Yamaha R-N303D

Yamaha R-N303D Test

Czy zakup stereofonicznego amplitunera sieciowego ma sens? Sprawdzamy to na przykładzie R-N303D marki Yamaha

  • Data: 2017-10-05

Yamaha przygotowała ostatnio sporo nowości, wśród których znalazły się zarówno tak zaawansowane amplitunery, jak flagowy 9.2-kanałowy RX-A3070, jak i urządzenia bardziej przystępne cenowo: R-N803D oraz R-N303D. Ten ostatni jest trochę nietypowy, bo ma tylko dwa kanały. Nie jest to więc "zabawka" dla kinomaniaków tylko propozycja dla tych, którzy rozglądają się za jednym urządzeniem łączącym wzmacniacz zintegrowany, streamer i tuner FM/DAB+, przeznaczonym do słuchania muzyki.

Można się oczywiście zastanawiać, czy kupowanie amplitunera stereo ma sens. Czy nie lepiej zdecydować się na osobne urządzenia? To zależy od przyjętego kryterium, ale jeśli ktoś ma do wydania tylko 1800zł, to z pewnością musi wszystko na spokojnie przerachować. Spójrzmy na ceny z aktualnego (połowa września 2017r.) katalogu Yamahy. Najtańszy wzmacniacz zintegrowany, A-S201, kosztuje obecnie (po obniżce) ok. 750zł – oferuje on identyczną jak R-N303D moc 2x140W, a ponadto dedykowane wejście gramofonowe dla wkładek MM, czyli wbudowany prosty phonostage, i możliwość włączenia trybu Pure Direct, a więc przekazania sygnału bezpośrednio na końcówkę mocy, z pominięciem obwodów kontroli barwy i balansu dźwięku (te funkcje w recenzowanym amplitunerze pominęto). Z kolei budżetowy odtwarzacz sieciowy WXAD-10 o "podstawowej" funkcjonalności (w odróżnieniu od R-N303D nie odtwarza plików DSD i nie ma wejść cyfrowych) to wydatek niespełna 800zł; gdyby komuś zależało na urządzeniu bardziej zaawansowanym, powinien zainteresować się kolejną nowością Yamahy – streamerem NP-S303, acz jest to już urządzenie dwukrotnie droższe. Decydując się na zakup wzmacniacza A-S201 i streamera WXAD-10, na tuner FM/DAB i jakiś sensowny interkonekt zostaje ok. 250zł... Nawet jeśli komuś nie zależałoby na nowym tunerze (jedyna "hybryda" FM/DAB w ofercie Yamahy, T-D500, kosztuje prawie 1400zł), to i tak porywałby się z motyką na słońce – cały czas zakładając, że chciałby wydać tyle, ile kosztuje R-N303D. Zakup amplitunera stereo wyposażonego w najnowocześniejsze funkcje sieciowe i tuner FM/DAB jest więc zdecydowanie bardziej opłacalny. Oczywiście pod warunkiem, że jego obsługa i brzmienie są w pełni satysfakcjonujące. A jak pod tym względem sprawuje się R-N303D?

Budowa i funkcjonalność

Ten wygląd znamy już od lat, więc można powiedzieć, że jest klasyczny. Nawet podwójnie, bo nawiązuje przecież do vintage'owych urządzeń Yamahy w rodzaju CA-2010 czy CA-810. W projekt urządzeń z dolnej półki cenowej musiał się wtrącić "Księgowy" – to dlatego nie mają one drewnianych boczków, a głębokie podłużne pokrętła zastąpiono (również wydłużonymi) "klikaczami". Pomimo wszystkich cięć udało się zachować styl retro, który od ładnych kilku już lat cieszy się zainteresowaniem klientów. I nawet jeśli te nowe urządzenia (cały czas mowa o tzw. "entry level", czyli budżetówce) nie mają "duszy", bo np. zastosowano cienką blachę czy plastik imitujący szczotkowany metal, to prezentują się całkiem solidnie i atrakcyjnie.

