Onkyo TX-L50

Onkyo TX-L50 Test

W ofercie japońskiego producenta pojawiły się dwa nowe niedrogie amplitunery wielokanałowe, wyposażone w smukłe obudowy i wzmacniacze klasy D

  • Data: 2016-12-12

Katalog Onkyo w kategorii amplitunerów wielokanałowych wzbogacił się o dwie nowe budżetowe konstrukcje, które wyróżniają się charakterystycznymi obudowami typu slim. Ponadto wyposażone są we wzmacniacze klasy D zasilane za pomocą układu impulsowego. Testowany model TX-L50 wyróżnia się świeżym designem i uproszczonym układem gniazd. W związku z tym, że ów amplituner dysponuje tylko sześcioma wzmacniaczami, jego rolę ograniczono do zasilania podstawowej kinowej konfiguracji kolumn 5.1. Ciekawostką jest natomiast fakt, że Onkyo TX-L50 bazuje również na wzmacniaczu przeznaczonym specjalnie do napędzania pasywnego subwoofera (szósty wzmacniacz), co generalnie jest rzadko spotykanym rozwiązaniem. Ma to jednak swoje plusy, bo użytkownik dysponujący niewielkim budżetem nie musi inwestować pieniędzy w aktywny subwoofer – może zaopatrzyć się w tańszą jednostkę pasywną lub skonstruować coś we własnym zakresie.

Onkyo TX-L50 wyposażono zarówno w moduł Wi-Fi, jak i Bluetooth, a to oznacza, że może on współpracować bezprzewodowo z różnymi urządzeniami przenośnymi, np. smartfonem, za pośrednictwem którego da się również sterować amplitunerem. Japoński producent nie omieszkał również wprowadzić opcji FireConnect pozwalającej na stworzenie bezprzewodowej sieci multi-room.

Klasa D w najprostszym ujęciu

TX-L50 bazuje na wzmacniaczach pracujących w klasie D, są to więc najprostsze i jedne z tańszych tego typu konstrukcji na rynku. Testowany ostatnio Onkyo TX-RZ1100 (test w n-rze 11/16) posiada bardziej zaawansowane amplifikacje, a co za tym idzie, ma to przełożenie na znacznie wyższą cenę. Poza tym obudowa typu slim, jaką zastosowano w przypadku opisywanego tu amplitunera, nie zmieściłaby w sobie bardziej rozbudowanej amplifikacji klasy D, znanej z modelu TX-RZ1100 lub też sporego transformatora liniowego – w tym wypadku użyto więc taniego impulsowego układu zasilającego. Ten zaś podzielono na dwie sekcje, z których jedna dostarcza prąd do wzmacniaczy klasy D, a druga obsługuje obwody wizji, fonii oraz sterowania i logiki, co należy postrzegać jako zaletę.

Onkyo TX-L50 jest dosyć prostą konstrukcją wyposażoną w niezbędną ilość wejść i wyjść, co można zaobserwować na tylnym panelu. Mimo to producent nie zrezygnował z analogowych gniazd Phono dla miłośników gramofonów. Za to liczbę wejść stereo ograniczono zaledwie do dwóch par. Podobnie jest z wejściami cyfrowymi (po jednym koaksjalnym i optycznym, co nieco ogranicza stosowanie źródeł tego typu) i HDMI – użyto czterech gniazd oraz jednego wyjścia. Generalnie tył urządzenia jest skromny, a przez to bardzo przejrzysty i chyba wystarczający dla osób preferujących minimalistyczne rozwiązania. Sporym minusem w przypadku TX-L50 są archaiczne już, niedrogie sprężynowe terminale wyjściowe – to rozwiązanie może okazać się kłopotliwe dla osób posiadających kable wyposażone w popularne wtyki. Takie terminale akceptują wyłącznie kable odarte z izolacji i to jeszcze o ograniczonym przekroju poprzecznym – do 2mm kwadratowych.

