SPEC REQ-S1 EX

SPEC REQ-S1 EX Test

Firma SPEC większości osób kojarzy się ze znakomitymi wzmacniaczami w klasie D, ale w jej ofercie znajdziemy także przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek typu MM i MC. Testujemy!

  • Data: 2017-07-13

Miałem przyjemność testować już dwa wzmacniacze zintegrowane japońskiej marki SPEC, modele RSA-M3 EX i RSA-717 EX, a dodatkowo filtry głośnikowe RSP-901 EX. Każdy z tych produktów był jedyny w swoim rodzaju. Wykonanie i wykończenie jest iście japońskie – staranne, precyzyjne, żadnego detalu nie pozostawiono samemu sobie. Brzmieniowo, w przypadku wzmacniaczy, twórca marki, człowiek z ponad 40-letnim doświadczeniem w branży audio, pan Shirokazu Yazaki, postawił sobie zadanie na pozór nieosiągalne – uzyskanie brzmienia charakterystycznego dla lampowych SET-ów z wykorzystaniem wzmacniaczy tranzystorowych pracujących w klasie D. Choć (jako wielki fan lampowych wzmacniaczy z triodami pracującymi w układzie single-ended, czyli SET-ów) podchodziłem do takiej deklaracji sceptycznie, to kolejne doświadczenia z dziełami tego konstruktora potwierdziły, że nie rzuca on słów na wiatr, co starałem się zawrzeć w swoich poprzednich recenzjach urządzeń SPEC-a.

To dość młoda marka, gdyż powstała w 2010 roku, a do oferty wzmacniaczy dołączył niedawno przedwzmacniacz gramofonowy. Pierwotnie stworzony na rynek japoński, nazywał się REQ-77S. Dopiero potem pojawiła się jeszcze bardziej dopracowana wersja eksportowa o nazwie REQ-S1 EX (EX w nazwie oznacza wersję eksportową właśnie).

REQ-S1 EX to przedwzmacniacz gramofonowy zarówno dla wkładek typu moving coil (MC), jak i moving magnet (MM). Wzorem wielu najlepszych konstrukcji układ tego urządzenia podzielono, zasilacz umieszczając w osobnej obudowie. W ten sposób minimalizuje się wpływ zawsze w jakimś stopniu siejącego zakłóceniami zasilania na wysoce wrażliwe układy wzmacniające bardzo niski sygnał z wkładki gramofonowej. Obie części umieszczono w niemal identycznych obudowach – różnią się jedynie manipulatorami i wejściami/wyjściami. Design jest charakterystyczny dla SPEC-a – gruby, aluminiowy front, reszta obudowy z solidnych, stalowych blach, a całość spoczywa na platformie wykonanej z drewna, opartej na trzech, również drewnianych nóżkach. Uroda to rzecz gustu oczywiście, ale moim zdaniem to jedne z najładniejszych urządzeń na rynku, także za sprawą doskonałego wykonania i wykończenia. Jako ciekawostkę podam fakt, że obudowy urządzeń SPEC-a należą do jednych z najmniej brudzących się pośród wszystkich, jakie znam. Może nie jest to czynnik decydujący przy wyborze urządzenia audio, ale w praktyce okazuje się wyjątkowo istotny.

Budowa

Na froncie głównej części przedwzmacniacza znajdują się cztery przełączniki hebelkowe – ciekawostką jest fakt umieszczenia diod sygnalizacyjnych w ich końcówkach. Pierwszym (od lewej) wybieramy aktywne wejście, czyli typ podłączonej wkładki – MM lub MC. Kolejnym włączamy filtr subsoniczny (jego aktywowanie odcina częstotliwości poniżej 20Hz). Następnym włącza się układ służący do demagnetyzacji wkładki, przeznaczony wyłącznie dla przetworników typu MC(!). Producent zaleca włączenie go na ok. 30 sekund w trakcie odtwarzania "głośnego utworu". W tym czasie dźwięk jest de facto wyciszany, a przez cewkę urządzenia przepuszczany jest niewielki prąd w celu zlikwidowania jej namagnesowania. Po owych 30 sekundach układ należy wyłączyć. Zgodnie z zaleceniami, aby uzyskać optymalne efekty, taką operację należy przeprowadzać raz na trzy miesiące. Nie omieszkałem sprawdzić działania tego układu w praktyce i faktycznie odniosłem wrażenie, że po włączeniu tej funkcji używana wkładka zagrała przede wszystkim czystszym, bardziej otwartym dźwiękiem. Czwarty przełącznik uruchamia funkcję "mute", czyli całkowite wyciszenie dźwięku.

