Klipsch RW-1

Klipsch RW-1 Test

W ofercie Klipscha pojawiały się już kolumny bezprzewodowe, ale model RW-1 jest najbardziej kompaktowy

  • Data: 2017-02-15

Klipsch może pochwalić się już kilkoma bezprzewodowymi konstrukcjami głośnikowymi, jednak w ostatnim czasie amerykański producent postanowił doinwestować ten segment produktów i w ofercie pojawiać się będą nowe urządzenia tego typu. Już wkrótce oprócz takich modeli, jak testowany RW-1 do sprzedaży trafić mają również The Sixes, The Three oraz The One. Amerykanie chyba wyczuli, że mogą na tym polu sporo ugrać i postanowili wykorzystać moment większego zainteresowania bezprzewodowymi zestawami głośnikowymi. Klipsch stworzył nawet własną aplikację służącą do sterowania wszystkimi bezprzewodowymi urządzeniami z oferty, nazywa się ona Klipsch Stream i jest ściśle powiązana z DTS Play-Fi.

Testowane bezprzewodowe kolumny RW-1 są niewielkie i w zasadzie można je ustawić w dowolnym miejscu. Na uwagę zasługuje również fakt, że można je zainstalować na ścianie. Mogą też pracować pojedynczo lub jako para w typowej konfiguracji stereo, ale także stworzyć system multi-room. Naturalnie dzięki Play-Fi współpracują z dowolnymi urządzeniami wyposażonymi w tę technologię.

Minimalizm i wydajność

Klipsch Loudspeakers jest znany jako producent specjalizujący się w projektowaniu i wytwarzaniu wysokoefektywnych zespołów głośnikowych, będących w stanie osiągać spore poziomy głośności nawet z kilkuwatowymi amplifikacjami lampowymi. Oczywiście RW-1 są z zupełnie innej bajki, ale łączy je jednak z innymi produktami tego producenta kilka rozwiązań konstrukcyjnych. Przykładowo zastosowano w nich wysokoefektywny duet głośnikowy, znany z innych kolumn Klipscha. Górę pasma powierzono aluminiowej kopułce wysokotonowej współpracującej z niewielką tubką Tractrix – różni się ona jednak od klasycznej prostokątnej tuby Tractrix Horn, ponieważ ma znacznie mniejszą powierzchnię i z wyglądu bardziej przypomina falowód. Mimo to jej zadanie jest dokładnie takie samo, a mianowicie ma nieco zwiększyć efektywność kopułki wysokotonowej, a także prawidłowo ukierunkować promieniowane fale. Producent deklaruje, że dźwięk wypromieniowanych wysokotonowych fal akustycznych rozchodzi się równomiernie w zakresie 90 stopni w poziomie i 60 stopni w pionie. Zaraz pod wspomnianym głośnikiem wysokotonowym współpracującym z tubką Tractrix znalazł się głośnik nisko-średniotonowy wyposażony w lekką i sztywną membranę Cerametallic, co jest oczywiście miłą niespodzianką, ponieważ Amerykanie mieli skłonność do stosowania w tańszych kolumnach materiał IMG (formowany wtryskowo grafit) charakterem brzmienia przypominający nieco ciepło i gładko brzmiące odpowiedniki z polipropylenu. Nie zmienia to faktu, że najbardziej zaawansowanym materiałem i jednocześnie chlubą Klipscha jest Cerametallic, więc użycie go w stosunkowo tanich zespołach głośnikowych na pewno zasługuje na uwagę. Mały przetwornik nisko-średniotonowy oferuje mimo wszystko szerokie pasmo przenoszenia, bo deklarowany przez producenta