Wracając do wnętrza, to jego przestrzeń podzielono na cztery płytki drukowane – na pierwszych dwóch znalazły się wspomniane wzmacniacze klasy D oraz impulsowy układ zasilający, a dwie pozostałe mieszczą na swojej powierzchni obwody odpowiedzialne za sygnał audio i wideo. Tę ostatnią dosyć mocno rozbudowano, jest to model żywcem wyjęty z amplitunera serii TX-SR, co należy uznać za zaletę. Oczywiście ten smukły japoński amplituner wielokanałowy wyposażono również w układ automatycznej kalibracji AccuEQ upraszczający całą procedurę ustawień oraz w pilota zdalnego sterowania. Menu ekranowe w wersji HD znane jest z poprzednich modeli amplitunerów – jest czytelne, dosyć ładnie się prezentuje i pozwala na przeprowadzanie szeregu modyfikacji. Można również ręcznie ingerować w krzywą korektora częstotliwości i dostosować charakterystykę dźwięku do własnych preferencji.

Efektownie i dynamicznie

Z racji tego, że Onkyo TX-L50 dysponuje wzmacniaczami pracującymi w klasie D, jest w stanie zapewnić brzmienie o ponadprzeciętnej dynamice i znakomitej kontroli basu. Odsłuch ścieżek filmowych tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu, ponieważ wszelkim wartkim i efektownym scenom z filmów akcji TX-L50 dotrzymywał kroku bez najmniejszych problemów, kreując dźwięk w typowo kinowym stylu. Jak przystało na wzmacniacze klasy D, zakres niskich tonów odtwarzany jest z niemal wzorcową rytmiką – szczególnie było to słychać w momentach, gdy sięgałem po koncertowe wydania na krążkach Blu-ray. Bas okazał się sprężysty i sięgający do najniższych składowych. Z drugiej jednak strony TX-L50 może nie do końca zadowolić miłośników delikatnie i zmysłowo prezentowanych wysokich tonów, bo pod tym względem jest twardy i mało zróżnicowany – wynika to przede wszystkim z faktu, że użyto tanich wzmacniaczy klasy D o przeciętnej konstrukcji, zasilanych niezbyt wyrafinowanym układem dostarczającym prąd, naturalnie jeśli porównamy go z tym, czym dysponuje przykładowo model Onkyo TX-RZ1100. W amplitunerze TX-RZ1100 zastosowano potężny transformator liniowy oraz dopracowany pozostały układ zasilania, generujący znacznie niższe zniekształcenia. W TX-L50 mamy do czynienia z budżetową konstrukcją i tutaj producent musiał pogodzić pewne zawiłości konstrukcyjne z żelaznymi prawami ekonomii. W przypadku tak tanich konstrukcji zawsze musimy liczyć się z tym, że inżynierowie już na etapie projektu muszą iść na pewne ustępstwa i brzmienie takich urządzeń z pewnością nie będzie tak dobre, jak znacznie droższych konstrukcji. Ale tak jak wyżej wspomniałem, są pewne aspekty, które zdecydowanie przemawiają na korzyść tego amplitunera, jak chociażby fakt, że dysponuje on świetnym basem czy w ogóle nienaganną dynamiką. Góra pasma jest nieco przybrudzona, nie tak klarowna i fenomenalnie rozdzielcza, jak w droższych modelach amplitunerów marki Onkyo. TX-L50 nieco gorzej wypadł z koncertową muzyką klasyczną, bo nie był w stanie rzetelnie odróżnić wielu niuansów, brakowało mu pod tym względem nieco finezji i czytelności. Z drugiej jednak strony z koncertowym rockiem w wykonaniu takich zespołów, jak Metallica czy AC/DC ten smukły amplituner zabrzmiał dziarsko i z niezbędną energią – bas swoją kontrolą i sprężystością oraz przede wszystkim potęgą może zrobić na niejednym słuchaczu spore wrażenie. Tutaj nie ma bowiem miejsca na subtelności jak w jazzie i klasyce, więc w tym wypadku TX-L50 radził sobie znacznie lepiej.

