ZYX R50 Bloom 3

ZYX R50 Bloom 3 Test

Testujemy wkładkę gramofonową typu MC japońskiej firmy ZYX

  • Data: 2017-04-19

Rzadko jest możliwość rozpoczęcia recenzji od przekazania istotnej wiadomości. Otóż japońska firma ZYX, wyspecjalizowana w produkcji wkładek gramofonowych z wysokiej półki, wymieniła całą ofertę! Mówiąc konkretnie, wszystkie wkładki zostały przekonstruowane, a kilka modeli znikło w ogóle. Szczególnie przetrzebiono linię wkładek R100, gdzie trzy dotychczasowe modele zastąpił jeden nowy. Różnice konstrukcyjne pomiędzy starą a nową linią są dość ewidentne, bo (poza wewnętrznymi modyfikacjami) we wszystkich wkładkach zmieniono wsporniki igły. Modele od R100 wzwyż dostały nietypowy wspornik z włókna węglowego, natomiast wspornik testowanej wkładki R50-3 pozostał wprawdzie wykonany ze stopu aluminiowo-magnezowego, ale zwiększono jego średnicę.

Budowa

W materiałach firmowych dotyczących R50-3 producent nie opisuje szczegółowo innych zmian konstrukcyjnych, ale na podstawie opublikowanych danych technicznych można się zorientować, że zmieniła się także grubość miedzianego drutu uzwojeń cewki (z 0,030µm na 0,035µm) oraz inny niż w wersji R50-1 jest teraz profil igły: jest on nieco bardziej zaostrzony (ten profil występował już w wersji R50-2, ale nie było go w wersji pierwszej). Generator jest teraz nazywany Super High Speed Reproduction Engine (wcześniej tego określenia używano dopiero przy wkładkach ZYX 4D). Oglądana z zewnątrz wkładka jest prawie identyczna jak poprzednia wersja, wygląda generalnie jak typowy ZYX. Jedyną różnicą jest zmiana odcienia obudowy: stara R50 była w kolorze mocno szafirowym, co odróżniało ją bardzo wyraźnie od reszty oferty, jakby ktoś chciał powiedzieć: "to jest entry level!" Obecna jest jaśniejsza, w odcieniu wpadającym lekko w akwamarynę, co wydaje mi się ładniejsze i nie odbiega tak bardzo od ubarwienia wkładek z serii Ultimate (tak nazywa się cała linia z nowymi wspornikami). Kolejna różnica ujawniła się podczas montażu: śruby obecnie są niemagnetyczne, natomiast te pochodzące z mojej starszej R100 są przyciągane przez magnes generatora.

Starsi Czytelnicy, którzy znają wkładki ZYX na wylot, mogą teraz pójść wyprowadzić psa, albo pobawić się z dziećmi, ja natomiast w tym czasie przedstawię informacje o firmie i jej analogowych produktach. ZYX to oznaczenie trzech pierwszych osi w kartezjańskim układzie współrzędnych, w tym wypadku odnoszące się do czasu (Z), amplitudy (Y) oraz częstotliwości (X). (Ja bym co prawda dał amplitudę na osi Z, czas na X, a częstotliwość na Y, ale podobno ma być właśnie tak). Firma jest japońska, co w branży wkładek gramofonowych stanowi rękojmię najwyższej klasy, nie trzeba nawet wymieniać nazw, które znają prawie wszyscy. Kieruje nią założyciel, pan Nakatsuka, osoba bardzo doświadczona w branży analogowego audio.

Obecnie, po zmianie katalogu, ZYX oferuje wkładki gramofonowe w dwóch głównych liniach, z których "Ultimate" obejmuje wszystkie wkładki poza R50, zaś "R50" obejmuje tylko R50. Jest też dodatkowa seria "Mono" (trzy wkładki), dwa modele przedwzmacniaczy gramofonowych i akcesoria. Wkładki ZYX są dość drogie (chociaż kilku konkurentów z Japonii sprzedaje swoje klejnoty jeszcze drożej), gdyż najtańsza R50 kosztuje ok. 1.000USD. Należy koniecznie zwrócić uwagę, że w odróżnieniu od paru innych producentów, ZYX nie proponuje w charakterze "entry level" czegoś odbiegającego od innych konstrukcji firmowych, jakiejś wkładki MM, albo czegoś o wyraźnie słabszym wykonaniu. Nie, R50 pod względem konstrukcji i parametrów jest wkładką ZYX w każdym calu, nie zawiera oczywiście wszystkich najnowszych i najbardziej wyrafinowanych patentów (od tego są najdroższe modele), ale część z nich owszem, i na pewno powinna dać dobre pojęcie o jakości brzmienia firmowego.

