Audio Research CD6

Audio Research CD6 Test

Umierający format? Wolne żarty! Testujemy bezkompromisowy odtwarzacz CD/SACD amerykańskiej firmy Audio Research

  • Data: 2017-06-20

Audio Research CD6 to odtwarzacz pochodzący z fabryki amerykańskiego eksperta od wzmacniaczy, głównie lampowych, oraz właśnie odtwarzaczy CD. Jest to niewielka manufaktura, ale cały czas produkuje swoje urządzenia w jednej fabryce w Stanach Zjednoczonych i stała się już pewnego rodzaju legendą w świecie audio. Co jakiś czas proponuje nowe produkty, w zeszłym miesiącu na łamach HFC testowaliśmy wzmacniacz zintegrowany Audio Research GSi75, a teraz trafił w nasze ręce odtwarzacz CD, który został zaprezentowany światu w 2014 roku. Jak widać, firma Audio Research nie sądzi, że format CD jest martwy, skoro proponuje nam produkt służący do odtwarzania właśnie srebrnych krążków. Co prawda ma on też funkcjonalność DAC-a, ale myślę, że firmie po prostu nie wypada ignorować coraz większego zapotrzebowania na takie urządzenia. Tak czy siak, CD6 w firmowym katalogu jest rasowym przedstawicielem "cedeków", a odtwarzanie srebrnych krążków jest jego główną funkcjonalnością.

Użytkowy Hi-End

Audio Research CD6 należy do podstawowej serii urządzeń AR i ma typowy dla tego producenta, dość industrialny wygląd. Egzemplarz, który do mnie trafił, miał obudowę polakierowaną na czarno, z wyjątkiem frontu ze szczotkowanego aluminium. Na tymże grubym froncie znajdziemy po bokach dwie charakterystyczne dla tej marki solidne rączki, które można wykorzystać do przenoszenia urządzenia, ale nie polecam tego, ponieważ klapka płyty CD (AR to typowy top-loader, gdzie płytę umieszczamy bezpośrednio na osi napędu) nie ma aretacji i z głośnym stukiem może się otworzyć. Po lewej stronie frontu znajdziemy wyświetlacz napędu, po prawej kilka przycisków służących do obsługi urządzenia oraz diody LED wskazujące tryby pracy, aktywne wejście czy wreszcie częstotliwość próbkowania, z jaką pracuje przetwornik urządzenia. Na tylnej ściance oprócz wyjść analogowych (RCA i XLR) mamy dwa wyjścia cyfrowe – SPDIF i AES/EBU; co ciekawe, wyjście SPDIF jest typu BNC, więc dla popularnych kabli RCA potrzebna będzie przejściówka (jeśli chcemy CD6 wykorzystać jako napęd cyfrowy, co – przynajmniej moim zdaniem – byłoby zbrodnią), mamy także serię wejść cyfrowych – USB 2.0, SPDIF RCA i dwa optyczne TOSLINK. Wejście SPDIF i USB obsługują sygnały do 24bit/192kHz, optyczne do 96kHz. Do poprawnego działania wejścia USB z komputerami z systemem operacyjnym Microsoft potrzebny będzie też sterownik, który można pobrać w łatwy sposób ze strony producenta.

Przyjęło się, że Audio Research jest specjalistą od urządzeń na lampach elektronowych. Jednak CD6 sprawia pewną niespodziankę, ponieważ jest pozbawiony baniek próżniowych (te znajdziemy w wyższym modelu – CD9). Natomiast niespodzianką nie będzie zastosowany napęd CD – to lubiany w tym segmencie urządzeń Philips Pro-2. AR to top-loader, płytę kładziemy więc na oś napędu i dociskamy magnetycznym dociskiem, o czym należy bezwzględnie pamiętać, ponieważ bez niego odtwarzacz nie działa poprawnie, możemy go wtedy nawet uszkodzić. CD6 ma dwa filtry przełączane przez użytkownika, slow i fast, oraz możliwość włączenia upsamplingu. Z tym drugim sytuacja jest nieco skomplikowana – dla płyt CD oraz danych z SPDIF możemy podbić częstotliwość próbkowania z 44,1/48kHz do 176,4/192kHz, natomiast jeżeli korzystamy z wejścia USB, to maksymalne częstotliwości wyniosą odpowiednio 88,2 i 96kHz. Mnie brzmienie najbardziej podobało się z wyłączonym upsamplingiem oraz z filtrem slow, ale oczywiście każdy może wybrać według własnych preferencji.