Bezwzględnie i nieco twardo odtwarzany zakres wysokich tonów można próbować ujarzmić miękko brzmiącymi zespołami głośnikowymi, wyposażonymi w tekstylne, a w szczególności jedwabne kopułki wysokotonowe, najlepiej dodatkowo chłodzone ferrofluidem – wtedy część niedoskonałości w brzmieniu TX-L50 możemy zamaskować, uzyskując w efekcie nieco atrakcyjniejsze brzmienie w zakresie wysokich tonów. Jeśli jednak zależy Wam głównie na amplitunerze do oglądania filmów, to testowany model powinien z nawiązką spełnić Wasze oczekiwania, tym bardziej że nie jest aż tak drogi, a dysponuje równie imponującym brzmieniem o skali i rozłożystości w basie, jaką zwykle prezentują amplitunery kosztujące dwa, a nawet trzy razy więcej. TX-L50 równie dobrze radził sobie z odwzorowaniem przestrzeni – wyraźnie było słychać, że dźwięk nie błądził gdzieś między kolumnami, ale był namacalny i sugestywny, co potęgowało wrażenie uczestnictwa widza w filmowej akcji. Podobnie było podczas odtwarzania koncertowych ścieżek muzycznych – instrumenty były precyzyjnie rysowane na scenie, a odgłosy publiczności wydobywające się z kolumn obsługujących kanały surround jak najbardziej naturalne.

Warto wiedzieć

Dzięki wysokiej sprawności amplifikacji pracującej w klasie D Onkyo TX-L50, mimo skromnych rozmiarów, dysponuje sporą wydajnością prądową, co przy przeciętnej jak na amplituner mocy 80 watów na kanał predysponuje go mimo wszystko do współpracy z zespołami głośnikowymi o impedancji znamionowej 4 omów. Przyszły użytkownik tego amplitunera nie powinien zatem obawiać się zespołów głośnikowych o tak niskiej wartości w zakresie impedancji znamionowej, nawet jeśli będą one charakteryzować się niezbyt wysoką skutecznością. Wzmacniacze klasy D zainstalowane na pokładzie TX-L50 bez problemu poradzą sobie z napędzeniem tego typu kolumn. Naturalnie należy pamiętać o zapewnieniu temu amplitunerowi właściwej wentylacji – nie powinniśmy na nim stawiać innych komponentów, a otworów wentylacyjnych znajdujących się na górnej pokrywie nie należy niczym zakrywać. Mimo że wzmacniacze klasy D nie wydzielają takich ilości ciepła, jak ich odpowiedniki klasy AB, to jednak gdy pracują "pełną parą", niewielki radiator również powinien mieć zapewnioną prawidłową cyrkulację powietrza, a dotyczy to zwłaszcza jednostek współpracujących z 4-omowymi kolumnami o niezbyt wysokiej skuteczności.

Podsumowanie

Onkyo TX-L50 zachwyca przede wszystkim dźwiękiem o nienagannej dynamice i precyzyjnie kształtowanym zakresie niskich tonów. Bas dysponuje nie tylko wyśmienitą kontrolą, ale też potęgą, co w kinie domowym wydaje się nieodzownym elementem. Warto również podkreślić, że moduł wideo, jaki zastosowano w tym amplitunerze, mimo nieco ograniczonej ilości wejść HDMI, jest mniej więcej tej samej klasy, co w amplitunerach z serii TX-SR, a te zawsze miały bardzo dobrze dopracowaną sekcję wideo. Pstryczek w nos należy się projektantom TX-L50 za kiepskiej jakości terminale wyjściowe – niewygodne i mało funkcjonalne sprężynowe zaciski stosuje się w najniższej klasy urządzeniach, a do takich nie zaliczyłbym TX-L50.

Niewątpliwą zaletą testowanego amplitunera jest fakt, że jego konstrukcję oparto na wzmacniaczach klasy D, a te nie miały najmniejszych problemów z napędzaniem takich kolumn, jak Chario czy Dynaudio, więc przyszły użytkownik nie będzie musiał się aż tak bardzo przejmować danymi technicznymi kolumn, a jedynie wybrać najbardziej odpowiadające jego preferencjom brzmieniowym.

Werdykt: Onkyo TX-L50

★★★★ TX-L50 Dobra alternatywa dla miłośników kina domowego poszukujących niedrogiego amplitunera dysponującego obszernym dźwiękiem z imponującym basem i wręcz zabójczą dynamiką