Penaudio Rebel Two

Penaudio Rebel Two Test

Testowaliśmy już znakomite monitorki Cenya i małe podłogówki fińskiej firmy Penaudio. Przyszła więc pora na jeszcze mniejsze ciałem, ale wielkie duchem podstawkowce Rebel Two

  • Data: 2017-02-15

Zapewne większość miłośników dobrego brzmienia chciałaby mieć 60-metrowy, dedykowany salon odsłuchowy, a w nim system z najwyższej półki z wielkimi, co najmniej 3-drożnymi kolumnami przekazującymi wiernie każdy, najdrobniejszy nawet detal odsłuchiwanych nagrań. Byłoby pięknie, nieprawdaż? Rozmarzyłem się... Rzeczywistość dla większości z nas jest jednakże zupełnie inna. Zazwyczaj w niezbyt dużym pokoju musimy upchnąć system grający i to tak, żeby za bardzo nie przeszkadzał reszcie domowników. Można by co prawda, wzorem Japończyków, wstawić do pokoju o powierzchni 12 metrów kwadratowych wielkie, tubowe kolumny i siedząc dwa metry od nich, czuć się uczestnikiem odtwarzanej muzyki, ale to jednak styl specyficzny dla melomanów z Kraju Kwitnącej Wiśni, który u nas nie znalazł specjalnie naśladowników.

Pozostaje więc poradzić sobie w warunkach, jakie mamy. I o ile oznacza to kompromisy w kilku kwestiach, takich jak sama wielkość elementów systemu czy sposób ich ustawienia, o tyle wcale nie musi oznaczać rezygnacji z dobrego brzmienia. Na rynku jest bowiem sporo naprawdę nieźle grającej elektroniki, którą producentom udaje się upchnąć w niewielkich, zgrabnych obudowach. Wejście USB, LAN czy moduł Bluetooth są także już niemal standardem, więc rolę źródła może odgrywać komputer, serwer czy nawet urządzenia przenośne. Uzyskanie fajnego brzmienia z tak skonfigurowanego systemu jest całkiem możliwe pod warunkiem jednakowoż, że zadbamy o ostatni, piekielnie ważny element tej układanki – o kolumny.

Jeśli pokój nie jest zbyt duży, albo nie mamy za wiele miejsca, pozostaje się skupić na kolumnach podstawkowych. Jeśli chcemy z nich wydusić pełnię możliwości, to trzeba je postawić na solidnych podstawkach. Razem nie zajmą wiele miejsca, nie zdominują optycznie pomieszczenia, ale jeśli wybierzemy dobre głośniki, to ich brzmienie da nam ogromną satysfakcję z obcowania z muzyką. Jeśli czytali Państwo moje wcześniejsze bądź jakiekolwiek inne recenzje kolumn fińskiej firmy Penaudio, to powinniście już wiedzieć, że ci ludzie naprawdę wiedzą, co robią. Nie oferują najtańszych kolumn na rynku, ale też i jest im daleko do najdroższych. Są za to na pewno znakomicie wykonane, pięknie wyglądają i, jak dowiodły dwa wymienione wcześniej modele, znakomicie grają.

Testowane Rebel Two są ewidentnie mniejszymi braćmi (czy siostrami – trudno tak do końca powiedzieć) wspominanych podłogówek Rebel Three. Wyposażono je w te same przetworniki – 22mm miękką kopułkę firmy Wavecor oraz jeden (w podłogówce były dwa) 146mm woofer Seasa z papierową membraną (z papierem poddanym specjalnej obróbce). Oczywiście obudowa jest zdecydowanie mniejsza, acz posiada front dokładnie tej samej szerokości, ale wyraźnie większą głębokość. Pisałem zresztą w recenzji podłogówek, iż: "Układ głośników wydaje się sugerować, że do niewielkiej kolumny podstawkowej z tweeterem i wooferem umieszczonymi blisko siebie dodano podstawkę/obudowę, w której umieszczono drugi woofer, nieco niżej niż pozostałe przetworniki". Pokrewieństwo między tymi dwoma kolumnami jest więc naprawdę spore. Ponieważ nie ma tu osobnego woofera obsługującego najniższą część pasma, punkt podziału zwrotnicy nieco obniżono – zamiast na 4,4kHz ustawiono go na 4kHz. Nie zmienia to faktu, że to ciągle wysoka częstotliwość, która powinna dać efekt w postaci spójnego brzmienia większości instrumentów. Co ciekawe, producent podaje dokładnie takie samo pasmo przenoszenia, od 48Hz do 26kHz. Nie podaje w specyfikacji spadku w tym zakresie, a pewnie ten element pokazałby, że jednak dużo mniejsze monitorki w praktyce aż tak nisko jako podłogówki nie schodzą.