Brzmienie

Zacznę może od rzeczy oczywistej, ale istotnej: Audio Research CD6 to absolutny hi-end. To jeden z najlepszych odtwarzaczy, jakich dane mi było słuchać, na pewno plasujący się w pierwszym szeregu z takimi tuzami, jak Simaudio Moon Andromeda, Ayon Audio CD-35, dzielony Reimyo czy Linn Klimax DS lub Lumin (A1). Pomieszałem tutaj odtwarzacze CD i sieciowe, ale chodziło mi o klasę brzmienia, a nie rodzaj nośnika, bo wybór musiałbym wtedy ograniczyć. Proszę też moje uwagi dotyczące brzmienia AR CD6 rozpatrywać w kontekście wspomnianym w pierwszym zdaniu – bo ten "cedek" w zasadzie nie ma słabych stron, chyba że za taką uznamy cenę.

Bas? Mocny, dobrze zróżnicowany, schodzący nisko. Wysokie tony? Krystalicznie czyste i delikatne. Średnica? Taka, jaka być powinna, gęsta, a jednocześnie rozdzielcza. Tutaj mógłbym w zasadzie zakończyć ten opis i spróbować namówić Państwa na indywidualne odsłuchy, ale nie wszyscy mają taką możliwość, więc jednak spróbuję napisać coś więcej na temat brzmienia tego urządzenia.

A więc przede wszystkim gra Muzykę i to przez duże M. Balans tonalny jest bardzo neutralny, aczkolwiek nieznacznie bliżej mu do cieplejszej strony mocy. Ale to wrażenie wynika głównie z niesamowitej rozdzielczości testowanego urządzenia. Jeśli miałbym porównać go do słuchanych przeze mnie wcześniej urządzeń, to jest to granie bardziej zbliżone do Reimyo niż choćby Linna. Już od pierwszych taktów płyty Gregory'ego Portera było wiadomo, że ten odtwarzacz przekazuje absolutnie wszystko, co jest zapisane na odtwarzanym nośniku (i nie tylko chodzi mi o płytę CD, ale o tym później). Jak dla mnie jest to główna cecha wybitnych źródeł dźwięku – one nie koloryzują niczego, nie podbarwiają, ale dzięki fenomenalnej rozdzielczości muzyka brzmi "analogowo" i ciepło. Być może kojarzycie Państwo rozdzielczość ze sterylnym, laboratoryjnym brzmieniem i rozkładaniem każdego dźwięku, jak włosa, na czworo. Moim zdaniem to błędne rozumowanie, dla mnie sterylny dźwięk świadczy o zniekształceniach powstających w urządzeniu lub błędnym dobraniu poszczególnych komponentów systemu audio, bo na żywo dźwięk nie jest przecież sterylny. Jest ciepły i przyjemny dla ucha. Dążenie do ideału to właśnie osiągnięcie umiejętności takowego przekazania informacji zawartej w nagraniach.

Dwie najważniejsze cechy CD6 dobitnie świadczą o jego klasie w kwestii dźwięku. Pierwsza to odwzorowanie przestrzeni. Każda płyta, nawet przeciętnie nagrana, jest odtwarzana niemal z holograficznym rozmachem i precyzją. Nie wspomnę nawet o tzw. "czarnym tle", gdyż na tym poziomie cenowym to oczywiste, ale rozmiar sceny dźwiękowej, pozycjonowanie na nim muzyków i gęstość powietrza między nimi są w mojej ocenie wzorcowe. Nawet mój Hegel HD 25, który jest w swojej klasie wybitny, jeśli chodzi o ten aspekt brzmienia, nie podskoczył Audio Researchowi. To naprawdę zawodnik wysokiej klasy. Warto też wspomnieć, że wielkość źródeł pozornych pozostaje wierna oryginałowi. Nie mamy tutaj do czynienia z ich nadmiernym powiększaniem, co czasem zdarza się nawet na tym poziomie cenowym, ponieważ niektórzy odbiorcy lubią pewnego rodzaju przeskalowanie dźwięku, szczególnie słuchając małych składów akustycznych, a producenci oczywiście starają się zadowolić i takie gusta. Audio Research absolutnie nie stosuje takich sztuczek. Dlatego nawet słuchając płyt takich, jak "Round Midnight" 12 wiolonczelistów Berliner Philharmoniker, idealnie odczytujemy rozmiary instrumentów i ich ustawienie w przestrzeni.

Drugim aspektem zwracającym uwagę była wybitna rytmiczność testowanego odtwarzacza. Może nie ma wbudowanego metronomu, ale zachowuje się tak, jakby go miał. Nie musimy się więc obawiać o utratę drive'u czy braki emocjonalne w przekazie cięższych nut. CD6 wydobędzie emocje praktycznie z każdego nagrania. To olbrzymia zaleta tego odtwarzacza. Po prostu nie chce się przestać go słuchać i to jest dla mnie kwintesencja hi-endu. To mają być urządzenia, których słucha się zawsze z przyjemnością, sprawdzą się z każdym materiałem muzycznym, a przy tym pozwalają nam usłyszeć wszystko, co artyści i/lub realizatorzy umieścili w nagraniu.

