Krüger&Matz KM 669

Krüger&Matz KM 669 Test

Świetny wygląd, efektowny dźwięk i cena niezwalająca z nóg – oto recepta na sukces według marki Krüger&Matz, która uzupełniła właśnie swoją ofertę słuchawek o model KM 669

  • Data: 2017-03-18

Oferta słuchawek marki Krüger&Matz jest imponująca. W tej chwili liczy dobrze ponad 60 modeli, zarówno nausznych, jak i dokanałowych. Sytuacja zmienia się dynamicznie – co jakiś czas do katalogu dołączają nowe konstrukcje. Niektóre bardzo się od siebie różnią, ale właściwie wszystkie zaskakują niezwykle korzystnym stosunkiem jakości wykonania do ceny. Najdroższe nauszniki Krügera wyceniono na 399zł, choć wyglądają tak dobrze, że mogłyby kosztować pewnie ze dwa razy tyle. To samo można powiedzieć o najnowszym modelu KM 669, do budowy którego wykorzystano drewno orzecha.

Budowa

"Wooden Headphones" – taki napis zdobi solidne tekturowe pudełko ze słuchawkami KM 669 w środku. Sklepy internetowe, w których model ten jest już dostępny, podchwyciły to określenie i oferują "drewniane słuchawki". A przecież drewniane są tu co najwyżej orzechowe muszle – trudno powiedzieć czy w całości, bo otaczają je metalowe "mankiety". Metalu jest tu z pewnością więcej, podobnie jak sztucznej skóry. Rodzaju tego pierwszego można się domyślać, bo producent nie podaje na ten temat żadnych informacji. Najprawdopodobniej zastosowano jakiegoś rodzaju tworzywo metaliczne. Fakt, że bardzo solidne – wydaje się, że KM 669 są, przynajmniej w porównaniu z większością słuchawek za 300zł wykonanych zwykle z trzeszczącego plastiku, niezniszczalne. W tym kontekście nie dziwi specjalnie brak pokrowca – wrzucone do plecaka, 669-tki z pewnością się nie połamią. Ze sztuczną skórą na poduchach i pałąku czas nie obejdzie się już tak łaskawie, ale raczej nie trzeba się z tego powodu ze słuchawkami obchodzić jak z jajkiem.

Model KM 669 nie jest składany jak typowe modele mobilne. Regulacje są oczywiście możliwe – dotyczą pałąka, gdzie zastosowano niezbyt precyzyjny system skokowy (przydałaby się podziałka) oraz muszli, które można przekręcić o 90 stopni "na płasko" i w mniejszym zakresie odchylić od pionu. Drewniane elementy trudno uznać za novum w ofercie marki Krüger&Matz, skoro już wcześniej wykorzystywano heban, np. w modelach KM 665 czy 660, ale rzeczywiście przyciągają oko, nadając całej konstrukcji wyróżniający się wygląd. Podobać może się również perfekcyjnie wycięte w muszlach logo, powtórzone w większym rozmiarze na górze pałąka. Takie drobiazgi w dużej mierze decydują o korzystnym wrażeniu, jakie produkt robi na klientach.

Kolejne zaskoczenie in plus w przypadku słuchawek w tej cenie stanowi odłączany przewód sygnałowy z mikrofonem oraz drewnianymi obudowami końcówek obu kanałów, które świetnie komponują się z orzechowymi muszlami. Powleczony nylonowym oplotem i zakończony kątowym pozłacanym wtykiem 3,5mm, kabel przenosi jednak nieco zbyt duży szum ocierania o ubranie. Warto by go więc dopracować, uwzględniając przy okazji nieco większy przekrój poprzeczny.

