Dynaudio Special Forty

Dynaudio Special Forty Test

Jedną z najciekawszych premier ostatniej wystawy High End w Monachium były nowe kolumny przygotowane na 40-lecie marki Dynaudio, nazwane Special Forty. Wreszcie nadarzyła się okazja, by ich posłuchać w kontrolowanych warunkach...

  • Data: 2017-11-07

Jedną z przewag takich marek, jak Dynaudio jest tradycja licząca sobie kilkadziesiąt lat. Z jednej strony oznacza to kumulację ogromnej wiedzy i doświadczenia, z których producent może czerpać pełnymi garściami przy tworzeniu kolejnych produktów. Z drugiej zaś tak długa obecność na rynku poparta licznymi nagrodami i grubymi tysiącami, jeśli nie milionami sprzedanych produktów świadczy nie tylko o umiejętności tworzenia dobrych urządzeń, ale i adaptacji do zmieniającego się rynku, do ewoluujących potrzeb klientów. W przypadku Dynaudio dowodem na opanowanie tej ostatniej sztuki (bo jest to prawdziwa sztuka!) są choćby cieszące się coraz większym powodzeniem kolumny bezprzewodowe. Powstały one jako odpowiedź na potrzeby dzisiejszego rynku, czerpiąc z wiedzy zdobytej przez inżynierów tej marki na przestrzeni wielu lat. No i jest jeszcze trzecia zaleta prowadzenia działalności przez kilkadziesiąt lat – możliwość świętowania jubileuszy. Zwłaszcza gdy robi się to tak, jak Dynaudio. Nie poprzez organizowanie wielkich imprez (choć nie mogę wykluczyć, że takie się odbywają), ale przygotowywanych z okazji okrągłych rocznic produktów. I to wcale nie topowych, najdroższych, ale właśnie specjalnych. Należę do osób, które zapytane o wybór ulubionych kolumn spośród nie tylko podstawkowych, w pierwszej piątce wymienią Dynaudio Special 25. Jak sama nazwa wskazuje, kolumna ta została stworzona z okazji ćwierćwiecza istnienia duńskiej marki i trafiła na rynek w 2002 roku. Model ten został przygotowany w limitowanej ilości, a jego popularność przerosła najśmielsze oczekiwania producenta. Popyt był tak wielki, że osiem lat później Dynaudio zdecydowało się na "dodruk" (acz w specjalnej wersji wykończenia) i na rynek trafiła kolejna (spora) partia, która także rozeszła się bez śladu. Niewiele osób, które ten model zakupiło, zdecydowało się z nim później rozstać, więc niełatwo je zdobyć również na rynku wtórnym. Jest to więc model podwójnie kolekcjonerski, że tak to ujmę, który na dodatek jest niezłą (jak na rynek audio) lokatą kapitału.

Po tak ogromnym sukcesie można było założyć, że z okazji kolejnych okrągłych rocznic duńska firma znowu będzie zaskakiwać i zachwycać swoich fanów produktami tego typu. I faktycznie, w maju tego roku monachijski High End zaczął się od mocnego uderzenia, czyli prezentacji prasowej połączonej z odsłuchem nowego modelu Dynaudio o nazwie Special Forty. Jak się łatwo domyślić, marka świętuje w ten sposób już 40. rocznicę istnienia. W tzw. międzyczasie (tak wiem, że puryści językowi zgrzytają zębami) zmienił się właściciel marki, co budziło obawy o dalszy kierunek jej rozwoju. Kolejne produkty potwierdzają jednakże, że kierunek pozostał ten sam – ciągle liczy się przede wszystkim jakość wykonania i brzmienia, a zastrzyk kapitału przydaje się do opracowywania nowych rozwiązań i komponentów, w tym testowanego, jubileuszowego modelu.

