Norma Audio HS-DA1 VAR

Norma Audio HS-DA1 VAR Test

Testujemy przetwornik cyfrowo-analogowy Norma Audio HS-DA1 VAR, który zaskakuje naturalnością i muzykalnością brzmienia wspartego wysoką dynamiką i ekspresją

  • Data: 2016-02-18

Większość osób poproszonych o podanie włoskich marek zacznie swoją wyliczankę zapewne od Sonus Fabera, potem może ktoś doda Pathosa, wspomni o marce Franka Serblina i ewentualnie z rozpędu wymieni Xaviana, choć to firma czeska, acz faktycznie założona i prowadzona przez Włocha. Rzecz w tym, że w słonecznej Italii powstaje całe mnóstwo produktów, które nie są aż tak bardzo znane w świecie, jak Sonus Faber, ale to wcale nie znaczy, że nie są godne uwagi. Ja sam biję się w piersi – o Norma Audio nie słyszałem do ubiegłego roku, kiedy to, krótko przed wspomnianym AVS, zadzwonił do mnie jeden ze znajomych, by opowiedzieć o świetnym DAC-u, którego miał okazję posłuchać. Dopiero po wystawie trafiło do mnie urządzenie tej marki, a była to integra IPA-140, po odsłuchu której przekazałem dystrybutorowi, że biorę do testów każde urządzenie tego producenta, jakie tylko będzie miał do dyspozycji.

Kosztujący nieco ponad 20 tys. złotych wzmacniacz zintegrowany śmiało można zaliczyć do klasy high-end, choć cena na to niekoniecznie wskazuje, a i, jak już mówiłem, marka nie należy do gigantów branży audio. Nie będę się tu rozpisywał o samej integrze i jej brzmieniu, ale wspomnę o kilku rzeczach, na które przy tamtym teście zwróciłem uwagę. Po pierwsze Norma Audio to firma "inżynierska" w dobrym tego słowa znaczeniu. Co to znaczy? Ano głównie to, że zapaleńcy znakomicie wykonanych urządzeń (mówię o wnętrzu) nie powinni tego wzmacniacza rozkręcać, by w środku całego nie zaślinić (wilgoć i elektronika jednak nie idą w parze), patrząc z zachwytem na jego wnętrze. Co więcej, najwyższej jakości wykonanie, fantastyczne rozplanowanie wnętrza oraz zaplanowanie obwodów pod kątem najlepszych osiągów, a nie wygody obsługi łączy się w tym przypadku również ze znakomitym brzmieniem (a to nie jest wcale regułą!). To z kolei łączy naturalność z neutralnością – co potrafi bardzo niewiele urządzeń, zwykle tych z najwyższej półki.

Enrico Rossi, twórca produktów Normy, jest inżynierem co się zowie, ale jednocześnie podkreśla, że wszystkie jego urządzenia muszą maksymalnie naturalnie odtwarzać... wokale. Nasz słuch jest najbardziej wyczulony na częstotliwości ludzkich głosów, to one są jednym z najbardziej naturalnych dźwięków, które mamy wręcz zakodowane w naszych mózgach, więc naturalność ich prezentacji powinna być tak naprawdę elementem kluczowym dźwięku każdego urządzenia audio. Ale wybitna jakość brzmienia włoskiej integry nie sprowadza się jedynie do znakomitej prezentacji ludzkich głosów. Każdy rodzaj muzyki brzmi świetnie. IPA-140 jest to zatem doskonały przykład, że inżynierskie podejście do budowy urządzeń audio może zaowocować piekielnie muzykalnym, naturalnym, wręcz organicznym brzmieniem. Wracając do rzeczy, które zrobiły na mnie duże wrażenie – kolejnym był DAC USB – opcjonalny moduł, który, oprócz przedwzmacniacza gramofonowego, można dokupić za 2,5 tys. złotych. Bez dwóch zdań był to najlepszy DAC USB wbudowany we wzmacniaczu zintegrowanym, jaki zdarzyło mi się do tej pory słyszeć. Takie moduły zwykle są bardziej na pokaz niż do poważnego grania, a w tym przypadku przez pierwsze trzy dni wcale nie spieszno mi było do przesiadki na źródło wyższej klasy. Oczywiście gdy to w końcu zrobiłem, integra mogła pokazać się z jeszcze lepszej strony, ale i tak klasa brzmienia tej "prostej" płytki na długo pozostała mi w głowie. Gdy więc przyszła na mnie kolej, by posłuchać u osobnego DAC-a, tego, którym zachwycał się mój znajomy, zatarłem tylko łapki z radości.

