NAD C338

NAD C338 Test

Jak na nowoczesne urządzenie przystało, wzmacniacz NAD C338 jest gotowy do obsługi źródeł cyfrowych oraz urządzeń mobilnych, a do tego imponuje jakością brzmienia

  • Data: 2017-06-20

Decyzja o wprowadzeniu do sprzedaży nowych, stosunkowo tanich wzmacniaczy NAD pracujących w klasie D wisiała w powietrzu od dłuższego czasu. Już kilka lat temu, na potrzeby wzmacniacza M2 z serii Masters, firma założona w Wielkiej Brytanii, a obecnie należąca do kanadyjskiej Lenbrook Group of Companies opracowała platformę cyfrowej amplifikacji Direct Digital, którą ostatnio udanie zaimplementowała we wzmacniaczu sieciowym D7050. Samo przejście NAD do klasy D nie jest więc zaskakujące, ale już wykorzystanie modułów UcD, czyli stopni końcowych holenderskiego Hypexa, zamiast autorskiej architektury, należy uznać za pewną niespodziankę (przyczyny takiej decyzji, jak łatwo się domyślić, miały podłoże finansowe). Tak czy inaczej, w ofercie NAD pojawiły się trzy zupełnie nowe, cyfrowe wzmacniacze zintegrowane, C338, C368 i C388, które zapewne rozbudziły ciekawość wiernych fanów marki. Poniżej podpowiadamy, czego można się spodziewać po pierwszym z nich.

Budowa i funkcjonalność

Najtańszy nowy "zawodnik" z serii Classic wygląda raczej niepozornie i może się kojarzyć z takimi konstrukcjami z katalogu NAD, jak C316BEE czy C165BEE. Płaska obudowa o wysokości zaledwie 70mm i mniejszej głębokości niż w przypadku typowych wzmacniaczy z tej półki cenowej, nie zapowiada niczego nadzwyczajnego. Łatwo dać się temu wyglądowi oszukać, myśląc "ot, kolejny budżetowy klocek, na dodatek o dość specyficznej urodzie". Integra zyskała wprawdzie "new look", ale nadal ma w sobie typowo NAD-owskie DNA, które nie każdemu musi przypaść do gustu. Dobra wiadomość jest taka, że "w realu" C338 wygląda lepiej niż na zdjęciach, bardzo solidnie prezentuje się zwłaszcza front z wszystkimi jego elementami (włącznikiem Standby i diodą, gniazdem słuchawkowym 6,3mm, przełącznikami źródła, przyciskiem Bass EQ i pracującym z wyraźnym oporem pokrętłem głośności). Nowością jest tu niewielki wyświetlacz, który jednak pokazuje raptem dwie informacje: wybrane wejście oraz poziom głośności w dB, przy czym ten ostatni jest po kilku sekundach automatycznie wygaszany. Skala ma podziałkę co 0,5dB (regulacja jest realizowana elektronicznie, za pośrednictwem układu New Japan Radio NJW1194), co oznacza, że aby ściszyć wzmacniacz gałką, trzeba się trochę nakręcić. Na szczęście można skorzystać z małego pilota zdalnego sterowania z funkcją Mute albo... aplikacji mobilnej NAD Remote. Z jej poziomu włączymy/wyłączymy też funkcje Auto Sense (wzmacniacz włącza się po wykryciu na aktywnym wejściu sygnału, ale także po dotknięciu dowolnego przycisku/gałki) i Auto Standby (automatycznie przechodzi w tryb uśpienia po kilkunastominutowej bezczynności), a także wyregulujemy intensywność podświetlenia wyświetlacza, łącznie z jego całkowitym wygaszeniem.

Tył wzmacniacza ucieszy przede wszystkim fanów bezprzewodowych technologii przesyłania dźwięku – trzy gniazda na anteny (dwie Wi-Fi i jedna Bluetooth), podobnie jak cztery wejścia cyfrowe (po dwa optyczne i elektryczne) nie pozostawiają wątpliwości, że mamy do czynienia z urządzeniem na wskroś nowoczesnym. Nie zabrakło tu także głównego włącznika, gniazda IEC, zacisku uziemiającego oraz wejścia korekcyjnego MM (jak deklaruje producent, wyposażono je w precyzyjny filtr subsoniczny), wyjścia dla subwoofera i dwóch wejść liniowych, opisanych jako Streaming oraz TV. Entuzjazmu nie budzą za to plastikowe gniazda głośnikowe – przydałoby się coś solidniejszego, mniej podatnego na uszkodzenia.