Jakość brzmienia

KM 669 grają tak, jak wyglądają, czyli bardzo efektownie. Podkreślają trochę dół i górę, a ściślej górny podzakres basu i dolny podzakres sopranów, co wpływa także na środek pasma. Mają więc swoje "za uszami", ale w tym przedziale cenowym kompromisy to – cytując klasyka – "oczywista oczywistość". Przede wszystkim jednak liczy się praktyczny cel, któremu recenzowane słuchawki K&M mają służyć. Można chyba założyć, że często gęsto będą one współpracowały z budżetowymi smartfonami, które dźwiękowo są zazwyczaj dość bezbarwne. Warto też uświadomić sobie, że niektóre słuchawki z podobnego przedziału cenowego brzmią tak, jakby były "na diecie", co w połączeniu ze źródłami dźwięku o nie najlepszej (oględnie rzecz ujmując) jakości daje mało satysfakcjonujący efekt. Ale modelu KM 669 nie nękają podobne niedomagania. Wprost przeciwnie – kipi on energią, jest hojny w basie i nie żałuje wysokich tonów. Nawet w połączeniu ze stosunkowo drogimi urządzeniami mobilnymi, jak Samsung Galaxy S7 czy DAP Pioneera XDP-300R, potrafią przykuć uwagę jakimś elementem – a to umiejętnie trzymanym w ryzach, acz nieco powiększonym brzmieniem kontrabasu ("Gaia" Gary Peacock Trio", FLAC 24/96), a to znowu przekonującą przestrzenią ("Mysterious Twilight On A Twin Earth" Przemysława Rudzia, WAV 16/44,1). Równowaga tonalna, liniowość nie jest w ich wypadku priorytetem, znacznie ważniejsze są emocje i tzw. piorunujące wrażenie, za które odpowiada m.in. przekonująca dynamika.

Basu, jak wspomniałem, jest dużo, aczkolwiek jego najniższe składowe są wycofane. Dół jest miękki i gęsty, nieszczególnie zróżnicowany i rozdzielczy. Jego kontrola jest niezła, ale to jakby sprawa drugorzędna, ważniejsza jest obszerność działająca na zasadzie zastrzyku energii, dopalacza. W muzyce rozrywkowej, która lubi takie dystorsje, sprawdza się to znakomicie, nawet w akustycznym jazzie jest do przyjęcia, ale już w klasyce niekoniecznie. "Poważni" mobilni melomani powinni więc zainteresować się raczej modelem SE-MS5T Pioneera.

Średnica, która przynajmniej teoretycznie powinna znacznie ucierpieć na tak dobranych proporcjach, jest wystarczająco nasycona. W jakimś stopniu na pewno nadszarpnięto jej klarowność, ale udało się uniknąć monotonii, bo w przekazie nie brakuje detali, a ich prezentacja cechuje się dużą swobodą. Ważne, że ta część pasma nie brzmi zbyt delikatnie czy niezdecydowanie, co w połączeniu z możliwościami większości smartfonów dałoby żałosny efekt.

O szczegóły w większym stopniu dba góra. Subiektywnie brak jej nieco wyrafinowania, jest bowiem nieco bardziej cykająca niż szeleszcząca, a trąbka może zabrzmieć zbyt przenikliwie, jak np. w utworze Paula Simona "Stranger to Stranger" z płyty pod tym samym tytułem, ale w gruncie rzeczy to bagatelka. Wiele osób z pewnością doceni fakt, że soprany sypią szczegółami, urozmaicając przekaz. A że od czasu do czasu podkreślą przy tym sybilanty? W tej cenie takie rzeczy wybacza się bez mrugnięcia okiem.

Stereofonia i przestrzeń nie budzą wątpliwości. Scena ma zawsze podobny wymiar, jest nieco zwężona, ale pojawia się też wymiar głębi – ładnie słychać go np. w utworze "Identikid" zespołu Radiohead. To oczywiście sztuczny efekt, ale KM 669 stać także na to, by skupić uwagę słuchacza na oddaniu aury pogłosowej pomieszczenia, w którym dokonano rejestracji. Widać, a raczej słychać to jak na dłoni podczas odsłuchu właściwie dowolnych produkcji ECM-u.

Podsumowanie

Projektanci odpowiedzialni za model KM 669 doskonale wiedzą, że wielu z nas kupuje oczami. Inwestowanie w wygląd produktu jest więc w pełni uzasadnione. Zastanawiam się tylko, jak przy tak okazyjnej cenie ktoś może na tym jeszcze zarobić? Ale to już nie moje zmartwienie. Nawet jeśli ktoś kupi te słuchawki przede wszystkim z uwagi na ich wygląd, nie dozna raczej zawodu z powodu ich brzmienia. Pasuje ono do szeroko pojętej muzyki rozrywkowej i powinno podkręcić (w dobrym tego słowa znaczeniu) dźwięk niejednego smartfonu.

Werdykt: Krüger&Matz KM 669

★★★★★ Więcej niż rozsądnie wyceniona propozycja polskiej marki, oferująca świetny wygląd i efektowne brzmienie