Urządzenie, jak na DAC-a, jest całkiem spore. Ścianka frontowa nie jest może aż tak duża, choć wyższa niż w przypadku większości niskoprofilowych konkurentów, ale za to głębokość jest imponująca. Dość spora obudowa nie jest przypadkiem – Włosi wymyślili sobie bowiem urządzenie modułowe. Najtańsza wersja HA-DA1 to po prostu przetwornik cyfrowo-analogowy. Wersja testowana, VAR, to przetwornik, ale z regulowanymi wyjściami analogowymi. Ta opcja pozwala podłączyć go bezpośrednio do końcówki mocy z pominięciem przedwzmacniacza. W opcji najdroższej (PRE) to samo urządzenie można dodatkowo wyposażyć w dwa wejścia analogowe, dodatkowe wyjście analogowe oraz wzmacniacz słuchawkowy i w ten sposób osobny przedwzmacniacz stanie się całkowicie zbędny w danym systemie, nawet jeśli używamy dodatkowych źródeł analogowych, a osobny wzmacniacz słuchawkowy będzie zapewne wyborem jedynie najbardziej wymagających użytkowników.

Na grubym, aluminiowym froncie centralnie umieszczono całkiem spory, czytelny wyświetlacz. Pod nim na czarnym tle umieszczono sześć małych, czarnych przycisków, na dobrą sprawę ledwie widocznych, a niezbędnych do ręcznej obsługi urządzenia. Nie wszystkie z nich są użyteczne, o ile nie posiada się najdroższej wersji urządzenia (choćby przycisk "Head", umożliwiający wybór wyjścia słuchawkowego, czy "Analog", którym wybiera się wejścia analogowe). Opisy przycisków znalazły się już na aluminiowym froncie pod przyciskami, dzięki czemu łatwo je odczytać. Po prawej stronie wyświetlacza znajdują się kolejne cztery przyciski potrzebne do obsługi menu urządzenia. W menu znajdziemy m.in. funkcję FsrC, czyli sprzętowy upsampler, funkcję Clsr, która daje użytkownikowi możliwość dokonania wyboru czy urządzenie ma korzystać z własnego zegara, czy z zegara w transporcie dostarczającym sygnał. Użytkownik dostaje także do wyboru filtry cyfrowe, możliwość uruchomienia algorytmu próbkującego częstotliwości w dół czy zmiany fazy. Oznaczenia poszczególnych funkcji nie należą do intuicyjnych, więc pewnie bez sięgnięcia do instrukcji się nie obejdzie, ale z drugiej strony może to i dobrze – z instrukcją zawsze warto się zapoznać, a niewiele osób faktycznie to robi. Warto pobawić się tymi ustawieniami – trudno mówić o jednym najlepszym wyborze, bo ten będzie zależał i od konkretnego systemu, i od preferencji użytkownika. Wydaje się jednak, że każdy powinien dzięki tym opcjom dopasować brzmienie pod siebie.

Z tyłu, w testowanej wersji urządzenia, znajduje się 5 wejść cyfrowych: AES/EBU, Toslink, dwa koaksjale oraz USB. Powyżej znajdują się analogowe wyjścia, zarówno RCA, jak i XLR, a z boku gniazdo sieciowe. Na tylnej ściance jest jeszcze miejsce, które zapełnia się po instalacji modułu PRE, natomiast w tej wersji w tym miejscu umieszczono po prostu ładną zaślepkę.

Wnętrze jest wykonane równie elegancko jak w przypadku wspomnianej integry. Na spodzie umieszczono zasilacz oparty na solidnym transformatorze toroidalnym. Powyżej piętrowo umieszczono świetnie wykonane płytki z poszczególnymi układami. Wejście USB obsługuje znany i uznany układ Amanero, pozostałe wejścia obsługuje układ SRC4392 Texas Instruments. Na osobnej płytce umieszczono parę bardzo lubianych przez wiele osób monofonicznych konwerterów D/A R-2R – PCM1704 K. Urządzenie wyposażono w analogową regulację głośności opartą na potencjometrze ALPS. Sekcja analogowa urządzenia to rozwiązanie firmowe – układ dyskretny ukryty pod czarnymi osłonami, a więc siłą rzeczy niedostępny dla ciekawskich oczu. Włoski DAC to urządzenie niezbalansowane, a wyjścia XLR są dodane wyłącznie dla wygody użytkownika. Producent sugeruje jednakże korzystanie z wyjść RCA.

Całość wykonana jest znakomicie i choć żadnych wizualnych ozdobników tu nie ma, to jednak urządzenie prezentuje się nad wyraz zacnie. Dodam jeszcze, że użytkownik dostaje do dyspozycji nieduży, poręczny pilot zdalnego sterowania. Po USB urządzenie akceptuje sygnał PCM w rozdzielczości do 24 bitów i 192kHz, a DSD wyłącznie w formacie DoP.