Z tyłu (od lewej) umieszczono wielopinowe gniazdo zasilania (do którego podłączamy zewnętrzny zasilacz), wyjścia: zbalansowane (acz układ phonostage'a nie jest zbalansowany, więc sygnał jest symetryzowany dopiero przed wyjściem) i liniowe, hebelkowy przełącznik impedancji wejściowej (dla MC) – do wyboru są dwie wartości: 20 i 200Ω, dwa wejścia liniowe (RCA) – osobne dla wkładek MM i MC, między którymi umieszczono dwa zaciski uziemienia, a na końcu znajduje się kolejny przełącznik pozwalający wybrać wartość pojemności wejściowej (0 lub 100pF, dla wkładek MM).

Jak podał producent na swojej stronie, układ tego przedwzmacniacza gramofonowego został maksymalnie uproszczony – to zdaniem pana Yazakiego droga do uzyskania najlepszego, najczystszego brzmienia. Dla każdego typu wkładek zastosowano inne układy na wejściu. Wejście MC wykorzystuje układy oparte na tranzystorach bipolarnych – optymalnych dla niskiego sygnału o niskiej impedancji, natomiast dla MM wykorzystano FET-y lepiej radzące sobie z sygnałem o wysokiej impedancji. Sygnał z tego pierwszego wejścia jest wstępnie wzmacniany w niskoszumnym układzie Linear Technology LT1115, natomiast z tego drugiego we wzmacniaczu operacyjnym Burr Browna, OPA627. Dalej, za pośrednictwem olejowych kondensatorów marki Arizona Capacitors, sygnał trafia do pasywnego układu korekcji RIAA typu CR, a w końcu do kolejnego stopnia wzmacniającego, opartego na układach scalonych International Semiconductors LME49860 oraz Burr Brown DRV134.

Obudowa zasilacza jest identyczna, jak części sygnałowej, acz na froncie znajduje się tym razem tylko jeden przełącznik hebelkowy – główny włącznik urządzenia – wyposażony, podobnie jak w innych urządzeniach SPEC-a, w mechanizm blokujący. W praktyce oznacza to, że jego końcówkę należy pociągnąć do siebie, zanim możliwe będzie przełączenie jego pozycji. To prosty sposób zapobiegania przypadkowym włączeniom/wyłączeniom przedwzmacniacza. Z tyłu znajdziemy gniazdo IEC zintegrowane z filtrem przeciwzakłóceniowym oraz wyjście zasilania (gniazdo XLR) dla drugiej części phonostage'a. W środku znajdziemy dwa transformatory – główny typu R-core, japońskiego producenta Kitamura Kidem, oraz mniejszy, zasilający osobno przekaźniki i diody w głównym module przedwzmacniacza. Układ zasilacza zmontowano na dużej płytce, wyraźnie rozdzielając zasilanie prawego i lewego kanału. Na wejściu, w prostowniku, pracują diody Shottky'ego i po dwa spore kondensatory filtrujące na kanał, a dalej kolejne kondensatory wysokiej klasy marki Elna, za którymi umieszczono stabilizatory napięcia. Na wyjściu pracują kolejne kondensatory Elna wsparte produktami Arizona Capacitors. Zasilacz z modułem głównym łączy się dedykowanym kablem zakończonym z obu stron wielopinowymi wtykami Neutrika.?

Jakość brzmienia

Można oczywiście powiedzieć, że wcześniejsze odsłuchy urządzeń SPEC-a ukierunkowały moje oczekiwania wobec ich kolejnych produktów i dlatego od pierwszych minut odsłuchu jasna dla mnie była inspiracja pana Yazaki. Otóż podobnie jak w przypadku swoich wzmacniaczy, tak i tu, jak sądzę, dążył on do uzyskania niezwykle barwnego, gładkiego, naturalnego i wyjątkowo muzykalnego brzmienia. Ujmując rzecz inaczej, czerpał inspirację z tego, co oferują najlepsze urządzenia lampowe. Jak osoby znające już tę markę zapewne wiedzą, tworząc swoje wzmacniacze, japoński konstruktor celuje w uzyskanie brzmienia zbliżonego do najlepszych SET-ów (Single Ended Triodes). Żeby ów cel zrealizować, tworzy jednakże konstrukcje czysto półprzewodnikowe, w przypadku amplifikacji na dodatek pracujące w (analogowej) klasie D. I z tego co słyszałem do tej pory, wychodzi mu to naprawdę dobrze. Nie inaczej jest w przypadku REQ-S1 EX. Pierwsze skojarzenie, jakie miałem, to rewelacyjne phono koreańskiej firmy Allnic Audio, model H-3000, które kiedyś gościłem przez kilka dni w domu. Dźwięk jest gęsty, raczej ciepły i wyjątkowo gładki, a jednocześnie otwarty i pełen powietrza.