Przednią ściankę R-N303D zdobi sporo przycisków, chyba na wypadek, gdyby ktoś zgubił pilota. Klasyczny sterownik można jednak odłożyć na bok, bo obecny na pokładzie MusicCast pozwala na korzystanie z aplikacji... MusicCast (iOS i Android), a więc np. włączanie/wyłączanie amplitunera, regulowanie głośności czy barwy albo balansu dźwięku, a nawet aktualizowanie oprogramowania. Pilot przyda się za to do zaprogramowania trybu Sleep (120, 90, 60 i 30 minut) albo przyciemnienia wyświetlacza (funkcja Dimmer). Niewielki rozmiar tego ostatniego też w jakimś sensie jest usprawiedliwiony faktem, że większość operacji użytkownik przeprowadzi za pośrednictwem smartfona. Na czołówce na uwagę zasługują więc tak naprawdę gniazdo słuchawkowe 6,3mm (podłączenie słuchawek automatycznie odcina głośniki) i przycisk Connect/Return, który pozwala powiązać z amplitunerem wybrane urządzenie mobilne.

Na tylnej ściance jest sporo miejsca. Niewymienny kabel zasilający, standardowe, niepozłacane gniazda RCA i wysokie kołnierze przy podstawie mocowania śrub podwójnych gniazd głośnikowych, które nie pozwalają na użycie kabli zakończonych widełkami, daje się przeżyć, zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę amplitunera. Czterem wejściom liniowym i jednemu wyjściu towarzyszą cyfrowe złącza optyczne i koaksjalne (dzięki nim można podłączyć telewizor i odtwarzacz Blu-ray) oraz RJ45. Gniazdo anteny zdradza obecność na pokładzie R-N303D dwóch tunerów – analogowego FM i cyfrowego DAB+ (chipset Frontier Silicon). W drugie, mniejsze gniazdo wkręca się antenę Bluetooth/Wi-Fi. Całości dopełnia niepozorne, jakby ukryte "serwisowe" złącze mikro-USB.

Środek wydaje się nieskomplikowany, ale to tylko pozory. Rozdzielenie sekcji analogowej i cyfrowej pozwoliło zminimalizować zakłócenia. Aby wyeliminować straty energii, zasilacz umieszczono blisko sekcji wzmacniacza. Solidny transformator typu EI wyprodukowała marka Bando, a w sekcji filtrującej pracują dwa kondensatory Nippon Chemi-Con (z logo Yamahy) o pojemności 6800µF każdy. W sekcji wzmacniacza wykorzystano konfigurację push-pull (cztery tranzystory Toshiby C5198) zapewniającą moc wyjściową wynoszącą 140W na kanał (8Ω). Producent chwali się niską impedancją i ograniczoną do absolutnego minimum długością toru sygnałowego.

Za funkcje sieciowe odpowiada umieszczony w małej metalowej puszce moduł NW-01, wyposażony w precyzyjny zegar redukujący do minimum jitter, np. podczas odtwarzania materiałów z NAS-a czy źródeł Bluetooth. Na tej samej płytce znalazł się m.in. wysokiej klasy konwerter Burr Brown DSD1791, z natywnym wsparciem formatu DSD 5,6MHz (pliki 1-bitowe są odtwarzane bezpośrednio z NAS-a, ale bez trybu gapless) i rzecz jasna wspierający pliki AIFF/WAV/FLAC (do 24 bitów/192kHz) oraz ALAC (Apple Lossless; do 24 bitów/96kHz).

W nowoczesnym amplitunerze sieciowym nie mogło oczywiście zabraknąć obsługi serwisów streamingowych i radia internetowego. R-N303D umożliwia korzystanie ze Spotify, Napstera, Deezera i Juke'a, a także audiofilskiego Tidala i Qobuza. Oprócz wspomnianego już Bluetootha działa też AirPlay, co powinno ucieszyć posiadaczy urządzeń Apple'a. Wszystko to "spina" autorski system Yamahy MusicCast, który pozwala także włączyć opisywany tu amplituner w system multiroom.

