Hegel H360

Hegel H360

Najnowsza topowa integra w ofercie norweskiego producenta jest w stanie wykrzesać z siebie 250W mocy na kanał, a ponadto dzięki wysokiej wydajności prądowej zaspokoi apetyt dowolnych zespołów głośnikowych

  • Data: 2015-11-12

Nowy flagowiec norweskiego Hegla z założenia ma być najlepszym wzmacniaczem zintegrowanym w historii firmy. Już w fazie projektu, co było głównym założeniem, duży nacisk położono na układ zasilający i wydajność stopni końcowych. W efekcie H360 zapewnia 250 watów mocy na kanał przy obciążeniu 8-omowym oraz 420 watów przy obciążeniu 4-omowym. Jednak moc to nie wszystko, bo równie ważna jest wydajność prądowa niezbędna do wysterowania nawet najbardziej wymagających kolumn. Hegel zapewnia, że obecnie na rynku nie ma kolumn, których H360 by nie napędził. Z drugiej strony założenie było takie, żeby ten wzmacniacz utrzymywał wysoką funkcjonalność poprzednich modeli, oferując jeszcze więcej. Tak więc na jego pokładzie znalazł się nie tylko solidny przetwornik cyfrowo-analogowy obsługujący łącznie pięć wejść cyfrowych i jedno wyjście, ale też wyjścia stereo z przedwzmacniacza w wersji ze stałą oraz zmienną wartością napięcia, a także bezpośrednie wejścia do stopni końcowych, dzięki którym Hegla można wykorzystać jako jeden ze wzmacniaczy w instalacji wielokanałowej. H360 oferuje też możliwość odtwarzania muzyki w formacie DSD128, współpracując z siecią internetową według standardu DLNA oraz AirPlay. Oczywiście tak jak w poprzednich modelach, H360 może współpracować bezpośrednio z komputerem poprzez asynchroniczne wejście USB.

Bez granic

Wszystkie wyżej wymienione funkcje są tak naprawdę fajnymi dodatkami zwiększającymi użyteczność tego wzmacniacza w różnych sytuacjach i sprawiającymi, że jest on obecnie jednym z najnowocześniejszych na rynku. Ale najważniejszą cechą norweskiej integry jest przede wszystkim układ zasilający oraz stopnie końcowe wzmacniające sygnał. To właśnie te elementy w każdym wzmacniaczu są kluczowe i to od nich zależy, jak będzie się układała współpraca na linii wzmacniacz – kolumny. Zasilanie w modelu H360 przerosło moje oczekiwania, ponieważ pamiętam, jak jeszcze przed oficjalną premierą tego modelu na polskim rynku oglądałem zdjęcia jego wnętrza. Absolutnie żadne z nich, łącznie z tymi oficjalnymi, dostępnymi na stronie internetowej Hegla, nie oddają prawdziwych rozmiarów ulokowanego centralnie potężnego transformatora toroidalnego. Jednostki takiej wielkości z reguły stosuje się w... spawarkach.

Wystarczy zdjąć górną pokrywę, aby się o tym przekonać na własne oczy, bo całość robi piorunujące wrażenie. Właściwie gdyby nie wspomniany transformator, to ten wzmacniacz mógłby zadowolić się znacznie mniejszą obudową. Z transformatora wyprowadzono osobne odczepy dla sekcji przedwzmacniaczy lewego i prawego kanału oraz wysokoprądowe gałęzie dla magazynu prądu lewego i prawego stopnia końcowego. To jest prawdziwe dual mono, bo producent nie tylko wyizolował po lewej i prawej stronie osobne płytki drukowane z sekcjami stopni końcowych, ale również to samo zrobił z przedwzmacniaczami. Poza tym tor wysokoprądowy, w skład którego wchodzą mostki prostownicze i baterie kondensatorów, również wyizolowano na oddzielnych płytkach drukowanych, a prąd doprowadzany jest do stopni końcowych poprzez grube kable. Na tych samych płytkach znalazły się również prostowniki i kondensatory dla przedwzmacniaczy. W magazynie prądowym zarówno lewego, jak i prawego kanału zastosowano po cztery kondensatory elektrolityczne marki Nover (skonstruowane specjalnie z myślą o wysokiej klasy wzmacniaczach, pochodzące z serii LA – Low ESR, a więc charakteryzujące się niską impedancją i z tego względu szybszą reakcją na tętnienia prądu) o pojemności 10.000?F każdy, co daje sumaryczną pojemność 80.000?F dla obydwu kanałów. Tutaj jestem pewien, że już w fazie projektowania zastanawiano się, jaką pojemność kondensatorów dobrać, aby nie przesadzić ze zbyt małym lub zbyt dużym jej zapasem. Jeśli konstruktor zastosuje zbyt małą pojemność, będzie to miało negatywny wpływ na niemal każdy aspekt brzmienia, ale głównie będzie to słychać w basie, który okaże się po prostu zbyt płytki, czasem suchy i mało zróżnicowany. Z drugiej strony jeśli pojemność będzie zbyt duża, to urządzenie straci na dynamice, a nawet stabilności przestrzeni, ponieważ transformator nie będzie nadążał z napełnianiem kondensatorów pożądanymi dawkami prądu i w konsekwencji stopnie końcowe będą otrzymywać prąd z pewną zwłoką. Zdolny konstruktor jest jednak w stanie dobrać taką pojemność kondensatorów zarówno do możliwości transformatora, jak i końcówek mocy, że wzmacniacz będzie zawsze otrzymywał odpowiednie do potrzeb dawki prądu w optymalnym czasie. Z kolei sporych rozmiarów prostowniki wchodzące w skład toru wysokoprądowego dla stopni końcowych zamontowano do spodniej stalowej płyty w celu zapewnienia im lepszego chłodzenia.