Większa część obudowy wykonywana jest z wielowarstwowej sklejki brzozowej – specjalności Penaudio, materiału rzadko stosowanego przez inne firmy na tym poziomie cenowym. Panele frontowy i tylny wykonywane są natomiast z MDF-u – wykorzystanie dwóch różnych materiałów pomaga w kontroli i wytłumianiu rezonansów. Przetworniki, jak już wspomniałem, pochodzą od uznanych producentów, podobnie jak terminale głośnikowe (świetne WBT), wysokiej klasy elementy zwrotnicy (kondensatory polipropylenowe i cewki powietrzne) czy w końcu wewnętrzne okablowanie. Wykonanie i wykończenie tych kolumn (podobnie jak w przypadku innych, z którymi miałem do czynienia) jest znakomite. Proszę mi wierzyć (bo zdjęcia tego do końca nie oddają), że ten z pozoru prosty dizajn naprawdę łapie za oko i to nie tylko audiofilów.

Jeszcze jedna kwestia – podobnie jak droższe modele, Rebel Two są równie porządnie pakowane. Czy to aż takie ważne? Oczywiście – w końcu każdy chce się cieszyć nowym zakupem w idealnym stanie. Kartony, w których te kolumny (i podstawki) są dostarczane, są wyjątkowo grube i skręcane wkrętami, a w środku wyłożone piankami. Prawdopodobieństwo, że cokolwiek się wydarzy w transporcie, jest naprawdę znikome.

Jakość brzmienia

Dla większości z Państwa, którzy mają już za sobą jakieś doświadczenia w audio, nie będzie w tym stwierdzeniu niespodzianki, ale na wszelki wypadek i tak zacznę od tej kwestii. Zważywszy na fizyczne rozmiary Rebel Two, nie oczekujcie po nich masującego wnętrzności, niskiego, potężnego basu. Owszem, trafiają się niewielkie kolumny podstawkowe, których producenci żyłują parametry, maksymalnie wykorzystują bas-refleks i faktycznie potrafią one dać wrażenie obecności niskiego basu. Jest on słabo definiowany, nieczysty, przeciągany, ale jest. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z dobrym brzmieniem. Po dotychczasowych doświadczeniach z produktami, które wyszły spod rąk fińskich inżynierów, nie przyszłoby mi nawet do głowy oczekiwać takiego grania. I faktycznie, o najniższym basie można tu zapomnieć, jest on co najwyżej lekko zaznaczony. Za to cały zakres powyżej, średni i wyższy bas jest znakomity. Kolumny co prawda pomimo niewielkich rozmiarów wcale do szczególnie łatwych do napędzenia nie należą, więc lubią, gdy trochę mocniej podkręci się głośność. Za to gdy już to zrobimy, odwdzięczą się szybkim, sprężystym, dobrze różnicowanym i definiowanym basem. Żadnego przeciągania, żadnego dudnienia z bas-refleksu – czysto, precyzyjnie, żwawo – aż chce się słuchać. Serwują sporą dawkę energii, która przydaje się w każdym rodzaju muzyki.