zasięg 28Hz w zakresie niskich tonów jest rewelacyjnym wynikiem, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę rozmiary samej kolumny oraz brak układu rezonansowego, chociażby w postaci tunelu bas-refleks. Cała tajemnica tkwi w głośniku zaprojektowanym specjalnie z myślą o modelu RW-1. Pracuje on ze znacznie większym skokiem niż zwykle, a jak wiadomo większy skok membrany rekompensuje straty w ciśnieniu akustycznym związanym z jej mniejszą powierzchnią. Poza tym RW-1 dysponuje wydajnym wzmacniaczem klasy D, niemal idealnie zgranym pod kątem dystrybucji mocy z wyżej wymienionym głośnikiem. Przekłada się to nie tylko na lepszą korelację między amplifikacją a głośnikiem, ale przede wszystkim daje możliwość idealnego dopasowania współpracujących ze sobą elementów pod kątem poboru mocy. Poza tym aktywne kolumny często pozbawione są elementów biernych w filtrach zwrotnicy, ponieważ już na wyjściach ze wzmacniacza dostępny jest sygnał o ściśle dopasowanej charakterystyce przenoszenia – pozwala to zminimalizować straty efektywności, jakie niesie ze sobą stosowanie klasycznych filtrów na elementach biernych. Obudowy RW-1 wykonano ze specjalnie przygotowanych tworzyw sztucznych o wysokiej gęstości. Dzięki temu w procesie produkcji można im nadawać dowolny kształt – znacznie trudniej byłoby wykonać takie same obudowy z drewna, a w każdym razie drożej. Osobiście wolę jednak drewno, chociażby ze względów akustycznych i barwy brzmienia, jaką oferuje. Skrzypce wykonane z plastiku też zapewne nie zabrzmiałyby tak pięknie. Jednak kolumny to nie skrzypce i w obecnych czasach producenci mają swoje sposoby na dobór różnych syntetycznych materiałów. Nie zmienia to faktu, że najszlachetniejsze są skrzynie wykonane z drewna czy też płyt MDF oklejanych prawdziwym fornirem. Z drugiej jednak strony RW-1 ma stanowić przede wszystkim wydajny i kompaktowy zespół głośnikowy codziennego użytku, a nie przedmiot westchnień. W tej roli kompaktowe skrzynki sprawdzą się znakomicie, bo można je ustawić gdziekolwiek, a nawet powiesić na ścianie. Ich bezprzewodowość, tak jak w przypadku innych podobnych konstrukcji, nie jest jednak 100-procentowa, ponieważ trzeba do nich mimo wszystko doprowadzić prąd, więc umiejscowienie będzie miało ścisły związek z bliskością kontaktów 230V. Zapewne w przyszłości tego typu urządzenia będą wyposażone w wydajne akumulatory, całkowicie uniezależniające je od zewnętrznych źródeł prądu, przynajmniej na jakiś czas. Mimo wszystko owa bezprzewodowość związana z dystrybucją sygnału między przykładowo smartfonem a kolumnami jest bardzo wygodna, a dzięki technologii Play-Fi i sterowaniu za pośrednictwem aplikacji Klipsch Stream daje sporo możliwości, zwłaszcza w zakresie konfiguracji. Naturalnie tymi niewielkimi kompaktowymi kolumnami można również sterować ręcznie (przyciski znalazły się w ich górnej części). Obudowy obciągnięto akustycznym materiałem, a od spodu znalazły się gumowe maty skutecznie likwidujące poślizg między kolumnami a większością powierzchni, na których je ustawimy.