Jakość brzmienia

R-N303D może się podobać z uwagi na co najmniej dwie cechy. Po pierwsze prezentuje dźwięk żywy, świeży i otwarty, a do tego przyjemnie ocieplony, dzięki czemu nie przypomina tanich wzmacniaczy tranzystorowych, których zwłaszcza wyższe rejestry środka i góry bywają ostre i sterylne. Po drugie amplituner ten kreuje dużą, szeroką, otwartą scenę dźwiękową z autentycznym pierwszym planem i ładnie zaznaczoną głębią. Co prawda to, co dzieje się na dalszych planach, ma ograniczoną czytelność i słabszy kontur, ale i tak potrafi zaskoczyć in plus.

Co poza tym? Subiektywnie łatwo tu wskazać pewne ograniczenia w brzmieniu (acz głównie w porównaniu z urządzeniami droższymi i wyspecjalizowanymi, tzn. osobno wzmacniaczami zintegrowanymi i streamerami), jednak każde z nich daje się wytłumaczyć ceną R-N303D, a całościowo brzmienie trzyma zaskakująco wysoki poziom.

Na pewno amplituner ten nie zaniedbuje barw. Są one przyjemnie nasycone, dzięki czemu brzmienie nie jest suche czy matowe, a instrumenty są namacalne i masywne. Tak zwana muzykalność, którą można chyba zdefiniować jako brak chropowatości i szorstkości w brzmieniu, powoduje, że Yamaha nie męczy przy długim odsłuchu.

Dobry poziom prezentują także walory rytmiczne. Niskie tony są zwarte, dynamiczne, mają niezłe kontury. Brzmienie basu w "Luminol" Stevena Wilsona (FLAC 24/96) było soczyste i wibrujące. Wyczuwalne lekkie zmiękczenie tego zakresu dało przyjemne dla ucha zabarwienie tonalne w postaci wspomnianego już ocieplenia przy zachowaniu przyzwoitej kontroli. R-N303D nie jest może mistrzem szybkości i wyrazistości dołu pasma, ale sprawuje się na tyle dobrze, że muzyka zachowuje swoje naturalne tempo.

Podobnie relaksujące są wysokie tony, którym jednak nieobce jest także metaliczne zabarwienie i swego rodzaju higieniczność. Z jednej strony to właśnie ten zakres pasma najwyraźniej zdradza cenę amplitunera (z uwagi na pewne uproszczenia, które przekładają się np. na ograniczenia w reprodukcji akustyki), a z drugiej zmiany barw talerzy perkusyjnych (na płycie "Soul of Things" Kwartetu Tomasza Stańki, FLAC 16/44,1) potrafią być wystarczająco czytelne, a przy tym nigdy przesadnie słodkie czy miękkie.

Nieznaczne ocieplenie jest też domeną środka pasma. W ogóle brzmienie R-N303D nie ma w sobie ani krzty ofensywnego charakteru, czego nie należy jednak utożsamiać z brakiem wigoru i życia. Charakterystyczne, przyjemne dla ucha zaokrąglenie dźwięku daje efekt miękkości, ale nie można mówić o zmatowieniu. Z nasyconymi barwami ładnie koresponduje przejrzystość. Amplituner Yamahy nie wprowadza efektu "kurtyny" na kolumnach, ale też nie próbuje oszołomić klarownością przekazu i ilością powietrza. Summa summarum brzmienie R-N303D wabi naturalnością i dojrzałością, umiejętnie dobranymi proporcjami każdego z zakresów i przekonującymi zjawiskami przestrzennymi.

Podsumowanie

R-N303D to amplituner przyjemny w obsłudze i odbiorze. Łatwo akceptowalne, miłe dla ucha brzmienie idzie tu w parze z charakterystycznym wyglądem w stylu retro i współczesnymi technologiami w rodzaju Bluetooth czy Airplay. To może być zarówno atrakcyjne urządzenie na początek, jak i "punkt docelowy" dla kogoś, kto po prostu lubi słuchać muzyki.

Werdykt: Yamaha R-N303D

★★★★★ Zaskakująco naturalne, dojrzałe brzmienie jak na amplituner za niespełna 1.800zł