Pioneer SE-CH9T

Pioneer SE-CH9T Test

Pioneer uzupełnił niedawno ofertę słuchawek modelami dousznymi, a my postanowiliśmy sprawdzić, czy SE-CH9T mają szansę podbić serca (i uszy) miłośników mobilnego audio

  • Data: 2017-06-20

Firma Pioneer systematycznie wzbogaca swój katalog słuchawek dedykowanych do odsłuchu plików wysokiej rozdzielczości. Po bardzo udanych modelach wokółusznych SE-MHR5 (zob. nr 12/2016 HFC&HC) oraz SE-MS7BT (zob. nr 1/2017) japoński producent zdecydował się wprowadzić do oferty stosunkowo tanie douszne SE-CH5T oraz SE-CH9T. O tych ostatnich niebawem może zrobić się głośno.

Budowa

Wygląd modelu SE-CH9T to niezbity dowód na to, że wszechobecny w branży technologicznej proces miniaturyzacji na dobre wkroczył w sferę mobilnego audio. Postęp w tej dziedzinie jest nadzwyczajny, bo producenci cały czas "dokręcają śrubę" i proponują coraz to nowe ulepszenia. Pioneer nie zostaje w tyle. W opisywanych tu słuchawkach dousznych zastosował kilka ciekawych "patentów", którymi chwali się w materiałach prasowych. Do najważniejszych należy port Airflow Control, który separuje średnie i niskie częstotliwości, pomagając wydobyć ze średnicy maksimum szczegółów. Za precyzyjny i głęboki bas ma z kolei odpowiadać połączenie mosiężnej końcówki dousznej oraz aluminiowej tulejki – rozwiązanie to eliminuje rezonans i wibracje, które mogą "rozmazywać" dźwięki o niskich częstotliwościach. Zastosowane miniaturowe głośniki o średnicy 9,7mm są ponoć w stanie odtwarzać dźwięki o częstotliwości powyżej 40kHz, co predestynuje opisywane słuchawki do odsłuchu muzycznych formatów wysokiej rozdzielczości. Z bardziej przyziemnych spraw należy wspomnieć o odłączanym, przyjemnym w dotyku kablu (zastosowano konektory MMCX; w razie uszkodzenia kabel można bardzo łatwo wymienić) i sposobie jego prowadzenia za uchem, minimalizującym efekt mikrofonowy (słuchawki należy umieścić w uszach w taki sposób, aby napis Pioneer był w poziomie). Specjalnie spleciony, kabel zapobiega także tworzeniu się pętli, co ma znaczenie zwłaszcza w czasie ruchu. Prosty pilot z mikrofonem, działający z urządzeniami opartymi na Androidzie/iOS-ie, świadczy o tym, że najodpowiedniejszym towarzyszem dla SE-CH9T będzie smartfon. Najlepiej taki z Androidem na pokładzie, zdolny do odtwarzania plików hi-res (w końcu takie jest główne przeznaczenie opisywanych tu słuchawek), ewentualnie odtwarzacz XDP-300R Pioneera (też oparty na Androidzie, ale rzecz jasna pozbawiony funkcji telefonu). iPhone w zasadzie odpada i to podwójnie – najnowszy, oznaczony nr. 7, w ogóle nie ma wejścia słuchawkowego, a starsze modele, wyposażone w gniazdo 3,5mm, i tak są w stanie odtworzyć co najwyżej sygnał 16/48. Podczas testu słuchawki Pioneera pracowały przede wszystkim z Samsungiem Galaxy S7, a w mniejszym stopniu z DAP-em Questyle'a QP1R.

Jakość brzmienia

Słuchawkom Pioneer SE-CH9T zdecydowanie bliżej do modelu SE-MS7BT niż SE-MHR5 – prezentują one brzmienie analityczne, szybkie, precyzyjne i dynamiczne. Skupione na ataku, detalach i artykulacji, a nie dosładzaniu czy pompowaniu gargantuicznego basu. Osobiście uznaję to za zaletę – zwarte, dobrze utwardzone niskie tony wybornie podkreślają rytm i lepiej definiują bas, w związku z czym dźwięki gitary basowej czy kontrabasu mają wyraźniejsze krawędzie i wydają się przez to bardziej autentyczne. Od razu należy też zaznaczyć, że kluczowe dla sposobu podania basu będzie dobranie odpowiednich wkładek – za małe mogą nie wydobyć odpowiedniego zejścia i masy niskich tonów, kładąc nacisk na górę pasma.

Słuchawki SE-CH9T nie ocieplają brzmienia, ale nie znaczy to, że jest ono ubogie pod względem barw. Te są żywe i stosunkowo jasne, co wzmacnia poczucie obcowania z prawdziwym bogactwem dźwięków, zwłaszcza w zakresie wysokotonowym. Soprany są odważne, acz pozbawione metaliczności czy przesadnej szorstkości. Także średnicy takie "strojenie" wychodzi na dobre. Zakres ten jest czysty i swobodny, nie brakuje mu ani nasycenia, ani otwartości, nie można też narzekać na brak cech o zabarwieniu emocjonalnym. Zarówno barwa wokali (Patricia Barber, "Monday Night Live At The Green Mill Volume 3", FLAC 24/96), jak i instrumentów smyczkowych (The London Haydn Quartet, "String Quartets Op 33" FLAC 24/96) odtwarzanych czy to na Galaxy S7, czy na DAP-ie Questyle'a była bliska neutralności.

SE-CH9T prezentują scenę czytelnie i tworzą całkiem sugestywne obrazy dźwiękowe zgodnie z zamiarami realizatora, zarówno wewnątrz głowy – co jest w pełni zrozumiałe z uwagi na ich budowę i sposób umieszczenia w zewnętrznym przewodzie słuchowym – jak i, w pewnym stopniu, na zewnątrz, czemu towarzyszy nienaganna stereofonia. Świetnie to słychać chociażby w utworze "The Girl From Ipanema" tria Oscara Perersona ("We Get Request", DSD64) – wewnątrz głowy, czyli na środku sceny jest zlokalizowany fortepian, zaś perkusja z lewej i kontrabas z prawej "wychodzą" na zewnątrz. W podobny sposób scenę tę rekonstruują kolumny głośnikowe.

Podsumowanie

Jeśli lubicie modele douszne, koniecznie wypróbujcie SE-CH9T. Słuchawki te pokażą, na co je stać i ile tak naprawdę są warte dopiero z bardziej zaawansowanymi mobilnymi źródłami dźwięku, zdolnymi do odtwarzania plików hi-res, ale nawet z budżetowymi smartfonami powinny ujawnić przynajmniej kilka cech, które – jestem o tym przekonany – zyskają Waszą przychylność.

Werdykt: Pioneer SE-CH9T

★★★★★ Jeden z ciekawszych modeli dousznych w tej cenie, wart podłączenia do jak najlepszego smartfona