Roksan Caspian M2

Roksan Caspian M2 Test

Czy końcówka mocy w połączeniu ze wzmacniaczem zintegrowanym to dobry pomysł? Sprawdzamy to na przykładzie urządzeń Roksana z serii Caspian M2

  • Data: 2017-09-05

Stare porzekadło mówi, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. W audio sprawdza się to aż za dobrze. Kto raz zakosztował audiofilskiego brzmienia, ten będzie szukał możliwości jego poprawy i ulepszał system w nieskończoność. Sposobów jest wiele – od najbardziej oczywistej wymiany elektroniki i kolumn przez kable po ustroje akustyczne, stoliki, stopy antywibracyjne, bezpieczniki i niejednokrotnie naprawdę osobliwe akcesoria. Jeśli już ktoś decyduje się na wymianę elektroniki, to rzecz jasna najlepiej zastąpić poszczególne "klocki" innymi – lepszymi, a to oznacza zwykle, że także sporo droższymi. Jednak nie każdy i nie zawsze może sobie na to pozwolić. Czasami osoby, które połknęły bakcyla audio i szukają oszczędności, decydują się na sprzęt z drugiej ręki, nierzadko po uprzednim odsprzedaniu któregoś z elementów swojego systemu, inni z kolei zastanawiają się, jak nie pozbywając się posiadanych urządzeń, w sposób istotny podnieść klasę brzmienia systemu. Jedno z możliwych rozwiązań podsuwają sami producenci wzmacniaczy zintegrowanych, proponując stereofoniczne bądź monofoniczne końcówki mocy. Czy faktycznie dokupienie wzmacniacza mocy i zastosowanie bi-ampingu/bi-wiringu zmieni dźwięk na lepsze? Aby odpowiedzieć na to pytanie, postanowiliśmy do integry Roksana Caspian M2 podłączyć dedykowaną końcówkę mocy. Efekt okazał się tyleż skuteczny, co zaskakujący.

Budowa

Opis budowy wzmacniacza zintegrowanego Caspian M2, podobnie jak jego brzmienia, znalazł się w numerze 7–8/17 HFC&HC – w tym miejscu zajmiemy się tylko końcówką mocy. W gruncie rzeczy mamy tu powtórkę z integry, zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Wykorzystano obudowę o identycznym wyglądzie i gabarytach, z charakterystycznie ściętymi krawędziami i szeregiem podłużnych otworów wentylacyjnych. Minimalistyczny front jest tak samo wyfrezowany i podzielony na trzy części. Zamiast chromowanych gałek i przycisków mamy tylko dwie diody, które w trybie standby świecą na zielono, w czasie pracy na czerwono, a gdy wzmacniacz nie wykrywa sygnału – na pomarańczowo. Włącznik jest tylko jeden, mechaniczny, umieszczony od spodu po lewej stronie i niezbyt wygodny w użyciu z uwagi na niewysokie nóżki. Po wykryciu sygnału wzmacniacz włącza się automatycznie, a mniej więcej 20 minut jego bezczynności uruchamia funkcję standby.

Tylna ścianka jest siłą rzeczy uboższa niż w integrze. Obok zintegrowanego z bezpiecznikiem gniazda IEC zamontowano pojedyncze gniazda głośnikowe. Tym razem można zapomnieć o widełkach, ponieważ gniazda mają wysokie plastikowe kołnierze. Zostają więc banany, ewentualnie gołe kable. Na środku tylnej ścianki wycięto otwory wentylacyjne, dalej umieszczono trzpień uziemiający, który może się przydać przy podłączaniu gramofonu (integra ma identyczny), wyjście na XLR-ach, wyjście i wejście RCA oraz wejście XLR (to ostatnie działa zamiennie z RCA – do przełączenia służy mały łącznik).