Jakość brzmienia

Mając świeżo w pamięci to, jak spisywał się moduł DAC-a w integrze (i sama integra), miałem naprawdę duże oczekiwania w stosunku do tego urządzenia. Cena to oczywiście element zdecydowanie względny – dla wielu 11.500 złotych to bardzo dużo, tyle że patrząc na realne ceny na rynku, Normę można określić jako urządzenie ze średniej półki cenowej. Integra mogła śmiało konkurować z dwukrotnie droższymi wzmacniaczami i podświadomie z góry zakładałem, że w tym przypadku będzie podobnie – słowem ustawiłem poprzeczkę bardzo wysoko.

Na dzień dobry ucieszyłem się, gdy okazało się, że nie potrzebuję innego sterownika USB (dla Windowsów) do HS-DA1 VAR (niż ten dla modułu DAC-a z integry). Mój komputer po podłączeniu natychmiast rozpoznał urządzenie i był gotowy do grania.

Jak więc gra modułowy DAC Normy Audio? Już po pierwszym utworze wiedziałem, że charakter jest bardzo podobny do tego, co prezentował moduł w integrze. Wiedziałem już także, że to jeszcze wyższa liga, zdecydowanie przewyższająca moduł z integry klasą i wyrafinowaniem dźwięku. Ale po kolei. Po pierwsze to urządzenie, które chyba każdy zaliczyłby do kategorii niezwykle muzykalnych. Płynna, spójna, gładka prezentacja sprawia, że słucha się tego bardzo dobrze, że całą uwagę człowiek koncentruje na wartościach artystycznych i na emocjach zawartych w muzyce. Poziom ekspresji, którą włoskie urządzenie potrafi doskonale przekazać, jasno pokazała płyta jedynej w swoim rodzaju Etty James. Ta genialna bluesowa wokalistka wkładała w swój śpiew całe serce i duszę, przez co niemal każdy utwór w jej wykonaniu jest po prostu porywający. Pod warunkiem, że tor odtwarzający potrafi to pokazać, potrafi dopieścić wokal, wypełnić go, dociążyć, pokazać jego fakturę i wszystko to razem zaprezentować w kipiącej energią, naturalnej formie. Zgodnie ze wspomnianą wcześniej filozofią Enrico Rossiego jego urządzenie poradziło sobie z tym bezbłędnie. A że mocną stroną Normy jest również budowa dużej, przestrzennej sceny ze sporymi, namacalnymi źródłami pozornymi, więc i wrażenie obecności Etty w pokoju było niepowtarzalne. Tym bardziej, że włoski DAC nie wypycha pierwszego planu (czyli w tym wypadku wokalistki) do przodu, przed linię kolumn. Owo wrażenie intymności prezentacji nie jest uzyskiwane prostym środkiem przybliżenia artystki do słuchacza. Etta śpiewała na linii kolumn, czasem nawet delikatnie za nią, a mimo to, zapewne dzięki owej niebywałej ilości wypromieniowywanej przez nią energii, miałem wrażenie bliskości, namacalności czy wręcz ekskluzywności jej występu – czułem się tak, jakby śpiewała właśnie dla mnie.

Zaskakująco dobrze (zważywszy na cenę) Norma pokazywała również wszystko, co działo się na dalszych planach. Wszystkie instrumenty były równie trójwymiarowe, równie namacalne jak wokalistka, dźwięk każdego był bardzo czytelny, każdy mogłem swobodnie śledzić, gdy tylko udawało mi się wyrwać spod czaru Etty. Co ważne, zachowane zostały proporcje – wokalistka na pierwszym planie była największym obiektem na scenie, a instrumenty umieszczone za nią były, siłą rzeczy, mniejsze. Przy odsłuchu płyty Anny Marii Jopek dla odmiany Norma pokazała scenę nieco inaczej – środek sceny z wokalistką był co prawda w tym samym miejscu co z Ettą, czyli na linii kolumn, czy minimalnie za nią, za to skrajne instrumenty zdawały się być pokazane daleko po prawej i lewej stronie, ale bliżej miejsca odsłuchowego niż wokalistka. Tworzyło to wrażenie półokrągłego pierwszego planu ze środkiem w najbardziej odległym od słuchacza punkcie. Nie zmniejszało to w żaden sposób czytelności wokalu, jego dociążenia, ekspresji (choć nie tak dużej, jak w przypadku poprzedniej wokalistki, ale to cecha artystki, a nie nagrania czy sposobu jego odtworzenia) czy precyzji oddania faktury głosu. Nie zmniejszyło to również wcale głębokości sceny – dalsze plany, pokazane za wokalistką instrumenty i chórki, były precyzyjne i trójwymiarowe, nie brakowało również (nawet jeśli wykreowanego sztucznie dla tego studyjnego nagrania) otoczenia akustycznego muzyków. Dźwięk był wysoce detaliczny, ale mówię tu o ilości informacji, które zawarte są w prezentacji, a nie o nachalności ich prezentacji. To nie jest bowiem jakieś szczególnie analityczne źródło, które zasypuje słuchacza ogromną ilością bardzo wyrazistych detali, co utrudnia składanie się ich w większą całość. Tu to właśnie owa "całość" jest wartością pierwszoplanową, na nią składa się całe mnóstwo detali.

