Teac TN-300

Teac TN-300 Test

Relatywnie niedrogi japoński gramofon może być wstępem do świata analogu dla początkujących winylofilów

  • Data: 2017-04-19

Moda na płyty winylowe zdaje się przybierać na sile i coraz więcej osób, zwłaszcza młodych, rozważa zakup gramofonu. Zdecydowanie odradzamy kupowanie najtańszych modeli rodem z dyskontów, gdyż mija się to z celem. Ale wydawanie mnóstwa pieniędzy na sprzęt z wysokiej półki w przypadku, gdy nie jesteśmy doświadczonymi melomanami, także nie ma większego sensu, chyba że jesteśmy szczęśliwcami, którzy nie wiedzą, co robić z forsą i któregoś dnia zapragniemy sprawić sobie przyjemność, nabywając ekskluzywny gramofon. Zejdźmy jednak na ziemię i zajmijmy się urządzeniami dla stawiających swoje pierwsze kroki w świecie analogu. To właśnie do nich jest skierowana oferta firmy Teac, a konkretnie opisywany tu model TN-300. Dlaczego na ten gramofon powinniście Państwo zwrócić uwagę? Otóż w zestawie dostajemy od razu wkładkę oraz przedwzmacniacz gramofonowy i to z wyjściem USB! Do tego sam gramofon jest bardzo estetycznie wykonany i dostępny w sześciu wersjach kolorystycznych, co powinno ułatwić negocjacje z pozostałymi domownikami, jeśli będziemy chcieli zostawić go u siebie. Oczywiście gramofon ma pokrywę przeciwkurzową, umocowaną na zawiasach ze sprężynami, co znakomicie ułatwia jej otwieranie.

Jeszcze kilka słów o firmie Teac. Istnieje ona od 1953 roku, kiedy to została założona w Japonii jako Tokyo Electronic Acoustic Company przez braci Tani. Od tamtej chwili produkuje niebanalne urządzenia audio, także dla rynku profesjonalnego pod nazwą Tascam oraz high-endowe urządzenia audio pod marką Esoteric. Być może firma bardziej kojarzy się Państwu z magnetofonami, szczególnie szpulowymi, czy odtwarzaczami płyt CD/SACD ze względu na doskonałe, niemal pancerne napędy optyczne. Tak, to są te najbardziej znane produkty japońskiego producenta, ale zdecydowanie nie jego pełne portfolio. W katalogu znajdziemy też gramofony, przetworniki, streamery, odtwarzacze CD, wzmacniacze czy w końcu zestawy wszystko w jednym (all-in-one). Do naszego testu trafił gramofon ze środka aktualnej oferty firmy – TN-300.

Design i funkcjonalność na równi z brzmieniem

Tak jak wspomniałem wcześniej, testowany model znajduje się niemal idealnie w połowie oferty katalogowej Teaca. Większość modeli jest wyposażona we wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy, z wyjątkiem TN-550, choć i ten można kupić z phonostage'em jako TN-570. Testowany TN-300 ma aluminiowe ramię z prostą rurką i wygiętą główką (headshellem). Ramię ma typową długość, ok. 9 cali, i regulowaną przeciwwagę oraz magnetyczną regulację anti-skatingu. Talerz w Teacu jest solidny, aluminiowy, przykryty gumową matą. Napęd zrealizowany jest typowo dla tej klasy gramofonów, a mianowicie pod talerzem ukryto synchroniczny silnik przekazujący moment obrotowy bezpośrednio na talerz, gdzie wytoczono odpowiedni okrąg o średnicy mniej więcej o połowę mniejszej niż talerza, za pomocą gumowego paska. Co ciekawe, zmiany prędkości oraz włączenie/wyłączenie silnika następuje przy pomocy dwóch sporej wielkości aluminiowych pokręteł umieszczonych na plincie gramofonu, po prawej stronie ramienia. Sama podstawa jest jednoczęściowa, dostępna w sześciu odmianach kolorystycznych, usadowiona na czterech solidnych, aluminiowych nóżkach umożliwiających jej wypoziomowanie. W standardzie producent proponuje wkładkę MM Audio Technica AT95E.

Wbudowany przedwzmacniacz umieszczono pod plintą, od tyłu. Ma standardowe wyjście RCA oraz USB. Istotny jest jeszcze przełącznik umieszczony obok tych gniazd – pozwala on na wybór sygnału na wyjściu RCA; możemy przesłać tam sygnał bezpośrednio z wkładki i podłączyć zewnętrzny przedwzmacniacz, lub skorzystać z wbudowanego phonostage'a – otrzymamy wtedy sygnał liniowy, który możemy przesłać do każdego wzmacniacza.

Tanio i dobrze

Na początku postanowiłem sprawdzić, jak radzi sobie wbudowany preamp gramofonowy i podłączyłem TN-300 bezpośrednio do wejścia liniowego. Teac zagrał całkiem sensownie, oczywiście nie był to poziom grania choćby mojego iPhono, ale myślę, że nie byłby bez szans, stając w szranki z porównywalnymi cenowo produktami Pro-Jecta czy Cambridge Audio. Ale dzięki prostemu przełącznikowi możemy podpiąć pod testowany gramofon dowolny przedwzmacniacz, w łatwy sposób polepszając brzmienie całości. Testy przeprowadziłem więc, korzystając z mojego dyżurnego przedwzmacniacza, żeby lepiej porównać TN-300 z innymi gramofonami, których mogłem u siebie posłuchać.