Wnętrze C338 jest cokolwiek pustawe. To zasługa niewielkiego, prostego zasilacza impulsowego oraz stopni końcowych pracujących w klasie D. Jak wspomniałem, skorzystano z gotowca UcD (102 v1) firmy Hypex, który poddano niewielkiemu tuningowi, uzyskując bardzo dobre parametry – przede wszystkim dużą moc dynamiczną, sięgającą 210W na kanał przy 2Ω (moc znamionowa wynosi 2x50W), jak również duży odstęp od szumu (104dB) i współczynnik tłumienia równy 200. Uwagę zwraca umieszczona na oddzielnej płytce SMD sekcja przetwornika C/A z DAC-iem PCM1796 oraz wzmacniaczami operacyjnymi Burr-Brown OP1652. Za odbiór sygnałów cyfrowych z poszczególnych wejść odpowiada znany z wielu innych urządzeń układ CS8416.

Wspomniałem już o aplikacji służącej jako pilot zdalnego sterowania. Okazuje się, że to nie jedyna "apka", jaka znajduje zastosowanie w przypadku opisywanego tu wzmacniacza. Znacznie przydatniejsze są Google Home i np. Bubble UPnP, jako że NAD zdecydował się na wbudowanie w C338 Chromecasta. Wcześniej spotkałem się z podobnym rozwiązaniem w przypadku głośnika Playlist marki JBL (zob. recenzję w nr. 5/17 HFC&HC) i nie zdziwiłbym się, gdyby rozwiązanie to upowszechniło się także w przypadku wzmacniaczy, bo z patentu Google'a udaje się – przy odrobinie dobrej woli ze strony producentów audio – wycisnąć znacznie więcej niż z oferowanej jako osobny produkt przystawki (najlepszy dowód to właśnie zastosowanie porządnego DAC-a w C338). O zaletach korzystania z tej technologii pisałem miesiąc temu, przypomnę więc tylko, że konfiguracja jest całkowicie automatyczna i sprowadza się do wykonywania poleceń wyświetlanych na ekranie smartfona (nie trzeba nawet wpisywać hasła zabezpieczającego sieć Wi-Fi, wystarczy zatwierdzić jego "przepisanie" z systemu), a jakość brzmienia plików bezstratnych jest lepsza niż w przypadku Bluetootha. W przeciwieństwie do tego ostatniego odtwarzanej muzyki nie zakłócają też żadne powiadomienia, w dodatku korzystanie z Chromecasta nie wyczerpuje baterii urządzenia mobilnego.

Jakość dźwięku

Testowanym do tej pory przeze mnie wzmacniaczom cyfrowym zwykle brakowało pewnego trudno definiowalnego pierwiastka, charakterystycznego "spoiwa", które sprawia, że słuchanie muzyki staje się przyjemne i wciągające. Nie chodzi mi o sztuczne podgrzewanie atmosfery, kwieciste barwy itp., raczej o nieizolowanie poszczególnych dźwięków i przedstawianie muzycznych zdarzeń "w tym samym środowisku". Na szczęście podobne przypadłości nie stały się udziałem C338, którego przekaz odbiera się jako kompletny i, co bardzo ważne w kontekście jego niewygórowanej ceny, pozbawiony większych wad. Mało tego, kilka aspektów jego brzmienia powoduje, że staje się on, przynajmniej na razie, jednym z faworytów do tytułu budżetowego wzmacniacza roku.

Niemal natychmiast zwróciłem uwagę na górę pasma – precyzyjną, niosącą wiele szczegółów i całkiem czystą, a do tego pozbawioną nieprzyjemnych, ostrych składników. Soprany są tu odważne, ale nie natarczywe, co w połączeniu z kolumnami ATC SCM 7 MkII, delikatnie wycofanymi w najwyższym podzakresie, dało bardzo dobry efekt, pozbawiony podbarwień i dodatkowych upiększeń, z górą może niezbyt soczystą, ale nigdy suchą, za to właściwie z każdym repertuarem wystarczająco przejrzystą. Tak podane wysokie tony wpływają nie tylko na przestrzeń i stereofonię (o czym dalej), ale też bardzo ładnie dopełniają brzmienie instrumentów smyczkowych, pokazując niuanse związane choćby z ich wybrzmieniami. Sześć kwartetów smyczkowych Op. 50 w wykonaniu The London Haydn Quartet (FLAC 24/96) zabrzmiało dzięki temu świeżo, z wigorem i z właściwą instrumentom ostrością, bardziej akcentując w przekazie pierwiastek witalny niż liryczny.

Wzmacniacz NAD niczego nie ociepla i nie upiększa, jest w dużej mierze neutralny, dobrze wyważony tonalnie, a ponadto charakteryzuje się przezroczystością barw. Słychać to zwłaszcza w średnicy, która jest stosunkowo oszczędna, co oznacza po prostu, że nie uświadczymy tu żadnego elementu przesycenia, sztucznych podbarwień czy tzw. ciepłych wokali. Te ostatnie są jednak bardzo obecne i jeśli tylko realizacja stoi na odpowiednio wysokim poziomie – przykładem może być ostatnia płyta Youn Sun Nah "She Moves On" (FLAC 24/96) – głosy obdarzone są niezwykłą namacalnością i ekspresją, i mogą stanowić niemal punktowe źródło na środku sceny.