Wkładka, którą otrzymałem do testu, to model niskopoziomowy (0,24mV), dostępna jest też wersja R50 niby-to-wysokopoziomowa, o napięciu wyjściowym 0,48mV, czyli również niskopoziomowa, ale mniej. Niektóre przedwzmacniacze gramofonowe będą się lepiej sprawdzać z takim łatwiejszym napięciem. Można też manipulować masą wkładki, typowa to 5g, i wówczas obudowa jest całkowicie plastikowa, jednak do testu otrzymałem wersję dociążoną u góry metalową (oczywiście niemagnetyczną) płytką.

A teraz czas na brzydkie wyrazy. Otóż podlec, który wymyślił, że we wkładkach ZYX poniżej modelu 4D ma nie być gniazd na śruby, powinien zostać utopiony w studni. Myślałem, że dostanę jasnej cholery podczas montowania tej wkładki do ramienia, upuściłem nakrętkę i w ogóle omal nie zszedłem na zawał. Tak się nie godzi, panowie, tym bardziej że kształt obudowy ZYX-a nie ułatwia zabawy z mikronakrętkami, podkładkami i całym tym miniaturowym chłamem. Ktoś, kto wydaje zaledwie tysiąc dolarów na wkładkę (ha!), nie należy być może do panów tego świata, ale również powinien być traktowany jak człowiek. No, tyle narzekania.

Do celów ustawienia wkładki posłużyłem się protraktorem Origin Live otrzymanym z moim ramieniem (12-calowy OL Zephyr), nacisk igły ustawiłem zgodnie z zaleceniami producenta na 2 gramy i uważam go za optymalny. Antyskating wyregulowałem ręcznie na oko i ucho (ramiona OL mają dość tradycyjny system regulacji za pomocą żyłki i ciężarka). VTA zastosowałem typowy, podobnie do tego, który mam przy wkładce R100. Wkładka nie jest szczególnie wrażliwa na subtelniejsze zmiany tych parametrów, ale postarałem się je dobrać maksymalnie poprawnie. Wartość masy układu wkładka-ramię w stosunku do podatności jest właściwa, potwierdził to odsłuch płyty testowej Hi-Fi News. Rezonans nie jest silny i mieści się w pożądanym zakresie częstotliwości. Wkładka przyszła do testu całkowicie nowa, w nieotwartym pudełku (rozkoszne opakowania ZYX-a, to naprawdę coś pięknego!), więc przez pierwszy tydzień kręciła się praktycznie dzień i noc, żebym mógł posłuchać jej w naprawdę optymalnych warunkach.

Wysiłek się opłacił, bo nowa inkarnacja R50 to świetny przetwornik MC. To, co dla niektórych uznanych producentów byłoby szczytem cennika, dla ZYX jest cenowym początkiem, ale nie ma tu żadnego "wytanienia". Dawno już nie słuchałem wkładki AT OC9 (która była kiedyś moim podstawowym przetwornikiem), która za bardzo rozsądną cenę oferowała świetną jakość dźwięku, ale nie sądzę, żeby w moim systemie sprawdziła się równie dobrze jak ZYX. R50-3 zaprezentowała świetną równowagę pomiędzy ciepłem i nasyceniem a szczegółami. Napęd Ad Fontes z ramieniem Zephyr jest neutralnym źródłem o brzmieniu szczegółowym i dość jasnym, nie potrzebuje dodatkowego rozjaśniacza, natomiast wdzięcznie przyjmuje przetworniki o dobrym nasyceniu, grające muzykalnie i z przyzwoitą masą dźwięku, bo one wydobywają z tego źródła wszystko. R50-3 pasuje to idealnie, ale ponownie podkreślam, że nie zapomina o przejrzystości i szczegółach.

Jakość brzmienia

R50-3 prezentuje brzmienie całościowe, tworząc przyjazną dla ucha syntezę, określiłbym tę wkładkę bez wahania jako melomańską. Przeznaczoną dla melomana i bezpieczną dla jego ucha. Nie ma sztucznej wyczynowości, jest możliwość długiego, wnikliwego słuchania bez zmęczenia. Muzykalność tego brzmienia wciąga, składy jazzowe brzmią organicznie, naturalnie, chce się ich słuchać, dźwięk wciąga, ale nigdzie nie ciągnie na siłę. Oprócz typowych dla moich odsłuchów płyt Billa Evansa, duetów Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga, a także nieco już ostrzejszych kawałków Milesa Davisa wysłuchałem też tym razem sporo muzyki Ornette'a Colemana i Erica Dolphy'ego i za każdym razem muzyka zaliczała się do kategorii "słuchable". Nasunie się Państwu natychmiast pytanie, czy w takim razie R50-3 łagodzi brzmienie, czy było wrażenie zmiękczenia? Zmiękczenia zupełnie nie odczuwałem, fragmenty dynamiczne brzmiały całkiem szybko i z "trzaskiem", nie było powolności kojarzonej zwykle ze złagodzeniem. Ot, tyle że dźwięk nie leciał przed siebie na łeb na szyję.