Wnętrze, jak już wspomniałem, także wygląda znajomo. Lewą część zajmuje spory 350VA toroid firmy Foshan, który przymocowano do obudowy za pośrednictwem grubego krążka wygaszającego wibracje własne transformatora i minimalizującego przenoszenie drgań na obudowę. Środek zajmuje tunelowy radiator, po którego lewej stronie, na metalowym wsporniku zamocowano mały wentylator, po prawej zaś tranzystory. Identycznie jak w przypadku integry, układ zmontowano powierzchniowo, wykorzystując głównie elementy dyskretne. Uwagę zwracają dwa kubki elektrolitów Samwha (8200µF/80V – identyczne wykorzystano w integrze). W pobliżu gniazd wejściowych i wyjściowych pracują parami układy driverów linii SSM2142 i SSM2143, a tuż obok scalaków miniaturowe przekaźniki Axicom IM03.

Konfiguracja

W broszurze dołączonej zarówno do integry, jak i końcówki mocy znajdziemy rysunek przedstawiający zalecane przez producenta połączenie w... tri-ampingu. To idealne rozwiązanie dla tych, którzy posiadają duże, trudne do wysterowania, trójdrożne kolumny głośnikowe. Oczywiście wtedy oprócz integry potrzebne są aż dwie końcówki mocy. Bi-amping jest prostszy – do wyjścia pre-out integry podłączamy końcówkę mocy. Jeśli nie dysponujemy dwoma identycznymi wzmacniaczami, nie ma większego sensu stosowanie tzw. bi-ampingu pionowego (zob. Warto wiedzieć). Najlepszym rozwiązaniem jest wówczas podłączenie poziome – osobne zasilenie wooferów i tweeterów posiadanych kolumn. Aby tego dokonać, należy zaopatrzyć się w dodatkową parę kabli głośnikowych. W systemie, z którego korzystałem, pracowały dwudrożne monitory marki ATC, model SCM 7 MkII. Mogłoby się wydawać, że tak niewielkie kolumny nie skorzystają specjalnie z dodatkowego wzmacniacza, jednak model ten, podobnie zresztą jak wszystkie kolumny marki ATC, jest bardzo łasy na prąd i nawet kilka dodatkowych watów robi dość wyraźną różnicę. W testowanej konfiguracji integra zasilała tweetery – prąd doprowadzały do nich kable głośnikowe Furutecha µ-2T. Z kolei integra zasilana była za pośrednictwem "prądówki" Furutecha FP-3TS762. Końcówka mocy Caspian M2 zasilała woofery kolumn – do jej okablowania wykorzystałem set z serii Purple Rain polskiego producenta Melodika, a konkretnie kabel głośnikowy MDSC2525, zasilający MDP15 oraz interkonekt MD2R10 (ten ostatni do połączenia integry z końcówką mocy).

Jakość dźwięku

Kto po bi-ampingu spodziewa się efektu wypluwania przez kolumny membran głośników na podłogę i ich "błagania o litość", ten się zdziwi. To ważna lekcja i warto wyciągnąć z niej naukę. Końcówka to nie młockarnia decybeli. Mocy przy bi-ampingu oczywiście nie brakuje, ale zmiany, i to wyraźne, idą w innym kierunku – ukulturalnienia i "ucywilizowania" dźwięku, czemu towarzyszy ogólne poczucie, że możemy więcej, w tym także głośniej. Wszystko to, o czym pisałem przy okazji integry M2, zostaje, jest jakby fundamentem, początkiem dźwięku jako takiego. Ale też wszystkiego jest właśnie więcej, brzmienie staje się bardziej intensywne i namacalne.

Słowem-kluczem jest tu wspomniana kultura dźwięku. W większym stopniu promowane są takie aspekty brzmienia, jak delikatność i subtelność. Poszczególne dźwięki podążają do przodu swoim jakby przyrodzonym, naturalnym rytmem, lekko, płynnie, bez żadnego wysiłku. Nie trzeba się trudzić, by "wejść" w przekaz, bo jest w nim jakaś swoboda i, że tak to ujmę, brak zobowiązań. Zyskują na tym zwłaszcza dobrze zrealizowane nagrania. Zamiast czystej energii, nasycenia mocą, bezpośredniości i, przepraszam za sformułowanie, tzw. pierdyknięcia, dostajemy coś znacznie bardziej subtelnego, ale też wyjątkowego, czego sama integra nie jest w stanie zapewnić. To pewien rodzaj spokoju, szlachetność i klarowność, dzięki którym muzyka staje się jeszcze bardziej sugestywna i fascynująca. Wrażenie możliwości zanurzenia się w nią i słuchania jej w nieskończoność jest bardzo silne.