Układ zasilania w H360 dopracowany jest do perfekcji, bo nawet część sekcji cyfrowej, konkretnie chodzi o tę obsługiwaną przez klasyczne wejścia cyfrowe, otrzymała prąd z oddzielnego niewielkiego transformatora toroidalnego. A skoro już o tej konkretnej sekcji mowa, to znalazły się w niej w większości kości marki Asahi Kasei, zarówno te w roli odbiorników cyfrowych, jak i przetwornika cyfrowo-analogowego AKM4490EQ (768kHz/32-bit) – nie jest to co prawda wypasiona wersja tego samego przetwornika pochodząca z serii VERITA, ale mimo wszystko nawet ta podstawowa odmiana robi spore wrażenie parametrami technicznymi. Natomiast wzmacniacze operacyjne pochodzą od Texas Instruments i są to wysokiej jakości scalaki, które na pewno nie zmarnują potencjału świetnego przetwornika. W sekcji przełącznika źródeł użyto hermetycznych przekaźników Omron, a układ zabezpieczający końcówki mocy zrealizowano między innymi w oparciu o czujniki termiczne i przekaźniki odcinające dopływ prądu do wzmacniaczy w razie przekroczenia maksymalnej temperatury pracy tranzystorów. W ciekawy sposób rozwiązano konstrukcję samej obudowy, ponieważ jej integralną częścią są między innymi aluminiowe radiatory użyte tutaj również jako elementy nośne całej konstrukcji. Do radiatorów ciepło oddają tranzystory marki Toshiba i jest to kombinacja składająca się z czterech par tranzystorów na kanał (dwie pary 2SA2121 + dwie pary 2SC5949) połączonych w układ równoległy. Tak więc końcówki mocy są naprawdę muskularne i z pewnością nie zadowoliłyby się przeciętnym transformatorem. Również w torze sygnałowym zarówno stopni końcowych, jak i przedwzmacniaczy użyto wysokiej jakości kondensatorów elektrolitycznych marki Rubycon i Nichicon (seria Muse) oraz blokowych polipropylenów marki Wima.

Nie ma mocnych!