Special Forty wydawały się już na pierwszy rzut oka to potwierdzać. To (mniejsze niż Special 25) kolumny podstawkowe dostępne w dwóch wykończeniach – Birch Grey i Birch Red high gloss (czyli szara i czerwona brzoza z wykończeniem na wysoki połysk) – od których trudno było w Monachium oderwać oczy. Czerwony kolor jest bez dwóch zdań bardziej efektowny i bez wątpienia to on właśnie przyciągał oczy wszystkich obecnych. Tyle że wydaje mi się, iż to tzw. szary, a w rzeczywistości bardziej szaro-brązowy prezentuje coś, co nazwałbym surową, skandynawską elegancją i na dłuższą metę może być bardziej przyjazny (bo kolor czerwony jest jednak trochę agresywny) w codziennym obcowaniu. W każdym razie dla siebie chyba jednak wybrałbym tę mniej rzucającą się w oczy wersję, którą także otrzymałem do testu.

Special Forty to niewielkie, 2-drożne, wyjątkowe głośniki podstawkowe. Na ich potrzeby inżynierowie Dynaudio opracowali nowy przetwornik wysokotonowy wywodzący się z rodziny Esotar, który nazwali po prostu Esotar Forty. To miękka, 28mm kopułka, z membraną pokrywaną powłoką o tajemniczej nazwie DSR (Dynaudio Secret Recipe – czyli Sekretna Receptura Dynaudio). Jednym z licznych ulepszeń jest nowe rozwiązanie dotyczące przepływu powietrza oraz tłumienia, dzięki którym wysokie tony mają być jeszcze bardziej wyrafinowane, a zniekształcenia niższe, co według producenta przekłada się na czystość brzmienia. Poniżej pracuje 17cm woofer nisko-średniotonowy, także opracowany na potrzeby tego modelu, choć czerpiący garściami ze znanego z wcześniejszych modeli przetwornika 17W75, z membraną MSP. Jak z dumą podkreślał prowadzący prezentację w Monachium, to najlepszy 170mm przetwornik w historii marki. Osiągnięto to za sprawą m.in. specjalnego kosza o nazwie "AirFlow Basket", którego żebra wyprofilowano tak, by powietrze przechodziło między nimi w płynniejszy, gładszy sposób, co ma minimalizować zawirowania powietrza. Zadbano również o lepsze tłumienie wibracji w całym koszu. Napęd tego przetwornika oparto na hybrydowym systemie magnetycznym, w którym magnes umieszczono w środku cewki o dużej średnicy. Dodatkowo zastosowano drugi ferrytowy magnes o mniejszej mocy, który kontroluje rozproszenie pola na zewnątrz cewki.

Niewielka obudowa jest wentylowana bas-refleksem skierowanym do tyłu, a całością zarządza zwrotnica pierwszego rzędu, w której wykorzystano firmowe rozwiązania zapewniające liniowy przebieg impedancji i zgodność fazową. Podział ustalono na częstotliwość 2kHz. Obudowę wykonano z 18mm MDF, z wyjątkiem panelu frontowego, który jest jeszcze grubszy. Poniżej sporego portu bas-refleksu w aluminiowej tabliczce z logo "40 Anniversary" osadzono pojedynczą parę solidnych zacisków głośnikowych. W opakowaniu obok kolumn znalazłem mocowane magnetycznie maskownice oraz zatyczki do portów bas-refleksu, które mogą się przydać, jeśli kolumny będą musiały stać blisko ściany, albo jeśli z innych powodów użytkownik będzie chciał ograniczyć ilość/poziom niskich tonów. W moim przypadku nie były one potrzebne. Do kompletu dystrybutor dostarczył solidne firmowe podstawki zasypane piaskiem. Głośniki stały ok. 1m od tylnej ściany, po bokach miały dużo miejsca i zostały delikatnie skręcone do środka.

W czasie testu kolumny pracowały w systemie z LampizatOrem Golden Atlantic jako źródłem oraz trzema wzmacniaczami – dzielonym, składającym się z przedwzmacniacza AudiaFlight FLS1 i końcówki mocy ModWright KWA100SE, z lubianą przez wielu zaledwie 15W lampową integrą marki Leben, CS300F, która świetnie spasowała się z duńskimi głośnikami, oraz również 15W hybrydą Thoeressa (nowość na polskim rynku).