Nie ma wątpliwości, że brzmienie to jest budowane wokół średnicy – to ona jest najważniejsza. Nasycona, bajecznie płynna i kolorowa, sprawia, że analiza brzmienia tego urządzenia jest bardzo trudna. Pomimo najszczerszych chęci za każdym razem, gdy siadałem z notatnikiem, by zapisać cechy brzmienia, niemal natychmiast zapominałem o swoim zadaniu, gdyż byłem wciągany za uszy w świat wyjątkowo naturalnie brzmiącej muzyki. Naturalność to chyba właśnie słowo-klucz w przypadku SPEC-a REQ-S1 EX. To cecha większości produktów audio pochodzących z Kraju Kwitnącej Wiśni i to niezależnie od rodzaju czy technologii. Japończycy dążą zwykle do uzyskania brzmienia zbliżonego do tego, co można usłyszeć na koncertach. Wychodzą bowiem z założenia, że domowe systemy audio są swego rodzaju przedłużeniem bądź erzacem koncertów. Niewiele jest osób, które na koncertach bywają po kilka razy w tygodniu. Większość z nas musi, z różnych powodów, zadowolić się kilkoma/kilkunastoma wydarzeniami live w ciągu roku, a to raczej nie zaspokaja pełni potrzeb obcowania z Muzyką przez duże "M". Słuchając więc dobrych realizacji w domu, szukamy podobnego brzmienia no i równie ważnych emocji. Testowany przedwzmacniacz gramofonowy zalicza się właśnie do grupy urządzeń, które starają się zaoferować użytkownikom namiastkę koncertowych wrażeń. Pewnych elementów przenieść wprost do domu się nie da – nie ma mowy choćby o prawdziwej dynamice, potędze brzmienia, a i barwa instrumentów jest również tylko pewnym przybliżeniem, ale stronę dramatyczną muzyki, czyli emocje angażujące słuchacza w to, co słyszy, da się odtworzyć naprawdę dobrze. Potwierdzają to w pierwszym rzędzie wysokiej klasy SET-y, w dalszej inne urządzenia wysokiej klasy, w tym również proponowane przez SPEC-a.

Z powyższego wynika dość jasno, że specjalnością tego phonostage'a są nagrania live. Każdy z takich krążków, czy to z muzyką akustyczną, czy elektryczną, brzmiał wyjątkowo za sprawą atmosfery, którą SPEC potrafił zbudować. Prezentację opierał na trzech głównych aspektach – na naturalności brzmienia instrumentów i wokali, na świetnym oddaniu aspektów przestrzennych nagrania live i w końcu, co bardzo ważne, na tej, nie tak znowu często spotykanej, umiejętności zarażania słuchacza emocjami zbliżonymi do tych, jakie towarzyszą fanom na koncertach. Każdy kolejny taki album, począwszy od koncertu kwartetu Antonio Forcione, przez znany wszystkim audiofilom "Jazz at the Pawnshop", gitarowe "San Francisco Friday Night", bluesowo-rockowe szaleństwa Muddy'ego Watersa i muzyków Rolling Stones, po atomowe brzmienie AC/DC. Na upartego można wskazać, że najlepiej wypadały ze SPEC-em koncerty akustyczne, ale przecież przy mocno elektrycznym koncercie Muddy'ego Watersa bawiłem się także doskonale. Nawet popisy Angusa Younga i jego kolegów wypadły przekonująco, po części za sprawą owej tendencji do zaokrąglania i wygładzania skrajów pasma (zdecydowanie nieaudiofilsko nagranych na tym krążku). Ważniejszym elementem była jednakże podkreślana przeze mnie dopieszczona, nasycona, wręcz gęsta średnica, dzięki której choćby gitary elektryczne wypadały ponadprzeciętnie dobrze, a i wokal Briana Johnsona brzmiał tak, jak można się spodziewać po weteranie rockowych scen.