Hegel H360 to przede wszystkim ponadprzeciętnie wydajny układ zasilający i muskularne końcówki mocy, genialny patent autorstwa Hegla – SoundEngine oraz wiele opcji prowadzenia sygnału poszerzających funkcjonalność urządzenia. Może i nie jest to istne centrum multimedialne, jak przykładowo zaawansowane amplitunery kina domowego, ale z pewnością na tle wzmacniaczy w podobnej cenie, a nawet tych droższych, H360 ma coś więcej do zaoferowania. Hegel to monstrum w niepozornej obudowie, mogące napędzić dowolne kolumny na rynku, tak więc miłośnicy dzielonych systemów mogą odszczekać to, co mówili na temat ich wyższości nad integrami, bo oto nadchodzi Hegel H360, jeden z najwydajniejszych wzmacniaczy na rynku! Hegla miałem okazję odsłuchać w przeróżnych konfiguracjach na przestrzeni trzech tygodni, więc było sporo czasu, aby sprawdzić, jak ta norweska integra będzie sobie radziła w konkretnych systemach. Na opis wszystkich wrażeń z pewnością nie starczyłoby mi miejsca, ale o kilku konfiguracjach warto wspomnieć. Spore wrażenie wywarł na mnie system oparty na H360 współpracującym naprzemiennie z kolumnami Gradient Revolution MK IV oraz Gradient Helsinki 1.5 (dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora marki Hegel). Skandynawski duet przypadł mi do gustu nie tylko ze względu na fantastycznie reprodukowaną stereofonię, zwłaszcza z modelem Helsinki 1.5, ale też ponadprzeciętną kontrolę brzmienia w pełnym paśmie, co z pewnością jest już zasługą modelu H360. Obydwie pary fińskich kolumn są wymagającym partnerem dla wzmacniacza i choć ich moduł impedancji wygląda na papierze dosyć przyjaźnie, to jednak niektóre modele wśród wzmacniaczy zintegrowanych w podobnej cenie mogłyby mieć z ich napędzaniem spory problem. I nie chodzi mi bynajmniej o osiągnięcie wysokich poziomów głośności, a właśnie o kontrolę brzmienia w całym słyszalnym paśmie akustycznym, a zwłaszcza w basie.

Jeśli dźwięk trzymany jest w ryzach i to niezależnie od poziomu głośności, to znaczy, że wzmacniacz dobrze radzi sobie z określoną parą kolumn. Fińsko-norweski duet oczarował mnie monolitycznym i nierozerwalnym, wręcz obłędnie naturalnym dźwiękiem. Tutaj muszę podkreślić, że tak niestandardowe zespoły głośnikowe, jak Revolution MK IV czy też Helsinki 1.5 nie zadowolą się byle jakim wzmacniaczem, a jeśli spróbujecie niewłaściwej konfiguracji, to wszelkie niedostatki, zwłaszcza w układzie zasilania amplifikacji, zostaną od razu przez te konstrukcje obnażone. Z modelem Helsinki 1.5 urzekła mnie jeszcze barwa średnich tonów, zwłaszcza z klasyką i muzyką jazzową, bo małe składy jazzowe brzmiały tak, jak powinny – w dźwięku trąbki z "Kind of Blue" nie brakowało mi niczego. Był blask, naturalne ciepłe i promieniste brzmienie tego instrumentu, ale moją szczególną uwagę jak nigdy wcześniej zwrócił saksofon tenorowy Johna Coltrane'a oraz saksofon altowy Connonballa Adderley'a. Te dwa instrumenty idealnie uzupełniały trąbkę Milesa Davisa – odniosłem wrażenie, jakby wyszły z cienia i myślę, że nawet sam Miles Davis by się nie obraził, słysząc album tak zinterpretowany przez fińsko-norweski duet. Z kolei duże składy symfoniczne brzmiały dobrze zarówno w konfiguracji z kolumnami marki Gradient, jak i KEF, a konkretnie modelem Reference 3. KEF-y są jeszcze bardziej wymagającymi zespołami głośnikowymi niż fińskie kolumny i potrzebują naprawdę wydajnej integry, żeby pokazać swój cały potencjał. Kiedy słuchałem klasyki, zwłaszcza tej z minionej epoki, łącznie z potężnie brzmiącymi organami (różne interpretacje utworów Bacha), jak i świetnego koncertu Stinga z Berlina, odniosłem wrażenie, że dla Hegla H360 oraz kolumn KEF Reference 3 żadne granice w odtwarzaniu dołu pasma, jak i góry nie istniały. Bas o perfekcyjnej kontroli został uzupełniony bogatą i zróżnicowaną barwą, co szczególnie mnie urzekło w brzmieniu instrumentów smyczkowych.