Jakość brzmienia

Special Forty są mniejsze niż moje ulubione Special Twenty Five i wyposażone w mniejszy woofer (17cm vs 20 cm). Mimo to jedną z pierwszych obserwacji już w czasie odsłuchu w bardzo dużej sali w Monachium, a potem potwierdzoną w moim pokoju była zaskakująca skala dźwięku. Oczywiście daleko jej było do dużych, 3-drożnych podłogówek Ubiq Audio, których używam na co dzień, ale patrząc na niewielkie wymiary "Dynek", człowiek spodziewa się jednak czegoś innego. Tym bardziej że u mnie stały dobry metr od ściany, a przysuwając je bliżej (co pewnie będzie miało miejsce w większości systemów), można dodatkowo wesprzeć dolną część pasma, dodając dźwiękowi masy. W praktyce, już w przypadku słuchanej na początku płyty Tingvall Trio, stanął przede mną kontrabas (niemal) naturalnych rozmiarów, po lewej równie wielki fortepian, a za nimi nieco dalej spora, szeroko rozstawiona perkusja (może i za szeroko, ale tak się bębny często nagrywa). Rzecz zarówno w wielkości instrumentów czy też źródeł pozornych, jak i skali dźwięku, który wydawał się duży i pełny, choć przecież oczywiste było, że kolumny tych rozmiarów muszą mieć jakieś ograniczenia w dole pasma. I mają oczywiście, nie zaprzeczają bowiem prawom fizyki, tyle że po pierwsze w większości nagrań naprawdę niewiele jest dźwięków niższych niż te, które "czterdziestki" potrafią swobodnie zagrać, a po drugie akurat takie akustyczne granie trzech instrumentów wcale nie tworzy jakiejś ogromnej masy dźwięku, która przerosłaby ich możliwości. Co ważne, ani przez chwilę nie miałem wrażenia sztuczności tej prezentacji – Special Forty nie napinały się, nie udawały większych niż są, nie pompowały sztucznie skali dźwięku, nie wykorzystywały na maksa dobrze zestrojonego bas-refleksu, żeby zrobić wrażenie na słuchaczu. Choć skala prezentacji na początku mnie zaskoczyła, to już po chwili przestałem na nią zwracać w tym kontekście uwagę – przyjąłem do wiadomości, że dźwięk był po prostu taki, jak być powinien.

Niejako oczywistym elementem tej prezentacji, oczywistym przy założeniu, że słucha się kolumn podstawkowych wysokiej klasy, była imponująca przestrzenność tego grania. O skali i namacalności źródeł pozornych już wspominałem, ale równie ważne było precyzyjne ukazanie ich ustawienia na scenie. O ile kontrabas i fortepian grały niemal w jednej linii (niemal, bo fortepian był wyraźnie ustawiony prostopadle, więc pełnił trochę funkcję łącznika między pierwszym planem a tym odleglejszym z bębnami), o tyle perkusja była ustawiona zdecydowanie dalej. Scena zaczynała się tuż za linią kolumn, wychodziła poza ich rozstaw, a w tym wypadku sięgała na kilka metrów w głąb, tworząc realistyczne wrażenie, tak jakbym faktycznie siedział w niewielkim pomieszczeniu przed muzykami. Wrażenie było tym pełniejsze, że kolumny znikały z pomieszczenia właściwie całkowicie, a z drugiej strony wyraźnie słychać było pogłos czy wybrzmienia, które dodawały jeszcze realizmu tej prezentacji.

Jeszcze bardziej imponująco zabrzmiał krążek Michela Godarda "Live in Noirlac" zrealizowany na dziedzińcu opactwa o tej nazwie. Zrealizowany absolutnie przepysznie, muszę dodać, zarówno jeśli chodzi o doskonałą rejestrację brzmienia, barwy instrumentów, głosu, maestrii muzyków, jak i absolutnie wyjątkowej akustyki tego miejsca, dla którego je wybrano. Maluchy Dynaudio pięknie oddały zarówno akustykę tego niezwykłego miejsca, jak i niesamowity klimat tego nagrania. Być może kilka kolumn oddało głębię sceny jeszcze lepiej (ze słuchanych ostatnio np. kolumny Łukasza Fikusa, ale także Bastanisy Matterhorn), ale to nie była na tyle istotna różnica, bym postrzegał ją jako słabość "Dynek". Scena wypełniona była powietrzem, wibrującymi wybrzmieniami, pogłosem, a całość brzmiała w bardzo otwarty, swobodny i... detaliczny sposób.