Z rytmiką oczywiście łączy się bas, a o nim mogę tylko powiedzieć, że jest wzorcowy. CD6 umiejętnie oddawał jego barwę, nie tracąc nic z wypełnienia, sprężystości czy konturu. Niskie dźwięki z płyty live Kraftwerk czy ścieżki dźwiękowej "Gladiatora" brzmiały wprost rewelacyjnie. Mój ulubiony utwór z tej płyty, a właściwie dwupłytowego albumu, to "Elektrokardiogram". Utwór stworzony jest na bazie odwzorowania bicia serca przy pomocy syntezatorów. Wrażenie jest niesamowite, jeśli posłuchać go na dużym poziomie głośności, chyba moje serce zaczęło się z tym utworem synchronizować. Niesamowite! Oczywiście potęga brzmienia była również wybitna, nigdy nie miałem niedosytu. Ale proszę się nie bać, tam gdzie potrzebna była subtelność, choćby przy słuchaniu muzyki akordeonowej polskiego tria Motion Trio, nagranej w kościele, tam było mnóstwo wybrzmień, smaczków, świetnego oddania akustyki sakralnej, ale co najważniejsze, instrumenty brzmiały jak akordeony, a nie jak organy.

Wysokie i średnie tony były równie doskonałe. Nie było w zasadzie żadnego elementu, do którego mógłbym się przyczepić. Barwa, rozdzielczość, gładkość, płynność – każdy element osobno i wszystkie razem były niemal doskonałe. Na nowo odkrywałem płytę Samphy – dźwięki na niej zawarte otrzymały nowy blask, osiągnęły kolejny poziom w kierunku mojego wyobrażonego ideału. Naprawdę trudno mi roztrząsać poszczególne aspekty brzmienia instrumentów, ponieważ począwszy od perkusji po kontrabas wszystko brzmiało niesamowicie naturalnie i prawdziwie. Przy tym CD6 nigdy nie popadł w przesadę. I to w żadną stronę. Nie było śladów wyostrzeń ani zbytniej "lepkości".

Wspomniałem już wcześniej, że CD6 jest nie tylko odtwarzaczem srebrnych krążków, ale również pełnowartościowym przetwornikiem cyfrowo-analogowym. Przetestowałem go więc i w tej roli. Po pierwsze nie było żadnych problemów z podłączeniem go do komputera, instalacja sterowników przebiegła błyskawicznie i bez konieczności jakiejkolwiek ingerencji. Audio Research "łyknął" wszystkie pliki, jakie mu zaserwowałem, o wszystkich możliwych częstotliwościach próbkowania, do 192kHz włącznie. Samo brzmienie urządzenia praktycznie nie różniło się od tego, co słyszałem z płyt, odtwarzanych w samym CD6, jednakże jeśli plik "gęsty" był dobrze nagrany, np. mam takie wersje nagrań duetu Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga czy The Eagles, to uwypuklał jeszcze możliwości odtwarzacza. Po prostu zatapiałem się w muzyce i z zachwytu wyrywała mnie jedynie cisza po zakończeniu odtwarzania playlisty.

Tak, ponownie to podkreślę, Audio Research CD6 to hi-end pełną gębą. Jest to jedno z tych urządzeń, które doskonale pokazują, że w technologii CD jest jeszcze mnóstwo nieodkrytego potencjału, którego z niej nie uwolniono, a dopiero dobre, nowoczesne odtwarzacze na to pozwalają.

Podsumowanie

Audio Research CD6 to hi-endowy odtwarzacz płyt CD i DAC. Niesamowicie muzykalny, ale w tym dobrym znaczeniu tego słowa, niesamowicie rozdzielczy, dający niesamowitą przyjemność ze słuchania... niesamowity! Mógłbym tak dalej, ale wtedy chyba wszystkim zrobi się niedobrze od tego słodzenia. CD6 to świetne źródło. A że kosztuje, ile kosztuje? Za dobrze rzeczy trzeba niestety sporo zapłacić.

Chętnie bym go sobie zostawił na dłużej, ale rzeczywistość jest nieubłagana – dystrybutor już się dobija o zwrot... Warto zapewnić mu jak najlepszy sprzęt towarzyszący, gdyż mój znacznie tańszy system, choć pokazał jego klasę, był zarazem pewnym ograniczeniem. Dlatego też koniecznie trzeba go posłuchać w doborowym towarzystwie – choćby wzmacniaczy z tej samej stajni, uzupełnionych dobrymi kolumnami.

Jedyna rzeczą, nad zmianą której Audio Research mogłoby pomyśleć, jest design. Coraz częściej potencjalni klienci zwracają uwagę na wygląd, a nie tylko na brzmienie. A design proponowany przez AR nie wszystkim przypada go gustu, piszącego te słowa nie wykluczając.

Werdykt: Audio Research CD6

★★★★★ Hi-endowy odtwarzacz CD i w pełni funkcjonalny DAC; dwa w jednym pozwalające cieszyć się posiadaną kolekcją płyt na równi z plikami