Ciągnie mnie ostatnio do nagrań z elektrycznymi gitarami Patha Metheny'ego, Ala di Meoli, Lee Ritenoura itd., a testowane maluchy, w nie tak przecież małym pokoju (24mkw., ponad 3m wysokości) potrafiły zagrać taką muzykę w bardzo satysfakcjonujący sposób. Nie jest to co prawda granie mocno osadzone w dole pasma, ale, jak się okazuje, nie jest to wcale potrzebne do takiej muzyki. Gitary na płytach każdego z tych panów znajdowały się oczywiście zawsze na pierwszym planie ulokowanym na linii łączącej kolumny (pierwszy plan nigdy nie jest wypchnięty przed nią). Nawet jeśli np. moje spore, 3-drożne Ubiqi Model One potrafią zagrać nieco niżej osadzone gitary elektryczne, mające więcej mięcha, to wersja Rebel Two była inna, ale wcale nie mniej interesująca. Odniosłem wrażenie, że panowie grali z nieco większym polotem, fantazją, jeszcze swobodniej niż zwykle. Gdy była taka potrzeba, gitary brzmiały ostro, a zaraz potem, w kolejnym kawałku łagodniały, przechodząc na zupełnie inne, liryczne wręcz granie, które na testowanych kolumnach wypadało wybornie.

Także towarzyszące liderom instrumenty jasno kojarzone z mocnym, niskim graniem – gitara basowa czy perkusja – nie odstawały wcale poziomem. Wbrew pozorom przez zdecydowaną większość czasu nie schodzą one wcale aż tak nisko, więc nawet tak niewielkie kolumny są w stanie je realistycznie pokazać. Może stopie perkusji czasem brakowało odrobinę łupnięcia, ale zwracałem na to uwagę jedynie sporadycznie. Przez większość czasu zajmowałem się bowiem szybkimi, sprężystymi, fajnie różnicowanymi uderzeniami w bębny albo wyznaczanym przez gitarę basową, pewnie i równo prowadzonym rytmem. To, co bardzo ważne w takiej muzyce, wysoka energetyczność i swoboda grania, występowało w tym graniu w absolutnie satysfakcjonującej formie. To ten rodzaj grania, który pobudza, ożywia słuchacza, nakręca pozytywną energią, sprawia, że nogi wystukują rytm, a i głowa wykonuje bardziej lub mniej kontrolowane ruchy w rytm muzyki. A jeśli jeszcze człowiek lubi sobie pośpiewać... Ja starałem się okazać litość domownikom i sąsiadom, ale kilka razy nie wytrzymałem i wydzierałem się ze Stevenem Tylerem czy Mickiem Jaggerem, bo i muzyki Aerosmith, i Rolling Stones sobie nie pożałowałem, mimo że przecież niby to nie jest wymarzony repertuar dla tak małych kolumn. A jednak brzmiało to naprawdę fajnie, nawet jeśli nieco lżej, że tak to ujmę, niż z moimi kolumnami.

Kolejnym bardzo ważnym i jak najbardziej spodziewanym atutem testowanych kolumn jest przestrzenność prezentacji. Kolumnom podstawkowym pewne rzeczy łatwiej jest osiągać, co nie znaczy, że wszystkie robią to równie dobrze. Mówię po pierwsze o oderwaniu się dźwięku od kolumn. Rebel Two są w tym zakresie znakomite – znikają całkowicie z pomieszczenia, żadne dźwięki nie wydają się dochodzić bezpośrednio z głośników, chyba że akurat jakiś instrument gra dokładnie w linii jednego z nich. Zostajemy więc sam na sam z muzyką i grającymi ją instrumentami. Te ostatnie rozstawione są szeroko na dużej scenie. Wielokrotnie zaskakiwały mnie dźwięki dochodzące z punktów daleko poza rozstawem kolumn, a przecież grało u mnie już naprawdę wiele różnych kolumn, więc niewiele rzeczy potrafi mnie zaskoczyć (przynajmniej na plus). I nie, nie odbierałem tego jako sztuczne rozciągnięcie sceny, wypadało to naprawdę naturalnie.