Bas jest tu chyba najbardziej "cyfrowy", ale w dobrym tego słowa znaczeniu – cechuje go przykładna kontrola i tzw. PRaT – zgadza się i tempo, i motoryczność, i siła uderzenia. Być może sposób akcentowania niektórych dźwięków jest nieco za lekki, ale robienie z tego zarzutu wzmacniaczowi za 3 tys. złotych jest równie niestosowne jak wytykanie palcem w serialu "Pan wzywał, Milordzie?" Co prawda porównywalne cenowo konstrukcje pracujące w klasie AB mogą się pochwalić większą wagą i fundamentem zakresu niskotonowego, ale zazwyczaj nie idzie to w parze z wystarczająco szybkim tempem. C338 jest pod tym (i nie tylko tym) względem dobrze zrównoważony. Linię basu w "Luminol" Stevena Wilsona (FLAC 24/96) poprowadził bardzo dobrze, podobnie jak skomplikowane podziały rytmiczne. Niedosytu nie pozostawiły również "stopa" i floor tom w "Here Comes Revenge" Metalliki (FLAC 24/96) – miały niezłą masę, siłę i energię, a dzięki świetnej motoryce praca sekcji rytmicznej w tym utworze momentami przypominała przyspieszone bicie serca.

C338 znakomicie spisuje się pod względem prezentacji efektów przestrzennych. Uporządkowanie i stabilność sceny nie budzą najmniejszych zastrzeżeń. Pierwszy plan nie dominuje nad głębią, nie jest sztucznie wypychany do przodu, a przez to nazbyt ofensywny. Perspektywa nie jest może zbyt rozległa, ale zarówno szerokość, jak i głębia są bardzo ładnie zaznaczone. Poszczególne dźwięki są swobodne i precyzyjnie ogniskowanie, a akustyka łatwo odczuwalna – w przeniesieniu atmosfery niewielkiego klubu z koncertu Patricii Barber ("Monday Night Live At The Green Mill Volume 3", FLAC 24/96), łącznie z wszystkimi pozamuzycznymi odgłosami, do pokoju odsłuchowego nie wyczułem większego fałszu, choć rzecz jasna nie odbyło się to w skali 1:1.

Dynamika w całym paśmie akustycznym jest satysfakcjonująca. Brakuje tu może kropki nad "i", pewnej niezwłoczności czy natychmiastowości, która bywa bardzo atrakcyjna, ale z pewnością nie można wzmacniaczowi NAD zarzucić nadmiernego zgaszenia czy spowolnienia. Żywość i szybkość poszczególnych impulsów i tak prezentuje nieprzeciętny poziom – w sakli od 1 do 10 dynamikę oceniam na mocną "siódemkę".

Warto wiedzieć

C338 jako jedyny z całej trójki nowych wzmacniaczy NAD otrzymał Chromecasta. Dwa pozostałe modele mają budowę modułową (MDC), co pozwala wzbogacić je o dodatkowe funkcje, w tym te, które producent udostępni w przyszłości. Dwa sloty MDC umożliwiają np. zamontowanie karty obsługującej wideo 4K z HDMI, modułu z dodatkowymi wejściami cyfrowymi bądź zestawu z dodatkowymi wejściami analogowymi i gramofonowym. Za pomocą modułu MDC użytkownik może także wzbogacić wzmacniacze C368 i C388 o obsługę zaawansowanego bezprzewodowego systemu multi-room high-res – systemu zarządzania muzyką BluOS opracowanego przez firmę Bluesound. BluOS łączy się z domową siecią i z poziomu smartfona, tabletu bądź komputera pozwala sterować odtwarzaniem muzyki oraz zapewnia dostęp do muzycznych serwisów strumieniowych.

Podsumowanie

Nie lekceważcie tego wzmacniacza, jest na to za dobry. Pomysł wykorzystania Chromecasta był strzałem w dziesiątkę. Dzięki niemu C338 jest swoistym samograjem, zdolnym do płynnego bezprzewodowego odtwarzania nawet plików o parametrach 24/192. NAD wygląda może niepozornie, kosztuje niewiele, ale potrafi naprawdę sporo. Nie zdziwiłbym się, gdyby wiele osób wybrało go zamiast amplitunera 2.0 i ustawiło w salonie obok TV.

Werdykt: NAD C338

★★★★★ W swojej kategorii cenowej C338 to jeden ze zdecydowanych faworytów, zarówno ze względu na funkcjonalność, jak i jakość brzmienia