Przy cenie jaką trzeba zapłacić za Teaca, nie spodziewałem się specjalnych fajerwerków brzmieniowych, ale ten gramofon bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Zagrał bardzo równo, bez uprzywilejowania żadnego z podzakresów, z niezłą rozdzielczością i przestrzenią. Oczywiście rozpatruję te elementy w odniesieniu do ceny i innych gramofonów z początków katalogów innych producentów, których miałem okazję słuchać. Tak jak wcześniej Music Hall, tak i Teac postawił raczej na podanie muzyki jako pewnej całości, bez wydzielania poszczególnych elementów. Dźwięk miał też odpowiednią dawkę "analogowości", ale uzyskanej nie kosztem rozdzielczości czy pasma – tutaj, tak jak w droższych urządzeniach, ta cecha wynika z pewnej gładkości reprodukcji.

Ten wstępny odsłuch przeprowadziłem, słuchając nowego nabytku płytowego – "Kind of Blue" Milesa Daviesa. Ponieważ Teac zaproponował całkiem fajne brzmienie, postanowiłem wrócić do kilku albumów słuchanych wcześniej z Music Hallem czy Transrotorem. Jazz i rock w wykonaniu e.s.t i Johna Meyera potwierdziły gładkość brzmienia, ale pokazały też granice sceny dźwiękowej i pasma przenoszenia. Scena ograniczyła się do przestrzeni między kolumnami i nie sięgała zbyt głęboko. Ale lokalizacja źródeł pozornych na tej scenie była bardzo dobra, a jedyne czego trochę brakowało, to więcej powietrza między muzykami, acz na tym pułapie cenowym to normalne, więc się nie czepiam.

Bas był całkiem dobrze kontrolowany i wypełniony. Kontrabas i gitara basowa brzmiały bardzo dobrze, można było śledzić wirtuozerię gry basistów. Późniejsze odsłuchy z muzyką Kraftwerk i Dead Can Dance potwierdziły moje spostrzeżenia, pokazując jednak, że niskie rejestry nie sięgają tak głęboko w dół, jak w innych, droższych gramofonach, które niedawno testowałem. Przy takiej muzyce trzeba też wspomnieć o rytmice. Tutaj nie miałem żadnych zastrzeżeń, wszystko miało taki timing, jak potrzeba.

Wysokie były dźwięczne, dość mocno podane, ale bez zapiaszczenia. Może na samej granicy od góry trochę brakowało otwartości, ale nie było to coś zwracającego szczególną uwagę. Blachy perkusistów miały odpowiednią wagę i wybrzmienia. Przejdźmy jednak do średnicy. Tutaj moją uwagę przykuła rozdzielczość, która była lepsza niż się spodziewałem. Wokale były podane naturalnie, bez specjalnego nacisku, ale z odpowiednią dla analogu gładkością. Bardzo fajnie to Japończycy poukładali w tym gramofonie.

Tak, testowany gramofon okazał się dość dużym zaskoczeniem, bo pomimo niskiej, jak na tego typu sprzęt, ceny zagrał bardzo równym i dojrzałym dźwiękiem. Oczywiście, że w każdym aspekcie brzmienia można znaleźć urządzenie, które zagra lepiej, ale na pewno nie za takie pieniądze! Poza tym możemy w łatwy sposób poprawić jego brzmienie poprzez zmianę niektórych komponentów, np. wkładki. Audio Technica AT95E to popularna, ale niezbyt wyrafinowana wkładka, więc gdy wejdziemy głębiej w świat analogu i zdobędziemy trochę doświadczenia, to możemy trochę poeksperymentować w podniesieniu dźwięku na wyższy poziom właśnie poprzez zmianę wkładki na lepszą. Taka zmiana będzie na pewno słyszalna natychmiast.

Podsumowanie

Dawno nie miałem okazji słuchać żadnego produktu firmy Teac. I chyba powinienem żałować, bo testowany gramofon okazał się bardzo sympatycznym produktem. Świetnie wyposażony, naprawdę niedrogi, a wbudowany przedwzmacniacz może być wystarczający do postawienia pierwszych kroków w świecie analogu. Sam gramofon jest łatwy w obsłudze, bo choćby prędkości przełączymy pokrętłem, zapewni więc na pewno wiele satysfakcji swoim nabywcom. Polecam go wszystkim z niezbyt wygórowanym budżetem, a już koniecznie osobom, które oprócz brzmienia analogu cenią sobie ładny wygląd.

Werdykt: Teac TN-300

★★★★★ Świetny zestaw dla początkujących miłośników czarnych płyt. Jeśli ktoś znalazł na strychu lub w piwnicy swoje stare płyty, to będzie to dla nich świetny partner, na pewno o wiele lepszy niż reaktywowane relikty z czasów PRL-u