To kolejny bardzo ważny element brzmienia tych kolumn. Rzecz nie w nachalnej detaliczności, w suchej analityczności czy zarzucaniu słuchacza toną drobnych elementów. Tu raczej chodzi o dużą ilość informacji w dźwięku, o naprawdę wysoką rozdzielczość, które to cechy "czterdziestki" zawdzięczają przede wszystkim świetnej kopułce. Całe to bogactwo informacji jest płynnie składane w większą, wyjątkowo bogatą i komunikatywną całość. Całość, dodam jeszcze, skupioną na muzyce bardziej niż na dźwięku, jeśli rozumiecie Państwo, o co mi chodzi. Nagrania są bowiem dobrze różnicowane, ale nawet w przypadku tych słabiej zrealizowanych na pierwszym planie jest zawsze muzyka, wartość artystyczna, emocje, a bolączki techniczne nie przeszkadzają w odbiorze muzyki tak, jak z wieloma innymi kolumnami. To oczywiście kwestia wyboru – są osoby, które chcą słyszeć wyraźnie każde potknięcie muzyków czy realizatorów nagrania i one pewnie poszukają innych głośników. Ci natomiast, którzy siadają na fotelu, by rozkoszować się pięknem muzyki, chcą doświadczać emocji, czuć bliskość z wykonawcami, mają dużą szansę zakochać się w brzmieniu Special Forty. Muzyka w ich wykonaniu jest bowiem niezwykle barwna, płynna, oddycha emocjami, wciąga, angażuje, sprawia, że klimat danego nagrania jest po prostu zaraźliwy. Przykładem może być choćby "Wesele Figara" Mozarta – wielce zabawna historia tak udanie opowiedziana przez Musicaeterna pod dyrekcją Currentzisa, w czasie słuchania której uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Tak, skala prezentacji nie do końca była taka, jak powinna, troszkę brakowało w niektórych momentach łupnięcia orkiestry, ale to nie miało znaczenia. Dynaudio świetnie odtworzyły przede wszystkim głosy śpiewaków, dbając zarówno o barwę, jak i ekspresję, bezbłędnie oddając zalety głosów śpiewaków i ich umiejętności aktorskie. Choć moja uwaga skupiała się na aktorach tego spektaklu, to odsłuchiwane kolumny dawały mi jednocześnie możliwość śledzenia całego mnóstwa charakterystycznych dla Wolfganga Amadeusza drobnych wątków muzycznych przewijających się w grze orkiestry, sprawiając, że nie nudziłem się ani przez chwilę, choć znam ten krążek niemal na pamięć. Na drugim biegunie emocjonalnej huśtawki znalazł się np. soundtrack z "Predatora" Alana Silvestri, budujący ten niesamowity klimat rosnącego zagrożenia. I znowu Special 40 zagrały go tak, że ciarki chodziły mi po plecach. Pokazały się z bardzo dobrej strony w aspekcie oddania dużych skoków dynamiki, szybkości i basu, który może nie schodził bardzo nisko, ani nie miał takiej masy, jak z dużych podłogówek, ale był za to zwarty, sprężysty, bardzo pewnie, punktualnie prowadzony.