Co natomiast z wysokimi tonami? Otóż w brzmieniu nowej pięćdziesiątki ich nie zabraknie, odniosłem nawet wrażenie, że jest ich więcej niż w starej wersji R50 (która pod tym względem była jednak bardziej "smooth"). Te najwyższe tony nie dominują, ale nigdy mi ich nie brakowało. W R100 są one trochę subtelniejsze, ale bez przesady z wymaganiami, zresztą różnice nie są ewidentne typu "lepiej-gorzej". Mówiłem, że R50-3 to dojrzała wkładka, trudno ją przyłapać na niedociągnięciach. Z wysokimi tonami wiąże się najczęściej kwestię dobrej stereofonii i tutaj ponownie wychodzi, że ZYX nie cierpi na nic w tym podzakresie. Scena jest więc szeroka, wykraczająca poza głośniki, jest też wyraźna głębia, a źródła pozorne stoją na swoich miejscach i nie przybierają dziwnych rozmiarów. Nie ma się do czego przyczepić, bardzo satysfakcjonujący poziom.

Przechodząc do muzyki rozrywkowej (takiej z pazurem), przepuściłem przez ZYX-a album Allman Brothers, Phila Collinsa oraz trochę starych polskich nagrań (Budka Suflera, Dżem). ZYX pokazał się również z dobrej strony, oddając rytmikę rockowych utworów i nie oszczędzając na basie. To jest pełnopasmowa wkładka, bez kompleksów, dźwięk jest uniwersalny i nie ma tam ugrzecznienia albo odciążenia niskich tonów. Jak ma walnąć, to wali, i te niskie tony są dobrze zróżnicowane, wypadają tak, jak powinny. Czy to jest wkładka do rocka? Tak, ale też do wszystkiego innego. Gdy piszę te słowa, z pokoju na dole jeszcze ryczy Cugowski na płycie koncertowej...

Z rozrywki bardziej popularnej przesłuchałem jeszcze płytę Adele (dobre tłoczenie, czyste nasycone brzmienie, chociaż bez wątpienia z oryginału cyfrowego, takie czasy) oraz trochę wokali audiofilskich (Jacintha, Best Audiophile Voices), przy czym odkryłem, że ZYX lubi kobiece wokale. Jacintha wypadała niezwykle realistycznie, można było wręcz policzyć struny głosowe ("Jak gitara, miała ich siedem" – to Gałczyński). Organiczny, barwny, naturalny dźwięk. To w naturalny sposób zaprowadziło mnie do wokali w muzyce klasycznej (Federica von Stade "Pieśni owerniackie", histeryczna Maria Callas), po których z kolei uciekłem do symfoniki.

R50-3 bez problemu rozplątuje skomplikowane aranżacje orkiestrowe, nie ma też trudności z orkiestrowym tutti. Słuchałem zarówno nagrań klasyki (Beethoven, Mendelssohn-Bartholdy), jak i trudnych jazzowych big-bandów, i muszę przyznać, że nie złapałem tej wkładki na niczym niestosownym. Przy okazji warto zaznaczyć, że po dobrym ustawieniu wkładka nie wykazywała żadnych kłopotów przy czytaniu płyt, w tym skrajnych ścieżek. To pewnie też zasługa długiego ramienia, ale R50-3 jest też dość odporna na zużyte tłoczenia. Oczywiście nie ma cudów, ale niektórych dość poważnie zsiekanych płyt dało się słuchać bez przykrości, a z tym na innych wkładkach bywało różnie.

Podsumowanie

Konkludując, trzecia wersja R50 Bloom to bardzo dobry przetwornik MC o dojrzałym, uniwersalnym brzmieniu. W stosunku do wcześniejszej wersji wydaje mi się trochę bardziej neutralna, mam tu na myśli lepsze nasycenie w zakresie wysokotonowym. W razie potrzeby można trochę korygować ustawieniem VTA, ale wydaje mi się, że nikt nie będzie kombinował. Można tę wkładkę właściwie polecać każdemu, ja w każdym razie nie wyobrażam sobie melomana, który nie byłby zadowolony z takiego dźwięku. Ambitni mogą zapomnieć na chwilę o (niskiej) pozycji tej wkładki w katalogu, oszczędni niech zapomną na chwilę o jej cenie (stosunkowo wysokiej). Tę wkładkę warto mieć i można ją włączać bez obaw nawet w bardzo hi-endowy system. Tym bardziej pokaże tam swoją klasę!

Werdykt: ZYX R50 Bloom 3

★★★★★ Uniwersalna wkładka wysokiej klasy za bardzo przyzwoitą cenę