Druga kwestia to głębokość sceny, która przy ustawieniu kolumn, jakie w moim pokoju uznałem za optymalne, była i owszem spora, choć nie wybitna. Tyle że absolutnie wystarczająca, by zachwycać umiejętnym oddawaniem akustyki nagrań, budować bardzo przekonującą iluzję istnienia przede mną mniejszego czy większego (w zależności od nagrania) pomieszczenia. Pomieszczenia wypełnionego ogromną ilością powietrza, "żyjącego", tj. odbijającego dźwięki, tworzącego echo, budującego atmosferę zwłaszcza nagrań live. Dźwięki poszczególnych instrumentów, mówię o tych za pierwszym planem, osadzone były w konkretnych miejscach przestrzeni i to z nich dobiegały. I to wcale nie z jednego punktu, ale z określonego wielkością/naturą danego instrumentu wycinka przestrzeni. To naprawdę zupełnie inne słuchanie niż wtedy, gdy dostajemy podaną blisko ścianę dźwięku o mocno ograniczonej głębi, skróconych odległościach między planami i instrumentami, gdzie nawet wysoka precyzja lokalizacji źródeł pozornych nie pomaga w uzyskaniu tego naturalnego realizmu. Tu wypadało to bardzo naturalnie, łatwo mi było (pomimo wspomnianych już niedoskonałości dźwięku wynikających z fizycznych ograniczeń tych kolumn) uwierzyć, że jestem uczestnikiem wydarzeń, że widzę wszystko, co się dzieje na scenie. Za tym idzie oczywiście łatwość zaangażowania się w muzykę, przeżywania czy doświadczania jej, zamiast tylko wysłuchania tego czy innego utworu. Zresztą w ogóle sposób grania tych kolumn sprawia, że raczej nie da się ich słuchać w tle, czyli zajmując się czymś innym. No chyba, że na naprawdę niskim poziomie głośności. W przeciwnym wypadku błyskawicznie przyciągną naszą uwagę i tak już zostanie przynajmniej do końca kawałka, a gdy zacznie się kolejny, to historia się powtórzy. Te głośniki dysponują bowiem czymś, co ja nazywam "fun factor". Słowem oferują dobrą zabawę przy muzyce i nie chodzi o dyskotekowe granie, bo rodzaj muzyki nie ma znaczenia. Czy jest to pop (byle choć przyzwoicie nagrany), blues, jazz, rock (choć raczej nie hard ani metal), czy muzyka elektroniczna, soundtracki, klasyka czy opera – sposób ich prezentacji nie pozwala na obojętność. Pod tym względem przypominały mi bardzo kolumny kanadyjskiego Brystona, model Mini-A.

Podobnie jak w przypadku poprzednio testowanych modeli Penaudio, także Rebel Two mają bardzo wiele do zaoferowania w zakresie średnicy. Stąd z równie wielką przyjemnością, jak opisanej wyżej muzyki elektrycznej, słuchałem wokali i nagrań akustycznych. Te pierwsze brzmiały namacalnie, ale i precyzyjnie, mocno, ale jednocześnie delikatnie, bez cienia choćby nachalności. Czarowały naturalną barwą i fakturą, otwartością i swobodą. Sporo było w nich powietrza, a zaskakująco (zważywszy na cenę tych kolumn) duża ilość informacji i dobra rozdzielczość sprawiały, że brzmiały bardzo realistycznie, prawdziwie. Mimo że, jak każde kolumny tej wielkości, Rebel Two mają balans tonalny przesunięty lekko w górę, to głosom nie brakowało wypełnienia, masy, miały pełne, mocne brzmienie, nigdy nie były rozjaśnione ani nosowe. Nawet sybilanty, naturalny element wielu głosów, brzmią naturalnie, czyli w sposób, który automatycznie przyjmujemy jako coś oczywistego, na co nie zwraca się w ogóle uwagi.