Równie mocne wrażenie zrobiła na mnie góra pasma – szczegółowa, detaliczna i bez grama agresji. Swobodnie odtwarzane wysokie tony cechowały się spójnym i naturalnym przekazem do tego stopnia, że ani na chwilę nie miałem ochoty skupiać się na górnych rejestrach jako osobnym zakresie. Wysokie tony odebrałem jako integralne i nierozerwalne, a nie jako jedną ze składowych dźwięku. Sporo różnego rodzaju muzyki mogłem też strumieniować za pośrednictwem wejścia LAN w standardzie DLNA i użyciu różnorakich serwisów muzycznych – oczywiście wyższość plików DSD128 nad poczciwym CD jest tutaj bezdyskusyjna, ale ważne jest to, że H360 niczego nie psuje i nie wprowadza zbędnej interpretacji. Norweski wzmacniacz dzięki swojej wysokiej neutralności przyjmuje sygnał i go wzmacnia bez wprowadzania przekłamań i niepotrzebnej nikomu nadinterpretacji. Kiedy słuchamy trąbki, to brzmi ona jak trąbka, a nie coś w tym rodzaju – nie ma pogrubień, nadmiernego ocieplenia czy schłodzenia barwy, jest naturalna dynamika tego instrumentu i brzmieniowa faktura. Kiedy posłuchacie Hegla w kilku konfiguracjach z dowolnymi kolumnami, to po pewnym czasie zrozumiecie, co mam na myśli, bo ten wzmacniacz doskonale prowadzi zespoły głośnikowe niczym wybitny tancerz swoją partnerkę.

Warto wiedzieć

Hegel H360 posiada wyjścia analogowe z przedwzmacniacza w dwóch wersjach – Variable oraz Fixed. Pierwsze dysponują wartością napięcia zależną bezpośrednio od regulacji głośności w sekcji przedwzmacniaczy, natomiast druga para wyjść utrzymuje stałe napięcie o niezmiennej wartości niezależnie od położenia regulatora głośności. Jeśli spojrzymy globalnie na możliwości jakie oferuje model H360, to okaże się, że znakomity przetwornik cyfrowo-analogowy, jakim dysponuje, może stać się kolejną interesującą opcją, która w połączeniu z nieregulowanymi wyjściami analogowymi ze stałą wartością napięcia będzie ciekawym rozwiązaniem dla osób eksperymentujących z rozbudowanymi do granic możliwości systemami stereo. W takiej sytuacji użytkownik może wykorzystać dowolny zewnętrzny napęd, przykładowo CD lub Blu-ray, i z niego wyprowadzić cyfrowy sygnał do przetwornika znajdującego się na pokładzie H360. Następnie doprowadzony już do postaci analogowej sygnał można wypuścić właśnie za pośrednictwem nieregulowanych wyjść analogowych, na przykład do zewnętrznego przedwzmacniacza lampowego. Z kolei wyjścia Variable z możliwością regulacji wartości napięcia poprzez pokrętło głośności znajdujące się na przednim panelu można wykorzystać na przykład do podłączenia aktywnego subwoofera lub też zewnętrznej końcówki mocy. Jednak biorąc pod uwagę ogromne możliwości stopni końcowych H360, nie sądzę, żeby ktoś pokusił się o łączenie go z zewnętrznymi końcówkami mocy, niezależnie czy będzie to wzmacniacz dwukanałowy czy też dwa monobloki. Opcja z użyciem aktywnego subwoofera wydaje się za to bardziej kusząca, zwłaszcza dla użytkowników dużych salonów – podczas testu H360 współpracował z jednostką aktywną Prestige 1000SW marki Paradigm, bo ten subwoofer posiada właśnie wejścia stereo, między innymi w wersji niezbalansowanej. H360 okazał się idealnym partnerem dla tego konkretnego subwoofera, tworząc z nim świetnie zgrany duet.

Podsumowanie

H360 może stać się groźną konkurencją nawet dla kilkukrotnie droższych wzmacniaczy, w tym drogich konstrukcji dual mono, którymi to egzotyczne kolumny napędzają miłośnicy audio wielkiego kalibru. Hegel zagra zarówno z wymagającymi KEF-ami, jak i zespołami głośnikowymi marki Gradient. Nie zapomnijcie jednak wypróbować tego wzmacniacza z jeszcze bardziej wymagającymi zespołami głośnikowymi – i tutaj zwracam swą uwagę w kierunku posiadaczy amerykańskich kolumn marki Thiel, słynących przecież ze sporego apetytu na prąd. Hegel tak mocno przypadł mi do gustu, że nie wyobrażam sobie dalszej pracy bez niego, w związku z czym podjąłem decyzję o jego zakupie, traktując go jednocześnie jako referencyjną konstrukcję i punkt odniesienia dla innych testowanych amplifikacji. Gorąco polecam ten norweski wzmacniacz zintegrowany przede wszystkim osobom poszukującym bezkompromisowych rozwiązań oraz chcącym odkryć w muzyce prawdziwe piękno.

Werdykt: Hegel H360

★★★★★ H360 może konkurować nawet z systemami dzielonymi, oferując wysoką wydajność prądową potrzebną do napędzania nawet egzotycznych zespołów głośnikowych