W bliskim i dalekim polu

Klipsch RW-1 zaskakują przede wszystkim sporą elastycznością odnośnie do warunków, w jakich przyjdzie im pracować. O ile większość małych kolumn bardzo dobrze radzi sobie w bliskim polu, o tyle w klasycznej konfiguracji stereo nie oferują już tak obszernego brzmienia. Klipsch wydaje się zaprzeczeniem tego zjawiska. Obojętnie czy RW-1 zostaną ustawione na komodzie, półce, biurku, czy też na standach w klasycznej konfiguracji stereofonicznej, zawsze będą reprodukować brzmienie o zadowalającej dynamicznej skali, z dosyć nisko schodzącym basem i przede wszystkim obszerną przestrzenią. To właśnie ten ostatni element zwykle decyduje o tym, czy mamy do czynienia z zespołami głośnikowymi nadającymi się do odsłuchu w bliskim lub dalekim polu. RW-1 przy szerokim rozstawie i przy standardowej odległości od miejsca odsłuchowego oferują panoramę stereofoniczną niczym nieodbiegającą od tego, z czym możemy mieć do czynienia w przypadku klasycznych monitorów. Porównania dokonałem z dwudrożnymi włoskimi monitorami Chario Premium 1000. Klipsch RW-1 wcale nie odstawały od tych solidnych podstawkowych kolumn, a wręcz wydawały się mieć znacznie więcej do powiedzenia, zwłaszcza w kwestii lokalizacji źródeł pozornych w głębi sceny dźwiękowej. Prawda jest taka, że małym kolumnom jest łatwiej znikać z pomieszczenia odsłuchowego, ale to, co robią RW-1, zasługuje na uznanie, bowiem rozmiarami dźwięku nawiązują do tego, co możemy usłyszeć za pośrednictwem znacznie większych kolumn. Brzmienie jest pełne, nasycone, a scena przybiera rozmiary, o jakie nie posądzilibyśmy tak małych kolumn. Testowane kolumny mają jeszcze jedną niepodważalną zaletę, a mianowicie bardzo dobrze radzą sobie z odtwarzaniem muzyki w skrajnie różnych warunkach akustycznych – obojętnie czy ustawicie je pod ścianą w pokoju o przesadnie żywej akustyce, czy też na standach w pomieszczeniu o średnim pogłosie, zawsze będą one reprodukować dźwięk z zachowaniem prawidłowych proporcji względem efektywności w odtwarzaniu poszczególnych zakresów dźwięku. Przy ustawieniu tuż pod ścianą zwykle w basie pojawiają się podbicia, przez co brzmienie staje się zbyt przytłaczające. RW-1 są na tyle odporne na interakcje z pomieszczeniem odsłuchowym, że nie ma dla nich znaczenia czy wylądują tuż pod ścianą, na biurku, czy podstawkach. Inną kwestią jest rola basu, bo w przypadku testowanych kolumn zasięg jest bardzo imponujący. Z kolei masa niskich tonów jest mniejsza niż w przypadku zespołów głośnikowych dysponujących większą skrzynią czy wooferami o większej średnicy. Klipsche pod tym względem nie oszukają praw fizyki, należy jednak pamiętać, że jeśli chodzi o zasięg basu, to brzmienie takich instrumentów, jak kontrabas czy perkusja zostanie ładnie naniesione na płótno zwane panoramą stereofoniczną, z tą różnicą, że nieco cieńszą kreską niż robią to kolumny wyposażone w bardziej okazałe gabarytowo obudowy. Słychać jednak w dźwięku RW-1, że bas pulsuje z rytmiką wyznaczaną przez poszczególne nagrania odtwarzane ze smartfona i jest w stanie ładnie zarysować kontury instrumentów operujących w najniższym zakresie.

Warto wiedzieć

RW-1 sprzedawane są na sztuki, a to oznacza, że jedna kolumna znajduje się w jednym pudełku – nie są one, jak to często bywa, pakowane parami. Chodzi o to, żeby użytkownik łatwiej mógł sobie konfigurować RW-1 według własnego uznania. Dzięki wsparciu technologii Play-Fi oraz aplikacji Klipsch Stream te aktywne zespoły głośnikowe można wykorzystywać zarówno w instalacjach multiroom, jak i klasycznych stereofonicznych. Co ciekawe, do odsłuchu muzyki w zupełności wystarczy jedna kolumna, ale wtedy będzie ona odtwarzać dwukanałowy dźwięk zmiksowany do jednego kanału, więc efektu stereo z tego nie będzie. Większość klientów zapewne zdecyduje się na zakup dwóch sztuk takich kolumn, a wtedy bez problemu można je sparować do konfiguracji stereo dzięki aplikacji Klipsch Stream, którą należy zainstalować na tablecie lub smartfonie.

Podsumowanie

Klipsch RW-1 z pewnością należą do grona kolumn zaskakujących już od pierwszych chwil skalą reprodukowanego dźwięku. Jednak nikogo nie powinno to dziwić, ponieważ mimo niezwykle kompaktowych rozmiarów brzmienie, jakie kreślą przed słuchaczem te filigranowe aktywne kolumienki, osiąga przestrzeń i oddech, jakich nie powstydziłyby się rasowe monitory, a to już jest coś! Małe RW-1 oferują wyrównany balans tonalny i to niezależnie od akustyki pomieszczenia odsłuchowego, co należy postrzegać jako szczególną zaletę, ponieważ sprawdzą się właśnie w tych miejscach, do których nagłaśniania je przeznaczono, czyli wszędzie tam, gdzie z jakichś względów brakuje miejsca dla pełnowymiarowych kolumn.

Werdykt: Klipsch RW-1

★★★★★ RW-1 to ideał dla osób lubiących często przenosić kolumny z miejsca na miejsce. Są łatwe w aplikacji i można na ich bazie tworzyć dowolne systemy