Wiele godzin spędziłem z Penaudio, słuchając nagrań nowoorleańskiego jazzu czy moich ukochanych gitar akustycznych. Ta pierwsza opiera się w dużej mierze na dęciakach, a te okazały się kolejną specjalnością testowanych kolumn. Trąbki, puzony czy saksofony to prawdziwe kameleony, które dysponują ogromnym zakresem dźwięków, jakie najlepsi muzycy potrafią z nich wydobyć. Raz brzmią matowo, gładko, a w innym kawałku sypią się z nich skry. O ile te pierwsze kawałki większość kolumn pokazuje bez problemu, o tyle z tym drugim rodzajem już nie wszystkie radzą sobie tak dobrze, zwłaszcza z poziomu cenowego Rebel Two. Ich miękka kopułka potrafi, gdy trzeba, zaserwować ostrawe, chropowate, wyjątkowo dźwięczne brzmienie, którego dęciaki czasem wymagają. A ponieważ, o czym pisałem wcześniej, jest w tym graniu dużo oddechu, otwartość, dbałość o świetne oddanie otoczenia akustycznego, więc żywy, rytmiczny jazz, w którym nawet przy nagraniach studyjnych czuje się tą niesamowitą, radosną, energetyzującą atmosferę Nowego Orleanu wypada doskonale. Pewnie, że gdy czasem wejdzie tuba, chciałoby się, żeby odezwała się mocniej, głębiej, że tak powiem, no ale nie można mieć wszystkiego, a takie drobiazgi nie są w stanie w żaden sposób popsuć wielkiej frajdy z obcowania z tą niezwykłą muzyką. Wspomniane nagrania klasycznych i akustycznych gitar to osobna bajka. Sporo płyt Paco de Lucii, Paco Peny i innych przesłuchałem, korzystając z przekonującego, naturalnego brzmienia serwowanego ochoczo przez testowane kolumny. Była w tym dbałość o szczegóły, o dobre proporcje strun i pudła, o wybrzmienia, o szybkość ataku i dobre podtrzymanie, o harmoniczne i o wiele innych malutkich elementów, które składały się na momentami zapierającą dech w piersiach prezentację flamenco.

Penaudio imponowały mi również umiejętnością różnicowania nagrań. Nie są to jakoś szczególnie analityczne kolumny, a jednak choćby na płycie "The 50 greatest tracks" Luciano Pavarottiego zawierającej nagrania z różnych miejsc, okresów i etapów kariery mistrza w ciemno mogłem wskazywać chronologię realizacji. Do dyspozycji miałem bowiem zarówno mnóstwo informacji o sposobie realizacji nagrania, a ten zmieniał się przecież na przestrzeni lat, jak i o głosie oraz umiejętnościach maestra, które także ewoluowały, dojrzewały w kolejnych latach. Również wykazanie różnic między np. albumami Pink Floyd wydanymi 30 lat temu a współczesnymi remasterami nie stanowiło dla testowanych kolumn większego wyzwania. A pamiętajmy, że to kolumny za 6.500 złotych, słowem nie z jakiejś zawrotnie wysokiej półki. Zastosowane w nich przetworniki są bardzo dobre, ale nie należą wcale do najwyższej ligi dostępnych na rynku. A jednak fińscy inżynierowie stworzyli z ich pomocą wartość zdecydowanie wyższą, niż można by zakładać. Tak dobre różnicowanie na tym poziomie może nie jest jedyne w swoim rodzaju, ale też nie jest bynajmniej normą i wyróżnia Rebel Two pośród większości konkurentów z tej półki cenowej. Nie dość więc, że świetnie grają i wyglądają, to na dodatek ów mityczny stosunek klasy brzmienia do ceny mają naprawdę wysoki.

Podsumowanie

Zacząłem od stwierdzenia, że osoby szukające możliwości uzyskania brzmienia wysokiej klasy w niewielkim pokoju muszą, oprócz dobrej elektroniki, zadbać także o bardzo dobre kolumny. To one bowiem ostatecznie decydują o tym, co słyszymy. Wnioski z tego testu są więc dość proste. Jeśli macie kilkunastometrowy, a nawet i dwudziestoparometrowy (jak mój) pokój i poszukujecie niewielkich kolumn grających z klasą, które na dodatek świetnie wyglądają, to powinniście posłuchać Penaudio Rebel Two. Łączą one bowiem zaskakujące w tej klasie cenowej wyrafinowanie z wysoką energetycznością, gładkość i spójność z zadziornością (gdy trzeba). Dają ogromną frajdę ze słuchania niemal każdej muzyki, gdzie owo "niemal" dotyczy tylko tych nagrań, które mocno opierają się na najniższym basie. Tego z racji swoich rozmiarów zagrać nie potrafią. Za to od średniego basu w górę brzmienie jest czyste, bardzo dobrze definiowane i różnicowane. To naturalne i wciągające granie, któremu nie sposób się oprzeć. Te kolumny nie bardzo nadają się do przygrywania w tle – szybko łapią za serce i porywają w świat muzyki. Świetne granie!

Werdykt: Penaudio Rebel Two

★★★★★ Niewiele znam małych i relatywnie niezbyt drogich kolumn, które dają tyle frajdy z obcowania z muzyką co Rebel Two