Tonalnie zostajemy po ciepłej stronie. Nie ma tu nawet cienia natarczywości czy bezwzględnej analityczności. W porównaniu z integrą przekaz jest jeszcze bardziej nasycony i gęsty, ale też wystarczająco przejrzysty, by nie tracić z pola widzenia ważnych szczegółów. Dostajemy coś więcej niż płaskie źródła pozorne, choć do prawdziwie trójwymiarowych brył jeszcze trochę brakuje. Dźwięk ochoczo odrywa się od głośników. Marimba z początku utworu "Jest nie ma" Krystyny Stańko, z płyty "Kropla słowa", została zlokalizowana jakiś metr przed kolumnami, nieco po lewej stronie, prawie "na wyciągnięcie ręki". Integra umiejscowiła ją w podobny sposób, ale dopiero z dwoma wzmacniaczami instrument ten zyskał realną wielkość, a każdą z uderzanych sztabek można było niemal pokazać palcem.

A co ze zjawiskami przestrzennymi, na które "narzekałem" trochę, opisując integrę? Choć dominuje ogólne wrażenie kultury i subtelności brzmienia, to przekaz nie jest rozcieńczany większą ilością powietrza. Głębia i szerokość sceny są ładnie zaznaczone, aczkolwiek brakuje nieco tego nieuchwytnego fluidu, pewnego rodzaju lekkości, jakby ostatecznego otwarcia okna dźwiękowego. Najwyraźniej Roksan ma swoją koncepcję, w której ważniejsza jest niepodzielność sceny, jej zwartość. Bez wątpienia sprzyja to umiejętności do przekazania właściwych proporcji instrumentów. Pozostaje mi jedynie żałować, że nie miałem możliwości sprawdzenia, jak te dwa urządzenia poradziłyby sobie z większymi kolumnami. Bardzo możliwe, że w takim zestawieniu zarówno przestrzeń, jak i wielkość instrumentów byłyby pokazane w jeszcze bardziej hipnotyzujący sposób.

Warto wiedzieć

Dwa identyczne wzmacniacze stereofoniczne pozwalają na zastosowanie konfiguracji albo poziomej, albo pionowej. W pierwszym wypadku jedno z urządzeń obsługuje tweetery kolumn, a więc zakres wysokich częstotliwości, a drugie woofery, zajmując się tylko zakresem częstotliwości niskich oraz średnich. Konfiguracja pionowa polega z kolei na takim podłączeniu obu wzmacniaczy, aby jeden z nich obsługiwał jedną kolumnę, a drugi drugą. W takim wypadku jeden kanał danego wzmacniacza zasila sekcję wysokotonową, zaś drugi kanał sekcję nisko-średniotonową.

Podsumowanie

Porównań ciąg dalszy. Integra jest jak pierwsza randka. Wiecie, kolacja i dyskretny pocałunek. Chcecie więcej? Z końcówką mocy zaliczycie dogłębne poznanie, unikając przy okazji krępującego milczenia, bo przecież będzie czego słuchać. Werdykt dotyczy tak naprawdę połączenia końcówki mocy Caspian M2 z integrą z tej samej serii. Zestawienie to pozwala na osiągnięcie kolejnego stopnia dźwiękowego "wtajemniczenia", w związku z czym zasługuje na naszą rekomendację.

Werdykt: Roksan Caspian M2

★★★★★ Zakup najpierw integry, a następnie (po jakimś czasie) końcówki mocy pozwala na uzyskanie brzmienia lepszego o klasę w sposób niepustoszący gwałtownie kieszeni