Kolejne nagrania, tym razem już koncertowe, pokazały, że HS-DA1 VAR nawet jeszcze lepiej radzi sobie z pokazaniem "prawdziwego" otoczenia akustycznego instrumentów, pogłosu, odgłosów dobiegających z sali, reakcji publiczności etc. Ten sposób grania był równie efektowny przy odsłuchu genialnego nagrania jazzowego zrealizowanego w niewielkim klubie ("Jazz at the Pawnshop"), bluesowo-rockandrollowego grania w innym niewielkim klubie (Muddy Waters z Rolling Stonesami), ale także przy nagraniach ze stadionów australijskiej kapeli AC/DC. Te dwa ostatnie albumy jasno pokazały, jak dobrze Norma potrafi oddać nie tylko koncertową atmosferę, ale i brzmienie elektrycznych gitar, basu czy mocnej, rockowej perkusji. Robi to dzięki dobremu dociążeniu dołu pasma. Basu jest nie tylko dużo, robi wrażenie nie tylko mocnym uderzeniem, ale świetną kontrolą i różnicowaniem. Norma potrafiła zapanować nawet nad szaleństwami Aussies z AC/DC, co dało mi szansę doskonałej, aktywnej (za sprawą kończyn wystukujących rytm i kiwającej się na wszystkie strony głowy) zabawy. Po raz kolejny doskonale oddana została wysoka energetyczność odtwarzanej muzyki, ekspresja poszczególnych muzyków i to nieodparte wrażenie, że oni bawią się co najmniej równie dobrze jak ja, nawet jeśli grają te same kawałki tysięczny już raz.

Podsumowanie

HA-DA1 VAR nie zawiódł moich, wywindowanych wysoko za sprawą integry tej marki, oczekiwań. Oferuje gładkość, spójność i wyrafinowanie godne urządzenia i dwukrotnie droższego. Łączy to z dużą ekspresją i energetycznością prezentacji, wspartymi mocnym, precyzyjnie prowadzonym basem. Dzięki temu bluesowe czy rockowe szaleństwa prezentowane są w sposób, któremu trudno się oprzeć – kończyny same wystukują rytm, głowa buja się na boki, a gdy tylko się da, człowiek śpiewa (no dobrze – wydziera się) razem z wykonawcami. Co ważne, to także urządzenie uniwersalne, które potrafi zagrać z klasą każdą muzykę. Równie wciągająco zabrzmiał Monteverdi, opery Mozarta, ostatnia płyta Tomasza Stańki czy "starocie" Milesa Davisa i Janis Joplin. I rzecz nie tylko w organiczności przekazu i niezwykle namacalnym, wciągającym sposobie prezentacji, ale i w wyrafinowaniu, którego po tej półce cenowej (znając realia rynkowe) trudno się spodziewać. DAC spisuje się równie dobrze po USB, jak i przy korzystaniu z tradycyjnych wejść cyfrowych. Właściwie jedyne czego tu brakuje, to obsługa natywnego DSD. No, ale nie można mieć wszystkiego. By dołączyć tę funkcję, trzeba by było skorzystać z innej niż tak lubiana przez wielu kość DAC-a, PCM1704, a to z kolei zmieniłoby charakter brzmienia tego urządzenia. Tego zapewne nie chcieli jego twórcy, a i ja bym się do tego wcale nie spieszył. Świetne źródło – już drugie fantastyczne urządzenie Enrico Rossi – zachęcam do odsłuchów!

Werdykt: Norma Audio HS-DA1 VAR

★★★★★ Świetny DAC! Zaskakuje wyrafinowaniem, gładkością i spójnością brzmienia. Znakomite wejście USB!


Pobierz aplikację Hi‑Fi Choice

Użytkowników tabletów Apple iPad oraz urządzeń z systemem Android zapraszamy do App Store lub Google Play w celu bezpłatnego pobrania zarówno aplikacji, jak i wszystkich wydań w atrakcyjnej szacie graficznej.

Download on App Store
Get it on Google Play
Jeśli korzystasz z komputera musisz zainstalować wtyczkę Adobe Flash Player 10.2.0 lub nowszą aby czytać wydania cyfrowe w atrakcyjnej szacie graficznej.