Góra pasma jest iście lampowa. Poza wyjątkowo kiepskimi nagraniami nie usłyszycie tu Państwo ostrości czy szorstkości. Będzie gładko, ale jednocześnie dźwięcznie. Uderzenia w blachy, dzwoneczki, trójkąt są mocne, dociążone i pięknie, długo wybrzmiewają. Doskonale słychać, że nawet te instrumenty mają swoją masę, która przekłada się na głębię i moc ich brzmienia. Świetnie oddawana jest akustyka nagrań i pomieszczeń, jeśli została uchwycona na taśmie, oraz wszelkie aspekty przestrzenne. Scena zaczyna się na linii kolumn – nie ma żadnego wypychania pierwszego planu do przodu. Źródła pozorne są duże i namacalne. Nie są precyzyjnie wycinane z tła, nie mają wyraźnie zaznaczonych konturów, ale też i nie zachodzą na siebie, nawet jeśli muzycy grają stłoczeni na niewielkiej scenie. Takie podejście do prezentacji tonów wysokich mogłoby sugerować słabe różnicowanie nagrań, ale wcale tak nie jest. Bez trudu można było wskazać nagrania faktycznie analogowe i te, które wydano, korzystając z cyfrowych matek. Na składankach utworów z różnych okresów także bez trudu można było wskazać różnice między poszczególnymi kawałkami. Słowem – SPEC w roli "mikroskopu" dla realizatora dźwięku szukającego dziury w całym pewnie do końca by się nie sprawdził, ale melomani będą czerpali ogromną przyjemność ze słuchania muzyki odtwarzanej z pomocą REQ-S1 EX i nie będzie groziła im nuda wynikająca z odtwarzania wszelkich nagrań w ten sam sposób.

Jeszcze tylko krótko o dole pasma. Bas także można określić mianem "lampowego". Jest dobre zejście, jest dociążenie, dobry timing, które tak przydały się w rocku czy bluesie, ale bas jest raczej okrągły i mięsisty niż twardy i konturowy. Proszę zwrócić uwagę na słowo "raczej", które oznacza "w porównaniu z najlepszymi w tym zakresie, np. Tenorem Phono 1". Nie jest to bowiem bas powolny, rozlazły – nic z tych rzeczy. Czy to na AC/DC, czy na krążku Dire Straits rytm nagrań i tempo były prowadzone tak dobrze, że nie miałem ochoty na analizę i przypominanie sobie urządzeń, które potrafiłyby to zagrać lepiej. Za bardzo byłem zaangażowany w muzykę, za dobrze się bawiłem, by o tym myśleć. I to jest kolejna z mocnych stron testowanego urządzenia – nawet jeśli czegoś nie robi absolutnie doskonale, to gra tak wciągająco, wyzwala w słuchaczu tak dużo pozytywnych emocji, że ewentualne niedoskonałości nie mają żadnego znaczenia. Mnie takie podejście do reprodukcji muzyki zdecydowanie odpowiada!

Podsumowanie

Podsumowanie rozpocznę od znanego aforyzmu "Nie ma rzeczy idealnych" – odnosi się to zarówno do ludzi, jak i wszystkiego co nas otacza i sprawdza się również w przypadku audio. Nie ma bowiem perfekcyjnych urządzeń, gdyż każde, nawet te z absolutnego szczytu, mają nieco słabsze strony, więc zawsze można znaleźć inne urządzenia, które akurat w tym aspekcie je przewyższają. Sztuką jest skomponować taki system stereo, aby uzyskać brzmienie, które sprawia, że podczas odsłuchów skupiamy się wyłącznie na muzyce i zawartych w niej emocjach. I właśnie to twórcom SPEC-a wychodzi doskonale w każdym znanym mi do tej pory urządzeniu tej marki. Jako miłośnik muzyki bardziej niż audiofil nie mogę przejść obok tych urządzeń obojętnie. Słuchając REQ-S1 EX, wielokrotnie zapominałem kompletnie, że siedzę w swoim pokoju, w swoim fotelu i słucham po raz n-ty tej czy innej płyty. Japońskie phono potrafiło zabrać mnie w wiele zakątków świata na koncerty wielkich gwiazd lub mniej znanych muzyków i pozwoliło przeżyć dzięki nim ogromne emocje. Może da się wskazać pewne preferencje tego urządzenia – nagrania analogowe brzmią zwykle jeszcze lepiej niż cyfrowe, a akustyczne bardziej jeszcze prawdziwie niż elektryczne. Różnice jednakże nie są wielkie, więc na dobrą sprawę każdy rodzaj muzyki, jakiego ze SPEC-em słuchałem, wypadał z nim co najmniej bardzo dobrze, a często po prostu znakomicie. REQ-S1 EX to klasowe urządzenie, które sprawi wiele satysfakcji nawet posiadaczom systemów z wysokiej półki. Pewnie więcej miłośnikom muzyki niż hardcore'owym audiofilom, ale i ci ostatni specjalnie narzekać nie powinni. Jest to bowiem znakomity i pięknie prezentujący się preamp gramofonowy.

Werdykt: SPEC REQ-S1 EX

★★★★★ Pięknie wykonany, gra angażująco, prezentując świat muzyki w pięknych, naturalnych barwach