Na koniec kilka zdań o zestawieniach z różnymi wzmacniaczami. Powyższy opis dotyczy przede wszystkim odsłuchu z moim zestawem pre+końcówka (AudiaFlight + ModWright). Odsłuch z hybrydowym wzmacniaczem Thoeressa pokazał nieco inne oblicze "Dynek". Choć ten wzmacniacz ma na pokładzie lampy (z których Thoeress jest przede wszystkim znany), to podejrzewam, że większość osób przy odsłuchu w ciemno nie potrafiłaby tego odgadnąć. Wzmacniacz ten gra bowiem niesamowicie czystym, transparentnym i neutralnym tonalnie dźwiękiem. Nie ma mowy o ociepleniu, o podkreśleniu średnicy – jest bardzo równo, a jednocześnie spójnie i gładko. Z tak grającym wzmacniaczem Special Forty pokazały się z nieco(!) bardziej analitycznej strony. Pomimo zaledwie 15W na kanał zagrały bardzo dynamicznie i energetycznie. Zachwycała zarówno dźwięczność i energetyczność blach na górze, jak i zwartość, szybkość i siła uderzeń w bębny na dole. Z moim zestawem dźwięk był jednak nieco cieplejszy, bardziej nasycony w średnicy, co zmieniało odbiór tych kolumn, z Thoeressem pokazały, że nie narzucają swojego charakteru, pozostawiając wybór kierunku wzmacniaczowi i dopasowując się do niego. Podobnie było z Lebenem CS 300F, którego dostałem do odsłuchu, a który różni się nieco od wcześniejszych wersji (sprzed kilku lat). To bardziej dynamiczne, żywiej grające, nieco mniej skupione na średnicy wcielenie tego znakomitego japońskiego wzmaka, acz nadal grającego z mocno nasyconą, dość gęstą średnicą. I znowu Special Forty dostosowały się do charakteru napędzającego je urządzenia, które pomimo 15W mocy nie miało żadnych problemów z kontrolowaniem przetworników duńskich skrzynek. W tym dźwięku nieco większy akcent położony był na nasycenie i gęstość dźwięku, przez co całość brzmiała nieco ciemniej niż z Thoeressem. Jednocześnie nadal było to granie czyste, dobrze poukładane, przestrzenne, muzykalne i kipiące od emocji. Te cechy pojawiały się za każdym razem niezależnie od amplifikacji, więc można przyjąć, że to właśnie własności tych kolumn, a jednocześnie dobrze oddane różnice między charakterami wzmacniaczy pokazują, że Special Forty nie próbują narzucać własnego charakteru, a raczej starają się wykorzystać swoje mocne strony, by z każdym systemem stworzyć wyjątkową, za każdym razem angażującą i muzykalną całość.

Podsumowanie

Special Forty to faktycznie specjalne kolumny, które przypadną do gustu wielu miłośnikom muzyki wszelakiej. Czy odniosą aż tak wielki sukces, jak "25-tki"? Trudno dziś jeszcze powiedzieć, ale moim zdaniem mają ku temu wszelkie predyspozycje. Również tzw. WAF (czyli poziom akceptowalności dla współdomowników) nie będzie problemem, bo to świetnie wyglądające, znakomicie wykonane i pięknie wykończone "meble", a i niewielkie rozmiary będą w wielu przypadkach plusem. Wyrafinowane przetworniki i przemyślana konstrukcja – połączenie tradycji i nowych rozwiązań tworzą wyjątkową całość. Brzmienie Special Forty jest angażujące i muzykalne, otwarte i dźwięczne, skala dźwięku jest większa niż można się spodziewać po niewielkich skrzynkach, a dynamiki i energetyczności im nie brakuje. Jeśli szukacie wysoce analitycznych, wyciągających każdą słabość realizacji kolumn, to na pewno nie tędy droga. Nowe Dynaudio dobrze różnicują nagrania, przekazują bardzo dużą ilość informacji zawartych w odtwarzanym nagraniu, ale zawsze na pierwszym planie są emocje, muzyka jako taka, maestria wykonawców, klimat, a techniczna część rejestracji pokazywana jest gdzieś w tle. Dzięki temu bardzo dobre realizacje brzmią wybornie, a i tych słabszych da się słuchać z przyjemnością. Jeśli zdecydujecie się na zakup Special Forty, to nie dość, że zostaniecie posiadaczami wyjątkowego, jubileuszowego produktu jednego z najbardziej znanych producentów głośników, to na dodatek czekają Was tysiące pięknych, ekscytujących godzin spędzonych z ukochaną muzyką znajdującą się zawsze w centrum uwagi.

Werdykt: Dynaudio Special Forty

★★★★★ Jubileuszowy, a więc specjalny produkt i to nie tylko z nazwy. Piękne, wciągające granie, którego nigdy nie ma się dosyć. Cieszy uszy i oczy!