, którego długo nie zapomnę! Barwa mieniła się wieloma odcieniami i prawdę mówiąc, nie byłem w stanie wyjść z zachwytu, zwłaszcza kiedy porównania dokonywałem bezpośrednio ze znacznie droższym wzmacniaczem H80. Heed Elixir dysponuje równie imponującą dynamiką, o czym przekonałem się, łącząc go z niemieckimi kolumnami Phonar Veritas p3 Style – symetryczna sekcja głośnikowa oparta na dwóch solidnych głośnikach stożkowych pracujących w obudowie o sporych gabarytach osiągała pełny zasięg w basie, co jest typowe dla tych niemieckich kolumn tylko wtedy, kiedy przyjdzie im współpracować z wydajnym prądowo wzmacniaczem, a do takich z pewnością należy model Elixir, mimo że mocą na papierze nie szokuje.

Klasę wzmacniacza można poznać po tym, jak zachowuje się w basie – dla mnie niekwestionowanym liderem pod tym względem wśród wzmacniaczy klasy średniej jest Hegel H80, ale to, co pokazał Elixir, również nie przejdzie bez echa w mojej prywatnej klasyfikacji. Zakres niskich tonów w wydaniu tego filigranowego wzmacniacza tryskał energią przy jednocześnie niskim zasięgu. Było to szczególnie słychać, kiedy sięgnąłem po świetny muzyczny miks łączący w sobie brzmienie dużego składu symfonicznego z majestatycznie brzmiącą elektroniką w wykonaniu zespołu Schiller (pamiętny, świetnie zrealizowany dźwiękowo koncert z Berlina). Bas pulsował z należytą siłą, a gdy do głosu dochodziły bębny czy partie smyczkowe, Heed był w stanie reprodukować potężną ścianę dźwięku, co jest typowe raczej dla wzmacniaczy o znacznie wyższej mocy i co się z tym wiąże – cenie.

Pod względem barwy Heed kojarzy mi się z Heglem, ale mojej uwadze nie umknęło również porównanie z inną znakomitością wśród średniej klasy amplifikacji, a mianowicie z modelem Alabaster wysoko cenionej przeze mnie marki Sonneteer. Heed dysponuje raczej barwą o neutralnej temperaturze, tak jak Hegel H80, co jest niemal ideałem dla osób ceniących sobie naturalny przekaz, ale do jego brzmieniowej faktury wkrada się ta subtelna miękkość i intensywne nasycenie, jak w przypadku brytyjskiej amplifikacji Alabaster. Z kolei góra pasma jest detaliczna, ale nie zachwyca już tak wysoką rozdzielczością brzmienia, jak w przypadku H80. Porównania dokonałem jednak ze znacznie droższym wzmacniaczem, zaś w klasie cenowej, do której należy Elixir, jakość wysokich tonów trzyma wystarczająco dobry poziom – górne rejestry przeszły przez test związany z odtwarzaniem klawesynu, prawidłowo odtwarzając jego dynamikę w skali mikro oraz wybrzmienia poszczególnych strun. Na wyższą rozdzielczość dźwięku tego instrumentu możemy liczyć w przypadku znacznie droższych, wyższej klasy wzmacniaczy.

Warto wiedzieć

W modelu Elixir pokrętło regulacji głośności współpracuje z klasycznym potencjometrem ślizgowym marki Alps (wysokiej jakości bezawaryjny model "niebieski"), ale, co trzeba podkreślić, jest to model o znacznie niższej rezystancji tłumienia niż te stosowane standardowo w większości wzmacniaczy, co przekłada się na spory przyrost mocy już w początkowej fazie regulacji. Ma to zarówno wady, jak i zalety, bo przyrost głośności następuje szybko, wzbudzając tym samym u użytkownika poczucie obcowania z bardziej mocarnym wzmacniaczem niż wskazywałaby na to specyfikacja urządzenia. Jednak z drugiej strony w sytuacji kiedy Elixir zostanie połączony z kolumnami o znacznie wyższej skuteczności niż przeciętna, przy niskich poziomach głośności może wystąpić efekt zaburzenia balansu między mocą kierowaną na obydwa kanały (po prostu jeden z kanałów będzie głośniejszy).

Podsumowanie

Heed Elixir jest niewielkim wzmacniaczem oferującym wielki dźwięk! Niech Was nie zmyli ilość watów w tabelce z danymi technicznymi, bo ten wzmacniacz bez problemu poradzi sobie z napędzeniem nawet bardziej wymagających kolumn.

Werdykt: Heed Elixir

★★★★★ Elixir okazuje się jedną z najlepiej wyposażonych konstrukcji, jakie Węgrzy wyprodukowali w ostatnich latach. Ze względu na dodatkowy bufor prądowy jest – mimo średniej mocy – bardzo wydajną jednostką