JBL Everest Elite 750NC

JBL Everest Elite 750NC Test

Testujemy bezprzewodowe słuchawki JBL Everest Elite 750NC wyróżnione prestiżową nagrodą EISA

  • Data: 2017-12-06

Tak się złożyło, że po teście Boomboksa JBL-a, nagrodzonego przez EISA tytułem najlepszego głośnika przenośnego 2017–2018, w nasze ręce trafił kolejny produkt tej marki wyróżniony przez Europejskie Stowarzyszenie Obrazu i Dźwięku, tym razem w kategorii słuchawki mobilne: Everest Elite 750NC. Nowy model "nauszników" wykorzystujących technologię Bluetoth zaskakuje kilkoma funkcjami, a także elastycznym podejściem producenta, który zdecydował się udostępnić niezależnym twórcom aplikacji mobilnych zestaw narzędzi programistycznych SDK, pozwalających na tworzenie indywidualnego oprogramowania dla 750-tek. Dla nas jednak jak zwykle najważniejsze pozostaje pytanie: jak to brzmi?

Budowa

Wielkość i ciężar Everest Elite 750NC dobrano z wyczuciem, konstrukcja jest składana (przeguby pałąka da się "złamać") i wokółuszna (uszy mają sporo miejsca), prezentuje się poważnie i nowocześnie zarazem. Z grubsza biorąc – chodzi zarówno o ogólny kształt, jak i wykorzystane materiały – model ten przypomina opisywane przeze mnie jakiś czas temu słuchawki Everest Elite 700 (zob. recenzję w nr. 2/2016 HFC&HC). Połączenie tworzywa, sztucznej skóry i wzmacnianej stali zdało więc egzamin, aczkolwiek diabeł tkwi w szczegółach – różnic jest jednak więcej niż podobieństw. Ot, choćby pałąk jest inny, bo zrezygnowano z gumy na jego spodzie i inaczej się "łamie". Inne są też przyciski umieszczone w krawędzi tym razem tylko prawego "dysku". Jest ich łącznie sześć, przy czym jeden z nich, tzw. smart button, można zaprogramować albo na usuwanie szumu tła, albo na ustalanie poziomu przenikania do uszu odgłosów otoczenia. Odpowiednią funkcję wybieramy za pośrednictwem aplikacji (zob. dalej). Jakby tych "inności" było komuś mało, to słuchawki mają też inny kolor – tym razem zaproponowano rzadko spotykane odcienie "Blue", "Gun metal" i "Silver". Znajomo wyglądają za to muszle osadzone na kulowych przegubach w zewnętrznych panelach-dyskach. Pod nimi ukryto elektronikę, ogniwa akumulatorów (850mAh, 3 godz. ładowania i do 15 godz. słuchania z włączonym ANC) oraz mikrofon.

Bardzo ważnym elementem projektu jest aplikacja o nazwie My JBL Headphones, którą należy zainstalować na urządzeniu parowanym ze słuchawkami. Za jej pośrednictwem zaktualizujemy oprogramowanie (aczkolwiek jest to możliwe także przez komputer, po zainstalowaniu programu udostępnionego przez producenta), podejrzymy stan naładowania akumulatora, włączymy/wyłączymy redukcję szumu Noise Cancel, a także dobierzemy odpowiedni poziom "świadomości otoczenia" (do wyboru Low, Medium, High i Off) niezależnie dla każdego kanału. Ponadto aplikacja pozwala na zabawę z equalizerem (do wyboru zarówno gotowe ustawienia Jazz, Vocal, Bass, jak i suwaki przypisane do konkretnych częstotliwości) oraz przeprowadzenie kalibracji TruNote (poprawa dźwięku na podstawie tego, jak pady przylegają do uszu).

Wśród dołączonych do modelu Everest Elite 750NC akcesoriów znajdziemy dwa przewody – 1,2-metrowy do słuchania pasywnego, zakończony mini- i mikrojackiem, z prostym, jednoprzyciskowym pilotem i mikrofonem, oraz micro-USB do ładowania akumulatora – a także solidny twardy futerał, który pomieści złożone "w rogalik" słuchawki, i samolotowy adapter.

Jakość brzmienia

Opisując słuchawki Elite 700, zwróciłem uwagę na to, że włączenie aktywnej redukcji szumu wyraźnie zmienia brzmienie. W przypadku modelu 750NC jest podobnie. O ile jednak wcześniej zalecałem, by nie korzystać z funkcji Noise Cancellation, jeśli nie jest to konieczne, o tyle teraz wolałem brzmienie "podkręcone" i to bez względu na to, czy szedłem ulicą, czy przebywałem w domu.

Everest Elite 750NC potrafią grać stosunkowo liniowo, głównie pasywnie, czyli przez kabel. Ich brzmienie jest wówczas lekko ocieplone, delikatnie zaokrąglone, pozbawione szorstkości, słowem łatwo akceptowalne, ale... No właśnie, dopiero w trybie aktywnym słuchawki pokazują swój "charakterek". Chodzi głównie o dynamikę, która bazuje na ogólnej potędze brzmienia, w mniejszym stopniu koncentrując się na szybkości (aczkolwiek nie można powiedzieć, że dźwięk jest rozleniwiony). Bas należy do tych kopiastych i soczystych, dobrze rozciągniętych i naprawdę potężnych. Subiektywnie barwy są tu lekko przytłumione, co akurat dobrze koresponduje z charakterem dynamiki, zaś brzmienie cały czas pozostaje melodyjne. Dzięki temu unikamy nudy, zwłaszcza że w przekazie pojawia się niemała dawka emocji.

W gruncie rzeczy 750-tek słucha się bardzo przyjemnie, nawet jeśli mają swój charakter i nie są w stanie pokazać pewnych niuansów związanych np. z barwą. Ciepło, o którym wspomniałem, odnajdziemy zarówno w basie, jak i średnicy. Z kolei wysokie tony podano w raczej umiarkowanej ilości. Oznacza to, że udało się zachować część naturalnej metaliczności blach perkusyjnych, ale ogólna klarowność górnego skraju pasma mogłaby być lepsza. Złagodzenie wybuchowych transjentów nie służy mocniejszej muzyce, np. metal nie brzmi zbyt drapieżnie. Z drugiej jednak strony nie znajdziemy w tej prezentacji choćby śladu brutalnej natarczywości.

Do mocnych punktów modelu 750NC należy zaliczyć dobrą stereofonię i prawidłową – jak na słuchawki oczywiście – lokalizację źródeł pozornych. Informacje na temat wybrzmiewania instrumentów czy akustyki pomieszczenia są dawkowane oszczędnie, co wynika wprost z "basowej sygnatury", która jednak tworzy wrażenie dużej, głębokiej sceny i ogólnego zanurzenia się w dźwięku.

Podsumowanie

"Basogłowi" powinni skierować na ten model swoje "radary". Taki bas w słuchawkach mobilnych nie trafia się zbyt często.

Werdykt: JBL Everest Elite 750NC

★★★★★ Duży dźwięk i dużo muzyki. Wyraźnie podkolorowane, ale w gruncie rzeczy przyjemne brzmienie